FAKTY HISTORIA KRUCHTA

Ksiądz Jan Szuba zarejestrowany jako tajny współpracownik SB w latach 1985-1990

Duchowny zaprzecza, że był agentem służb PRL.

Ta informacja może porażać. Z karty personalnej, adnotacji w dzienniku rejestracyjnym sieci agenturalnej, dziennika archiwalnego teczek personalnych i wyeliminowanej agentury wynika, iż wybitny pabianicki ksiądz Jan Szuba został zwerbowany przez Służbę Bezpieczeństwa PRL.

Duchowny był wówczas proboszczem w podłódzkich Brzezinach, stanął na czele parafii Podwyższenia Krzyża Świętego. Miał zostać pozyskany we wrześniu 1985 roku przez ppor. T. Smolarczyka na zasadzie dobrowolności do zagadnienia ‘”kler świecki”, sprawy “Prowincja” i przybrać pseudonim “Ekumen”. W dokumentach pojawia się też lipcowa data rejestracji – najprawdopodobniej chodzi tu o odnotowanie go jako kandydata na TW.

Co ciekawe w zestawieniu z przedstawionymi wyżej danymi SB – także w 1985 roku Kościół łódzki zaczął honorować księdza Szubę kościelnymi godnościami. Jeszcze w grudniu 1985 roku otrzymał przywilej noszenia rokiety i mantoletu.

Adnotacja o zdjęciu z ewidencji SB pochodzi z września 1989 roku, zaś o rozwiązaniu współpracy z 2 stycznia 1990 r., kiedy służby PRL zwiewał wiatr historii, co było następstwem wyborów do Sejmu kontraktowego z 4 czerwca 1989 roku.

Właśnie od czerwca 1989 r. ksiądz od pół roku zarządzał już parafią św. Mateusza w Pabianicach. W grudniu 1992 roku został kapelanem Jego Świątobliwości, 6 lat później zyskał godność kanonika honorowego Archikatedralnej Kapituły Łódzkiej. Wkrótce zaczął być tytułowany prałatem.

Nie ma teczek, ksiądz mówi: “pierwsze słyszę”

W Instytucie Pamięci Narodowej nie ma teczki personalnej ani teczki pracy księdza Jana. Dlaczego? Odpowiedź na to pytanie znajdujemy w zapisach SB. W jednym z dokumentów dotyczącym ks. Jana Szuby, czytamy: “Materiały (teczka personalna i teczka pracy) 15 września 1989r., zniszczono we własnym zakresie”. Ppłk Stanisław Lankiewicz napisał: “Proszę o wycofanie wszystkich kart z kartoteki ogólnej”. Dlatego nie można stwierdzić, że ksiądz współpracował ze Służbą Bezpieczeństwa, ani że tego nie robił. Można pisać jedynie o konkretnych zapisach w aktach. Podobnie było w przypadku ks. prałata Ryszarda Olszewskiego, kapelana “Solidarności”, o którym autorka tego tekstu pisała w 2014 roku.

Ksiądz w rozmowie z pabianice.tv stanowczo zaprzeczył, jakoby współpracował z SB. Powiedział, że o dokumentach, w których figuruje jego nazwisko, dowiedział się od nas. „Pierwsze słyszę” – odparł.

Opowiedział natomiast o nieprzyjemnych rozmowach z SB. Nie zdziwiło to nas. W Wikipedii można przeczytać o księdzu: “Antykomunistyczne treści niektórych jego kazań stały się przyczyną stałego nadzoru ze strony Służby Bezpieczeństwa”. To właśnie zdanie skłoniło nas do wystąpienia o dokumenty w Instytucie Pamięci Narodowej, by wypełnić białe plamy w życiorysie bardzo znanego w Pabianicach księdza.

Roboczy tytuł przygotowywanej publikacji brzmiał: “Ks. Jan Szuba – zasłużony kapłan ziemi pabianickiej”. Zamiast niej powstał wywiad z historykiem z Pabianic Przemysławem Stępniem, autorem książki „Pomoc Kościoła łódzkiego dla represjonowanych i ich rodzin w okresie stanu wojennego (1981-1983)”.

“SB dysponowała całym wachlarzem możliwości złamania człowieka”

Magdalena Hodak: O czym mogą świadczyć zapisy kartoteczne, jakie udostępnił mi Instytut Pamięci Narodowej?

Przemysław Stępień: – Są to skrócone informacje na temat tajnego współpracownika, sposobu jego pozyskania i okresie przydatności/współpracy z SB. Ze współpracy z TW rezygnowano, kiedy zakończono daną sprawę, do której był pozyskany lub – jeśli było to kilka spraw – kiedy przestawał być potrzebny od strony operacyjnej (zakończenie spraw, podawane przez TW informacje były nieprzydatne itp.). O tym decydował oficer prowadzący.

Jest też adnotacja o zniszczeniu teczek…

– Pierwsze masowe niszczenie “teczek” SB to rok 1988. Druga fala rozpoczęła się w drugiej połowie 1989 r. Wówczas wydano decyzję o uchyleniu przepisów, które określały zasady pracy Departamentu IV, odpowiedzialnego za operacyjne rozpracowywanie Kościoła w Polsce. Uchylenie przepisów w dużym uproszczeniu równało się ze zgodą na “brakowanie” dokumentacji. Proces ten trwał do końca stycznia 1990 r.

Spotkałam się z księdzem 24 kwietnia br. Powiedział mi, że o rejestracji pierwsze słyszy – ode mnie. Jednocześnie podał przykłady nękania ze strony służb PRL. Nieprzyjemności miały zacząć się w roku 1966. Był wówczas wikarym w Pabianicach. Po niewygodnym dla władzy ludowej kazaniu trafił na dywanik do Feliksa Hemera, przewodniczącego Miejskiej Rady Narodowej. Ten ostrzegł, żeby nie siał fermentu. Po partyjnych naciskach na kurię, trafił do parafii św. Wojciecha w Łodzi. Jeszcze w latach 60. był wzywany do łódzkiej siedziby SB, gdzie nazywano go mącicielem ładu społecznego, szkodnikiem ustroju i doradzano współpracę. Wydanie paszportu do Australii i Portugalii w późniejszych czasach warunkowano podpisaniem deklaracji współpracy. Nie zgodził się, nie wyjechał. W trakcie rozmowy ze mną przypomniał też sobie mężczyznę, który zaglądał do kościoła w Brzezinach. Po latach domyślił się, że mógł być na usługach i obserwować, co się dzieje w kościele.

– To bardzo interesujące, ale wobec zniszczenia teczek bardzo trudne do zweryfikowania. Całkiem możliwe, iż materiały na księdza były zbierane od dawna. Istniały przecież TEOKi, czyli Teczki Ewidencji Operacyjnej na Księdza, w których zbierano informacje, w szczególności mogące mieć znaczenie operacyjne, bądź pozwalające skompromitować duchownego, pozyskać go do współpracy. To zupełnie odrębna forma zbierania informacji/inwigilowania osób duchownych. Czym innym była teczka pracy i teczka personalna składające się na podstawowe formy dokumentacji współpracy TW. W omawianym przypadku, dla wyjaśnienia wszelkich wątpliwości kluczowa była teczka pracy, a ta się nie zachowała.

Nie można chyba wykluczyć, że esbecy mogli dopuścić się fałszerstwa, a TW można było zostać bez świadomości tego. Tak było w przypadku księdza Magotta, tzw. agenta mimo woli…

– Owszem, błędy formalne i nadużycia ze strony oficerów prowadzących miały miejsce i uważam, że jest to zjawisko całkiem normalne. Każdy chciał się wykazać jak najlepiej w swojej pracy (przed przełożonymi), a często TW nie ułatwiał tego zadania, podawał zbędne informacje, mataczył, bądź po prostu inteligencją i sprytem znacznie przewyższał oficera prowadzącego. Z drugiej strony oficerowie prowadzący mogli dokonywać nadinterpretacji przekazywanych informacji, dokonywać przewartościowania i znaczenia TW, aby pokazać jego “podły” charakter. Jednakże proszę zwrócić uwagę, że przykład, który Pani podaje, dotyczy duchownego o znacznie bardziej eksponowanej pozycji i możliwościach działania.

Co Pana najbardziej zaskakuje w dokumentacji dotyczącej księdza Jana?

– Trudno mówić o zaskoczeniu. Zachowana dokumentacja jest szczątkowa. Na jej podstawie zyskujemy tylko suchą informację o tym, że ks. Jan Szuba został pozyskany do współpracy z SB. Natomiast nie mamy elementarnej wiedzy na temat, jak ta współpraca przebiegała. Uderzająca natomiast jest adnotacja „dobrowolnie” przy sposobie pozyskania. Więcej światła na ten fakt mogłaby rzucić teczka personalna, ale ta, niestety, też się nie zachowała.

Czy Kościół powinien rozprawić się ze swoja przeszłością dotyczącą współpracy z SB?

– Ja bym rozszerzył to pytanie, bo problem nie dotyczy tylko Kościoła, ale całego społeczeństwa. Analogiczne przypadki znajdziemy wśród adwokatury, nauczycieli, sportowców, studentów, dziennikarzy itp. W każdej grupie, czy to zawodowej czy społecznej, problem występował ten sam i pytanie, jak dla mnie, brzmi – jak my, jako społeczeństwo III RP, chcemy zmierzyć się ze swoją przeszłością?

W 2004 roku w “Życiu Pabianic” ukazał się wywiad z księdzem Janem Szubą z okazji z 15-lecia probostwa. Dziennikarz zapytał, co robi ksiądz, gdy policjant złapie go na radar. Duchowny na to: “Przyznaję się do winy bez szemrania. Zwykle dobrze na tym wychodzę, bo dostaję najniższy wymiar kary”. Czy bohater tego tekstu ks. Jan Szuba powinien zmierzyć się ze swoją przeszłością? Może liczyć na najniższy wymiar “kary”?

– To czego ja, jako pabianiczanin, oczekiwałbym od ks. Szuby, to stanięcia w prawdzie przed mieszkańcami miasta, ale przede wszystkim przed samym sobą. Ponieważ sprawa dotyczy osoby duchownej, pozwolę sobie na może mało fortunne porównanie, ale oczekiwałbym postawy św. Pawła z Tarsu, który każdą swoją publiczną naukę zaczynał od przypomnienia, że on też należał do prześladowców Chrystusa. Nie wstydził się swojej przeszłości, a wręcz uczynił z niej swoisty atut w nauczaniu o Chrystusie.

To szalenie trudne zadanie…

– Tak, ale z drugiej strony ogromnie ważne. Łatwo jest nam bowiem dziś wydać sąd, potępić czyjeś postępowanie, bo żyjemy w wolnym kraju, gdzie nie doświadczamy żadnych ucisków, cenzury, opresji ze strony państwa. Każdemu z nas wydaje się, że postąpiłby heroicznie, gdyby przyszło mu zderzyć się z komunistycznym aparatem represji. Tymczasem rzeczywistość tamtych czasów była bardzo skomplikowana. SB dysponowała całym wachlarzem możliwości złamania człowieka, a ten z kolei bardzo często pozostawał osamotniony i bezbronny wobec aparatu państwa.

Nikt nie powinien oczekiwać, że każdy duszpasterz zachowa się jak ks. Jerzy Popiełuszko, który za wolność i niezależność zapłacił cenę najwyższą. Niemniej, dziś takie zmierzenie się z prawdą po pierwsze pozwoliłoby na lepsze zrozumienie tamtych czasów, a po wtóre, o czym jestem przekonany, wytrąciłoby z ręki adwersarzy Kościoła bardzo poważny argument.

***

O bohaterze tekstu

Ksiądz prałat jak Jan Szuba urodził się 19 października 1932 roku w Nowej Wsi Królewskiej (Wielkopolska), w rodzinie o silnych tradycjach patriotyczno-narodowych i religijnych. Ojciec uczestniczył w powstaniu wielkopolskim oraz obu wojnach światowych.

Ksiądz miał zostać śpiewakiem operowym, ale pod wpływem ks. infułata Stanisława Świerczka, proboszcza parafii św. Mateusza w Pabianicach, wybrał Wyższe Seminarium Duchowne w Łodzi. 30 czerwca 1957 roku z rąk bp Michała Klepacza otrzymał święcenia kapłańskie. Uzyskał także tytuł magistra historii sztuki na Uniwersytecie Jagiellońskim.

Był wikariuszem w parafiach: Przemienienia Pańskiego w Łodzi, św. Anny w Łodzi, parafii archikatedralnej św. Stanisława Kostki w Łodzi, św. Mateusza w Pabianicach, św. Wojciecha w Łodzi, św. Kazimierza w Łodzi, św. Antoniego w Tomaszowie Mazowieckim, Najświętszego Serca Jezusowego w Łodzi-Julianowie.

W marcu 1984 objął funkcję proboszcza parafii Podwyższenia Krzyża Świętego w Brzezinach, a w czerwcu 1989 parafii św. Mateusza w Pabianicach, kiedy to ks. Stanisław Świerczek odszedł na emeryturę.

Ks. Szuba był proboszczem w Pabianicach prawie do końca sierpnia 2011. W 1990 roku został dziekanem dekanatu pabianickiego i pełnił tę funkcję przez 10 lat.

Jako pabianicki proboszcz zajął się odnowieniem zabytkowej świątyni na Starym Mieście, czyli m.in.: wymianą pokrycia wieży kościelnej, remontem organów, restauracją obrazów i ołtarzy, oświetleniem kościoła, rewitalizacją murów.

W 2013 roku za wybitne zasługi w działalności na rzecz społeczności lokalnej oraz za osiągnięcia w pracy duszpasterskiej został przez prezydenta Bronisława Komorowskiego odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. O uroczystości napisano na oficjalnej prezydenckiej stronie.

Wcześniej, w 2003 roku, Rada Miejska w Pabianicach przyznała mu tytuł Honorowego Obywatela Miasta Pabianic.

Kiedy po 22 lata proboszczowania w Pabianicach odchodził na emeryture Starostwo Powiatowe w Pabianicach zorganizowało uroczystość. Odczytano życiorys duchownego, a na telebimie pokazano zdjęcia pokazujące najważniejsze wydarzenia  z jego życia.

Ksiadz nadal bierze aktywny udział w życiu parafii. Mieszka w domu parafialnym przy ul. Piotra Skargi. Podczas świąt państwowych wygłasza patriotyczne kazania. TUTAJ pisaliśmy o homilii z okazji tegorocznego Święta Konstytucji.

Wczoraj w MOK ksiądz razem z samorządowcami świętował jubileusz 30-lecia wyborów 4 czerwca 1989 roku, które to zapoczątkowały transformację ustrojową w Polsce. 


8 komentarzy do “Ksiądz Jan Szuba zarejestrowany jako tajny współpracownik SB w latach 1985-1990

  1. Cała ,,solidarność” była na garnuszku CIA i niemieckiej BND, a jakoś się tego nie wstydzą i nawet tym się chwalą…oto zplute karły amerykańskich służb specjalnych!

  2. Czy czasem ks. Szuba nie jest honorowym obywatelem miasta ? Panie prezydencie do dzieła … przecież pan taki prawicowy :)

    1. Informacja o tym, że ks. Jan Szuba ma tytuł magistra historii sztuki była podawana wielokrotnie w lokalnych mediach. Ksiądz nigdy nie prostował. Taka wiadomość jest też w Wikipedii, raczej nie bez wiedzy księdza. Ale fakt – tego tytułu na “papierze” nie widzieliśmy, podobnie jak matury p. Krzysztofa Ciebiady. Jesteśmy ciekawi, na czym oparte jest przeświadczenie, że duchowny takim tytułem się nie legitymuje. Prosimy o szczegóły na kontakt@pabianice.tv

  3. ,,WIOSNA” Biedronia, jest oskarżana przez redaktora Gadowskiego, o bycie wspieraną pieniężnie przez Sorosa i niemieckie fundacje. To zdrada stanu, choć nie jest obecnie karalna w Polsce ( ale w USA tak ). Bycie Tajnym Współpracownikiem polskiej Służby Bezpieczeństwa, nie jest hańbą, to wyraz patriotyzmu! Byłem zbyt młody, aby być TW Służby Bezpieczeństwa, ale byłbym dumny gdybym mógł nim być!
    Kara śmierci dla polskich agentów CIA!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *