SATYRA

Błazen: O stolcu i kantorze

Miejsce błazna jest w cyrku, nigdy zaś na tronie, a świnia będzie świnią, choćby i w koronie.

– Dokąd to szanownego pana przewodniczącego zacnego gremium pabianickich rajców miejskich, nogi niosą? – niewinnie, lecz zawile zagadnął Błazen przewodniczącego RM. – Czyżby na kolejną, monotematyczną konferencję prasową nowocześnie z angielska briefingiem zwaną? – Błazen wspinał się na wyżyny elokwencji.
– Tym razem nie na konferencję, tylko na rozmowę do pana prezydenta się spieszę – odpowiedział przewodniczący.
– W sprawie stolca? – spytał uśmiechnięty trefniś.
– Niesmaczne żarty – skrzywił się inżynier.
– Chodzi mi o znaczenie historyczne. Stolec – czyli tron, krzesło. W przenośni zasiadanie „na stołku”, czyli wysokim stanowisku we władzach. Na przykład we władzach miasta… – Błazen zrobił znaczącą pauzę.
– Kategorycznie protestuję przeciwko tego rodzaju insynuacjom. I chciałbym stanowczo zdementować…
– Ja wierzę tylko we wiadomości zdementowane – może trochę nieładnie wszedł w słowo Błazen, po czym sprytnie zmienił temat: – Gdzie się podziewają pańskie koleżanki, które dodają szyku uroczym konferencjom prasowym? Może dziergają pokrowce na leżaki na Lewitynie?
– Nie wiem, mam inne sprawy na głowie, a poza tym muszę już iść – powiedział przewodniczący i przyspieszył kroku.
– A był już pan dzisiaj w kantorze?
Inżynier przystanął. Wolno odwrócił się i zapytał:
– W kantorze? Po co?
– Żeby sprawdzić, jak się dzisiaj kształtuje kurs srebrników w stosunku do złotówki i dolara – roześmiał się Błazen i ruszył w swoją stronę.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *