Płakał nad ciemiężonymi robotnikami. Walczył o poprawę ich losu. Piszemy o wyjątkowym proboszczu parafii NMP.
W niedzielę (17 marca) o godz. 15.00 zostanie odsłonięta pamiątkowa tablica na budynku przy ul. Bohaterów 17 o treści: „Miejsce upamiętniające robotników, którzy zginęli od kul policyjnych 17 marca 1933 r. podczas strajku generalnego włókniarzy w Pabianicach – Zygmunta Berlaka, Hermana Pusza, Stefana Sitkiewicza, Józefa Sokołowskiego, Stefana Żuchowskiego. Zginęli w obronie prawa do godnego życia. W dowód pamięci – Społeczeństwo Pabianic. Pabianice, 17 marca 2019 r.”.
Poprzednia tablica została zdemontowana pod koniec ub. roku na mocy ustawy dekomunizacyjnej, po wniosku mieszkańca. Zwrócił on uwagę na to, że upamiętnia wydarzenie zorganizowane przez Komunistyczną Partię Polski.
Tablicę zdjęto po cichu. Jej zniknięcie zauważyła redakcja portalu pabianice.tv. Zagłębiliśmy się w temat i przy tej okazji natrafiliśmy na informacje o proboszczu z Pabianic, który publicznie ujmował się za wyzyskiwanymi przez kapitalistów robotnikami i bardzo przeżył wydarzenia nazwane “krwawym piątkiem”.
Dziś przybliżamy postać tego wybitnego, praktycznie zapomnianego duchownego i działacza społecznego. To pionierska publikacja dotycząca tej postaci, która pokazuje między innymi, że historia nigdy nie jest czarno-biała.
W skrócie
Ksiądz Leopold Petrzyk był proboszczem parafii Najświętszej Maryi Panny w Pabianicach dwukrotnie, w latach 1927–1933 oraz 1957–1959. Urodził się w Krakowie 21 października 1889 roku, w 1905 wstąpił do Kongregacji Misji, gdzie po dwóch latach złożył pierwsze śluby. Ukończył studia teologiczne, a w 1912 z rąk kardynała Adama Sapiehy przyjął święcenia kapłańskie. W latach 1912-17 był nauczycielem języka polskiego, historii powszechnej, historii kościoła i geografii w Małym Seminarium Księży Misjonarzy w Krakowie na Nowej Wsi.
Potem został wikariuszem w kościele św. Krzyża w Warszawie. Po pierwszym przeniesieniu z Pabianic był proboszczem parafii św. Wincentego we Lwowie, następnie był dyrektorem Zgromadzenia Sióstr Miłosierdzia w Warszawie oraz proboszczem tamtejszej parafii św. Krzyża i superiorem (przełożonym) zgromadzenia. Z informacji zgromadzonych w archiwum Polskiej Prowincji Księży Misjonarzy w Krakowie wynika, że zmarł w Warszawie 15 maja 1960 roku (na tablicy pamiątkowej w kościele NMP w Pabianicach figuruje data 16.05. 1960).
Mobilizacja wszystkich grup społecznych
Kiedy w 1927 roku przybył do Pabianic i objął probostwo kościoła na Nowym Mieście miał 38 lat. Od razu energicznie zabrał się do pracy. Niedawno przecież wzniesiona świątynia wymagała mnóstwa prac wykończeniowych. Z inicjatywy ks. Petrzyka rzemieślnicy zakupili ołtarz boczny św. Józefa, z kolei katolicy mówiący po niemiecku – Serca Jezusowego. Kupcy pabianiccy ufundowali natomiast stylowe stalle (rodzaj ławki) do prezbiterium, do szkoły – ołtarzyki św. Teresy z Lisieux i św. Stanisława Kostki, zaś koszty pomalowania kościoła i założenia instalacji elektrycznej wzięli na siebie robotnicy pabianickich zakładów pracy. Urząd Miasta zatroszczył się o założenie skweru przed kościołem.
Komitet zajmujący się zbieraniem funduszy na wyposażenie kościoła składał się z przedstawicieli wszystkich grup społecznych. Dzięki ogromnej ofiarności wiernych te wszystkie prace zostały wykonane do października 1928 roku! 1 grudnia 1928 biskup łódzki Wincenty Tymieniecki dokonał poświęcenia ołtarzy bocznych i nowego wyposażenia kościoła.
Przerażenie ludzką biedą i budowa osiedla robotniczego
Ksiądz Petrzyk nie skupiał się wyłącznie na budynku kościoła. Z jego inicjatywy powstał Komitet Główny Budowy Domów Robotniczych. Podjął on dzieło budowy domów dla robotników fabrycznych żyjących w skrajnie trudnych warunkach. Pomysł wybudowania takiego osiedla zrodził się podczas poświęcenia domu zbudowanego przez 16 rodzin przy ul Łąkowej. Postanowił zrealizować ideę domów spółdzielczych w swojej parafii (wówczas inaczej biegły jej granice).
Doskonale znał warunki życia pabianickich robotników, bo ich odwiedzał. W 1927 roku w “Gazecie Pabianickiej” napisał: “Bezmiar nędzy był taki, że chwilami zdawało się to wprost niewiarygodne. Jakieś nory rozpadające się ze starości, ziejące zgnilizną (…) ściany, po których najdosłowniej woda ściekała, dzieci z powykręcanymi nóżkami, z bladymi suchotniczymi twarzyczkami, w jednej izbie maleńkiej ze trzy, a nawet cztery rodziny, których członkowie nie wszyscy mogli spać leżąc w nocy z powodu ciasnoty miejsca”.
Poświęcenie kamienia węgielnego pod 8 domów robotniczych odbyło się 22 września 1929 roku przy udziale władz państwowych. Budowa postępowała błyskawicznie. Już w listopadzie 1931 roku w siedmiu nowych domach przy ul Spółdzielczej i jednym przy ul. Kamiennej mogło zamieszkać prawie 100 rodzin robotniczych, czyli około 600 osób. Każdy dom miał po miał 24 izby dla 12 rodzin.
Budynki poświęcił biskup Wincenty Tymieniecki. Na mszę przybyły rzesze pabianiczan, potem tłum ruszył na ul. Spółdzielczą. Tam, we wnęce jednego z domów oznaczonego numerem 3, wstawiono figurę Matki Boskiej (widoczną na zdjęciu głównym). Pod nią, na marmurowej tablicy wyryty został napis: “Z inicjatywy ks. L. Petrzyka, proboszcza parafii N.M.P. Domy przy tej ulicy wznieśli wspólnym wysiłkiem robotnicy zorganizowani w zrzeszenia Siła, Wysiłek, Niepodległość, Razem, Ruch, Ogniwo, Zgoda i Jedność przy ul. Kamiennej od 1929 roku do 1932 roku. Poświęcenia dokonał J.E. X Biskup W. Tymieniecki d. 31 I 1932r.”.
Z ludzką biedą ks. Leopold Petrzyk spotykał się także w Ochronce Katolickiej, największej organizacji dobroczynnej w przedwojennych Pabianicach. Od marca 1931 funkcjonowała pod nazwą Katolickie Towarzystwo Dobroczynności w Pabianicach. Zgodnie ze statutem jego zadaniem była przede wszystkim opieka i systematyczna praca wychowawcza nad sierotami, biednymi i opuszczonymi dziećmi.
Po bruku naszego miasta polała się krew robotnicza
Duchowny bardzo przeżył masakrę na dzisiejszej ulicy Bohaterów (dawniej ul. Krótkiej). Trudno nie docenić jego świadectwa, skoro pisał i mówił o tym, co widział. Jego obszerną wypowiedź zamieściła „Gazeta Pabianicka” z 26 marca 1933 roku, czyli po masakrze na dzisiejszej ulicy Bohaterów. Oto fragment:
“Po bruku naszego miasta polała się krew robotnicza. Wielka to tragedia, boć szkoda tych ludzi zabitych, ale i dlatego wielka, że temu, komu zależy na wykopywaniu przepaści między polskim społeczeństwem a polską policją, na odwróceniu uwagi od siebie, udało się to znakomicie. Pewno, że ludzie nie powinni atakować policji kamieniami, pewno, że policja nie mogła się pozwolić rozbroić tłumowi, wreszcie pewno, że w tej demonstracji komuniści swe ręce maczali… ale na dnie tej strasznej pabianickiej tragedii jest przede wszystkim głód. I to nie głód w jakimś przesadnym określeniu, ale najprawdziwszy, najdosłowniejszy głód” (…) Czyż więc można się dziwić wybuchowi strajku, i czy kiedykolwiek był on słuszniejszy? Czy mają robotnicy jeszcze jakikolwiek inny środek obrony swych praw do życia? Strajk jest zawsze obosieczny, a nawet zwycięski niezmierne ciosy zadaje. Ale w niektórych wypadkach jest bezwzględną koniecznością. Bronią się dziś robotnicy bez przesady mówiąc, wprost przed śmiercią głodową. I tak nasz robotnik jest bardzo cierpliwy. Nie chce on żadnych nadzwyczajności, do żadnej dyktatury proletariatu nie dąży, poza nieznaczną garścią dobrze płatnych agentów komunistycznych. Kocha swój kraj, czego dał dowód odpierając ofiarnie dzicz bolszewicką w 1920 r. On chce tylko żyć jak człowiek, chce mieć to minimum egzystencji. A to co otrzymuje wystarcza zaledwie na nędzną żebraczą wegetację”.
Podał uratowane przez Niemca serce Chopina towarzyszowi Bierutowi
Ciekawe wydarzenie wiąże się z powojenną pracą ks. Petrzyka w Warszawie. 17 października 1945 w Milanówku przekazał on urnę z sercem Chopina z rąk biskupa Antoniego Szlagowskiego Bolesławowi Bierutowi (zdjęcie obok). Był to przystanek w drodze powrotnej narodowej relikwii do kościoła św. Krzyża.
Urna z sercem wielkiego kompozytora, wyniesiona ze spalonego i zrujnowanego w czasie Powstania Warszawskiego kościoła św. Krzyża, trafiła do Milanówka 9 września 1944 roku. Przyczynił się do tego katolicki kapelan wojsk niemieckich, miłośnik muzyki Chopina – pomagający często Polakom. Generał SS i Policji Erich von den Bach oczekiwał arcybiskupa, aby uroczyście przekazać urnę. Ks. arcybiskup wraz z Niemcami oraz ks. Janem Michalskim i ks. Jerzym Modzelewskim (zastępcą proboszcza w Milanówku) udają się do płonącej Warszawy.
Jako proboszcz warszawskiej parafii św. Krzyża Petrzyk zajął się odbudową zniszczonego kościoła.
Powrót do Pabianic po zmianie ustroju
W roku 1957 ks. Petrzyk powrócił do naszego miasta. Pod jego kierunkiem Komitet Odrestaurowania Kościoła przystąpił do zainstalowania w świątyni ogrzewania. Zajęto się m.in. odwodnieniem, dokończono remont organów. W czasie wizytacji parafii NMP przeprowadzonej przez biskupa Jana Fondalińskiego w 1958 roku, ks. proboszcz Petrzyk ubolewał nad sytuacją w parafii, która od czasów przedwojennych (od pierwszego proboszczowania w Pabianicach) zmieniła się na niekorzyść.
Należy pamiętać, że ustrój zmienił się na komunistyczny, a koniec lat 50. ub. wieku to już okres postalinowski. Krytyczny wobec przedwojennego kapitalizmu ks. Petrzyk widzi mankamenty totalitaryzmu. Zwłaszcza te, które paraliżują życie religijne. Oto fragment wizytacyjnego sprawozdania ks. Leopolda:
“Księża wraz z trzema siostrami uczą w szkołach podstawowych i szkole dla ochroniarek. To znaczy: uczyli, bo obecnie pracuje tylko jeden ksiądz i jedna siostra, innych jeszcze do szkół nie wpuszczono. Rozgłasza się przy tym niemądre plotki, że księża dlatego nie poszli do szkół, bo nie mają kwalifikacji lub że nagle wszyscy się pochorowali. Naturalnie to śmieszne kłamstwa. W naszej parafii, jak we wszystkich zresztą w Polsce, brak dziś jakichkolwiek stowarzyszeń religijnych, które przyczyniają się ożywienia życia religijnego i zbliżają ludzi do Boga, kapłana i spraw związanych z wiarą świętą. A przed wojną życie stowarzyszeniowe w naszej parafii pulsowało niezmiernie bujnie. W sumie uczniowie czterech szkół zostali pozbawieni lekcji religii i parafia musiała, podobnie jak w czasach stalinowskich, organizować katechizacje przy kościele”.
Płakali po nim parafianie Najświętszej Maryi Panny
Ksiądz proboszcz Leopold Petrzyk jeszcze w 1959 roku wybrał się z pabianiczanami na Jasną Górę. Z naszym miastem wkrótce rozstał się ponownie, by już nigdy do niego nie powrócić. Zmarł w Warszawie 15 maja 1960 roku na raka płuc. Podczas ceremonii pogrzebowej zgromadzony tłum usłyszał:
„Żegna Cię parafia św. Krzyża, żegnają Cię i tam w Pabianicach, płaczą po Tobie parafianie Najświętszej Maryi Panny (…) Jest dzisiaj, żałobni słuchacze, modne to zjawisko – miast bliźniaczych. Jedno miasto naszego kraju łączy się kulturalnie z innym miastem. I można powiedzieć, że śp. Ks. Leopold Petrzyk miał takie miasta bliźniacze – to Warszawa i Pabianice (…) I znowu zdawało się, że rozkochał się w nowej świątyni i w tej pracy wśród kochanych ludzi w Pabianicach. Kiedy w roku 1957 idzie po raz drugi z ukochanej Warszawy, idzie nie do mniej kochanych Pabianic”.
Magdalena Hodak
W tekście są na pewno białe plamy, które czekają na wypełnienie. Może macie dokumenty, informacje, zdjęcia?
***
Źródła:
Adamek Robert, Nowak Tadeusz, 650 lat Pabianic. Studia i szkice (Pabianice 2005)
Adamczyk Aneta, Przewodnik po historii i współczesności miasta (Pabianice 2007)
Archiwum Polskiej Prowincji Księży Misjonarzy w Krakowie (autorka dziękuje ks. dyrektorowi Tomaszowi Bałuce za udostępnienie zbiorów, a także za pomoc studentowi historii na UŁ pabianiczaninowi Maciejowi Jaśniewskiemu)
Markowski Bogdan, Kościół i parafia Najświętszej Maryi Panny Różańcowej w Pabianicach 1989-1998 (Pabianice 1998)
http://um.pabianice.pl/artykul/110/147/die-toten-von-pabjanice
http://www.chopin.edu.pl/pl/inne/wojenne-losy-serca-chopina
Jak to? Za Piłsudskiego zabijano polski robotników w obronie niemieckich kapitalistów, jak Krusche i Ender??? O zabijaniu polskich robotników w obronie żydowskich kapitalistów jak Poznański, to dziś i wspomnieć nie wolno. Piłsudski to wzór cnót katolickich, przeszedł na protestantyzm, żeby rozwieść się z żoną, a ma pomnik pod katolickim kościołem, ohyda.