HISTORIA

Grób robotników z pomnika, który ma zniknąć ze Starego Rynku

Zabili ich policjanci podczas demonstracji strajkowej.

Na naszym cmentarzu katolickim pochowano robotników poległych w Pabianicach w czasie wielkiego strajku włókniarzy w 1933 roku. Zginęli od kul funkcjonariuszy Policji Państwowej. Podczas dzisiejszej wędrówki odwiedziliśmy miejsce, gdzie spoczęło trzech zabitych: Zygmunt Berlak (21 l.), Józef Sokołowski (30 l.) i Stefan Sitkiewicz (42 l.). W czasie krwawych zamieszek zginęli jeszcze Stefan Żuchowski (38 l.) i Herman Pusz (27 l). Berlak i Żuchowski byli członkami Komunistycznej Partii Polski.

Tragiczna historia w PRL-owski sposób uwieczniona została na zachodniej części pomnika na Starym Rynku. Zgodnie z tzw. ustawą dekomunizacyjną ma zostać zlikwidowany do 21 października przyszłego roku.

Robotnicy podjęli akcję strajkową w Łodzi i całym regionie, ponieważ fabrykanci zaczęli drastycznie obniżać im płace (o 15-35 proc.). Zaprotestowano przeciwko planom wprowadzenia 48-godzinnego tygodnia pracy i skróceniu urlopów. TUTAJ obszerny tekst na temat strajków.

W miejscu, gdzie zginęli pabianiczanie (ul. Bohaterów), do dziś wisi pamiątkowa tablica.

W prasie lokalnej za PRL

W ósmym numerze Życia Pabianic z 1958 roku znajduje się opis ulicznej walki. Czytamy m.in.: „Tłum wyległ na ulicę formując czwórki. Za chwilę pochód ruszył mając na czele komitet strajkowy. Plan pochodu przewidywał marsz ulicami: Limanowskiego, Moniuszki, Kilińskiego i Zamkową, w stronę starego miasta, gdzie miało nastąpić jego rozwiązanie. Ktoś z uczestników pochodu pobiegł do fabryki mebli Magrowicza wzywając załogę do porzucenia pracy i wzięcia udziału w demonstracji strajkowej. Pochód z każdą chwilą przybierał na sile i już u wylotu ul. Limanowskiego liczył kilkaset osób. Śpiewano rewolucyjne pieśni, wznoszono okrzyki, żądające przyznania podwyżki płac oraz pracy i chleba dla bezrobotnych. (…)

Strzelali jak do zajęcy

Gwizdek kom. Gizińskiego wezwał policjantów do koncentracji na wyjściowym stanowisku. W momencie gdy reszta tłumu znajdowała się jeszcze na ulicy uciekając na oślep do niedalekich poprzecznych ulic, padła salwa karabinowa – jedna i druga, a następnie odezwał się trzask pojedynczych strzałów. Pierwsza salwa w górę, druga w ludzi. Pijani policjanci strzelali do upatrzonych celów z kolana, jak do zajęcy. Przewodnik Olejnik dopadł rannego Sitkiewicza i zakłuł go szablą. Drugi gwizdek kom. Gizińskiego zwiastował koniec strzelaniny, a zarazem i masakry. Ulica Moniuszki pokryła się ciałami zabitych i ciężko rannych. Zapanowała śmiertelna cisza, którą po kilku sekundach rozdarło niesamowite wycie tysięcy ludzi, zgnieżdżonych w kwadracie domów, kilku ulic. Robotników ogarnęła, żądza zniszczenia i odwetu. »Bandyci, mordercy, wyrzutki z piekła. Precz z policją. Towarzysze bronić się« (…)

Trupy ofiar piątkowych rozruchów złożone były w prosektorium szpitala miejskiego na Starym Mieście, na których z polecenia władz sądowych dokonana została sekcja zwłok. Dr Meyer, znakomity chirurg, dyrektor szpitala miejskiego w Pabianicach miał ostrą przeprawę z przedstawicielami komisji śledczej na temat tej sekcji, albowiem nie chciał podpisać protokółu sekcji zwłok, sformułowanego bez jego wiedzy, niezgodnego z istniejącym stanem rzeczy. Mianowicie: chodziło o zwłoki Sitkiewicza, które miały w boku ranę kłutą od szabli przodownika Olejnika, co w protokóle świadomie zostało pominięte. (…)

Ksiądz potępia akcję policji

W poniedziałek, dnia 20 marca, ulice prowadzące na cmentarz zostały zamknięte dla ruchu pieszego i kołowego, a sam cmentarz otoczony łańcuchem posterunków policji. Władze bezpieczeństwa obawiały się demonstracji pogrzebowych. Po południu odbyła się skromna ceremonia pogrzebania zwłok pięciu zabitych robotników w asyście miejscowego duchowieństwa i przedstawicieli władz rządowych. Z osób prywatnych dopuszczono jedynie najbliższych członków rodzin ofiar. Nie zezwolono na złożenie na grobach wieńców żałobnych od licznych związków i stowarzyszeń. Na pogrzeb dążyły z Łodzi kilkutysięczne tłumy łodzian, pragnących oddać ostatnią przysługę poległym towarzyszom, jednak policja zatrzymała je na wschodnich rogatkach miasta.

Po wypadkach piątkowych, cała ludność Pabianic, bez względu na przekonania polityczne i religijne oraz przynależność narodowościową, wyraźnie opowiedziała się za strajkującymi robotnikami, okazując przy każdej sposobności wrogą postawę wobec policji. Nawet ks. Petrzyk, proboszcz parafii NMP w Pabianicach ogłosił w sanacyjnej Gazecie Pabianickiej artykuł z wyrazem potępienia dla akcji policyjnej w dniu 17 marca. Jeden z uczniów szkoły policyjnej w Golędzinowie, pod wpływem tragicznych zajść pabianickich złożył rezygnację ze służby w policji”.

śródtytuły dodane przez pabianice.tv