HISTORIA OPINIE

(Nie)daleko od szosy: Usunąć, ale nie niszczyć [ZDJĘCIA]

Pomnik Walki o Wyzwolenie Społeczne i Narodowe jest w oczywisty sposób pamiątką po okresie komunizmu. Jako taki podlegać będzie „ustawie rozbiórkowej”. Przy okazji jest jednak jedną z pomnikowych perełek minionej epoki, która w prostej bryle streszcza ideologię PRLowskiej tożsamości. Jego zniszczenie byłoby zwyczajnym hunwejbinizmem.

Z wielką uwagą przeczytałem uzasadnienie wniosku Henryka Marczaka dotyczące usunięcia z przestrzeni miejskiej Pomnika Walki o Wyzwolenie Społeczne i Narodowe, który stoi obecnie na wschodniej pierzei Starego Rynku. Historycznie bohater lokalnej Solidarności ma oczywiście rację. Pomnik może nie tyle propaguje komunizm, co jest wyrazem ideologii, która kształtowała system polityczny i społeczny przed 1989. W tym kontekście – jeśli istnieje wola usuwania tego typu monumentów – to powinien on zostać z przestrzeni publicznej usunięty, zwłaszcza z tak eksponowanego punktu miasta. Jednakże żyjąc ponad ćwierć wieku po upadku systemu powinniśmy, w moim przekonaniu, znaleźć w sobie na tyle dużo dystansu, aby przy okazji przywracania sprawiedliwości w przestrzeni symboliki nie wylać dziecka z kąpielą.

Wypalony pocisk

Henryk Marczak opisuje wygląd pomnika z wyraźną negatywną emocją, odmieniając słowo „kłamstwo” i „manipulacja” przez wszystkie przypadki. Jest on dla niego przede wszystkim uosobieniem minionej epoki, a jego usunięcie jej domknięciem. W tym sensie ma oczywiście rację. Ja chcę spojrzeć na ten pomnik przede wszystkim jako historyk, dla którego nie ma on już mocy kształtowania tożsamości, ale jest wypalonym pociskiem, który sam w sobie może być ciekawy.

Już sam fakt, że bywa nazywany mniej lub bardziej wykwintnymi epitetami świadczy o tym, że popularne „krematorium” nie jest dla współczesnych ani źródłem wiedzy historycznej, ani szczególnie na nich nie oddziałuje. Można więc już na niego spojrzeć jako na relikt, pozostałość i świadectwo historii.

„Pomnik Walki o Wyzwolenie Społeczne i Narodowe” jest – z czego może nie zdajemy sobie sprawy – pomnikową perełką w kategorii PRLowskich monumentów. Wbrew temu co można przeczytać w tekście Henryka Marczaka nie jest on ani architektonicznym potworkiem, ani straszydłem. Wręcz przeciwnie – jest dość cennym zabytkiem, bo we wspaniały sposób streszcza ideologiczne fundamenty „ludowej ojczyzny”.

Przedstawione na niej schematyczne postacie opowiadają nam polskie dzieje tak, jak widzieć je chciała peerelowska oficjalna historiografia. Odwołuje się do niezrozumiałej już dziś symboliki, ale wówczas (zwłaszcza w 1968 roku) niezwykle wymownej. Pomnik jest ówczesną polityką historyczną w pigułce, którą warto pozostawić potomnym w formie źródła pomagającego zrozumieć, co działo się na naszych ziemiach po 1945 roku.

Jedna lewica

Pomnik składa się z trzech głównych punktów narracyjnych. Na ścianie wschodniej przedstawione są trzy klasy społeczne, które budować miały komunistyczne społeczeństwo – klasę robotniczą, chłopską oraz inteligencję. Wschodnia ściana nie bez przypadku jest zatem punktem dojścia, obrazuje szczęśliwe społeczeństwo powstałe w wyniku historycznych doświadczeń.

Początkiem narracji jest zatem ściana zachodnia, która przedstawia wybrane wydarzenia z polskich dziejów – powstanie styczniowe, powstanie PPS, strajki robotnicze 1933 roku, II wojnę światową. Opowieść łączy w sobie zatem zarówno tradycję lewicy niepodległościowej (stąd przedstawione powstanie PPSu, powstanie styczniowe, rewolucja 1905) jak i tzw. lewicy rewolucyjnej (stąd napisy KPP, czy odwołanie się do wojennych tradycji PPR).

Był to rzecz jasna celowy zabieg ukazujący jednolitość ruchu lewicowego w Polsce, choć przecież w czasie II wojny światowej Polska Partia Socjalistyczna na emigracji była jedną z najradykalniej nastawionych antykomunistycznie ugrupowań.

Śmierć pięciu robotników

Całość opowieści zaczyna powstanie styczniowe, w którym przedwojenna lewica niepodległościowa upatrywała źródeł swojego istnienia. Prospołeczny program powstańców, wizje przyszłej Polski snute w 1863 roku, inspirowały kolejne pokolenia socjalistów. Wielkim admiratorem styczniowej rewolty był chociażby Józef Piłsudski, który w swoim domu trzymał ponoć portret Romualda Traugutta.

Idea pomnika wychodzi zatem ze – skądinąd słusznej tezy – że istniała symbioza pomiędzy emancypacyjnymi dążeniami różnych grup społecznych (chłopów, robotników), a pragnieniem wolności państwa. Komuniści powojenni wpisali się w ten nurt myślenia o historii spychając na margines dziedzictwo PPSu.

Projektanci monumentu nie zapomnieli też o wątkach lokalnych. Na pomniku znalazło się miejsce na strajki robotnicze jakie w regionie łódzkim (w tym w Pabianicach) wybuchły w 1933 roku. W czasie manifestacji w naszym mieście od kul policyjnych zginąć miało 5 robotników. Scena ich śmierci pokazana jest na bryle.

Negatywne przedstawianie II RP, jako kraju wyzysku i niesprawiedliwości, wpisywało się w gomułkowską wizję historii, przepełnioną negacją międzywojnia. Wiązało się to zarówno z osobistymi doświadczeniami Gomułki, który był wówczas młodym działaczem radykalnej lewicy, jak i chęcią zatuszowania nieudolności peerelowskich rządów, które zawsze mogły wyjaśnić, że za sanacji było jednak gorzej.

„Duch dziejowy ciążący na Polsce”

Klamrą spinającą dzieje (w narracji pomnikowej) była II wojna światowa. Na widocznej z ul. Stary Rynek części monumentu można dostrzec dwóch żołnierzy w mundurach Ludowego Wojska Polskiego z pepeszami w dłoniach, w ich tle zaś rycerzy spod Grunwaldu. Ahistoryczna paralela Grunwaldu i zdobycia Berlina była w polityce historycznej PRL wykorzystywana bardzo chętnie. Odwoływała się do wyrazistego symbolu narodowego jakim był tryumf grunwaldzki, grając jednocześnie na silnej nucie antyniemieckiej.

Było to szczególnie ważne w latach 60., gdzie w narracji do wewnątrz przypominano nader często o zbrodniach niemieckich, karmiono niemiecką fobię i a rzekomo niemiecką cywilizację zachodu przeciwstawiano zdrowej słowiańskiej cywilizacji wschodu. Grunwald do tej opowieści wspaniale pasował. Oto z jednej strony sojusz niemieckich rycerzy z anonimowymi i naiwnymi przybyszami z Europy, z drugiej zaś zwycięskie porozumienie słowiańskich narodów przeciw teutońskiemu uciskowi.

Przedstawiona droga od powstania styczniowego do harmonijnego socjalistycznego kraju wypełniała też założenia determinizmu historycznego, wypełniała polskie dzieje mniej lub bardziej świadomym dążeniem do komunizmu. To połączenie rycerzy Jagiełły z żołnierzami spod Berlina tworzyć miało wrażenie, że PRL jest nieuchronną wynikową historii, efektem ducha dziejowego ciążącego na Polsce.

Usunąć, ale nie niszczyć

Pabianicki pomnik jest zatem doskonałą lekcją polityki historycznej PRL. Z założenia taka polityka nie musi mówić prawdy, lecz ma przekazywać treści, a te przekazuje w sposób absolutnie doskonały. Oczywiście manipuluje treściami, miesza tradycje i wątki, ale robi to w niezwykle umiejętny i ciekawy sposób.

Dlatego o ile nie sprzeciwiam się usunięciu monumentu, o tyle przeciwny jestem jego niszczeniu. Pozbylibyśmy się wyrazistego świadectwa minionych czasów. Uważam, że pomnik winien być przeniesiony oraz opatrzony stosownymi komentarzami i omówieniami, aby był dla potomnych lekcją historii i przestrogą, że mieszanie polityki z opowiadaniem o dziejach nieuchronnie prowadzi do manipulacji i przekłamań.

Sebastian Adamkiewicz

SPRAW SOBIE T-SHIRT Z TRAMWAJEM „41”

4 komentarze do “(Nie)daleko od szosy: Usunąć, ale nie niszczyć [ZDJĘCIA]

  1. Czyżby Pan sugerował przeniesienie pomnika do tzw. Muzeum Socrealizmu albo skansenu wraz z pomnikami „wyzwolicieli” z Armii Czerwonej?

  2. Jako ciekawostkę dodam, że jest w zachodniej Polsce nadal miasto, gdzie główna ulica (!) sławi do dzisiaj… Armię Czerwona!

  3. Też uważam, że niszczenie tego pomnika byłoby błędem, chociaż rzeczywiście, pomijając już nawet kwestie ideowe, utrzymywanie tego monstrum w tak istotnym miejscu jak Stary Rynek na pewno nie służy urodzie miasta. Może przenieść go gdzieś na ubocze (Lewityn, Strzelnica?) i niech służy tam jako świadek historii. Co do lokalizacji to tak sobie tylko głośno myślę, bo nie mam dobrego rozwiązania, ale może trzeba się nad tym zastanowić. Zachowując wszelkie proporcje, warto zwrócić uwagę, że na przykład Berlińczycy nie zburzyli swojego muru do końca i stanowi on dziś świetne przypomnienie trudnych czasów bez gloryfikowania jego budowniczych.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *