KRUCHTA OPINIE

(Nie)daleko od szosy: Albowa afera

Nie ma nic absurdalnego czy oburzającego w tym, że dzieci miałyby przystąpić do Pierwszej Komunii w skromnych, w miarę jednolitych strojach. W całej sprawie skandaliczny jest sposób komunikacji i zapowiadane sankcje. Ktoś chcąc dobrze, wylał dziecko z kąpielą.

Jeśli jeszcze ktoś nie słyszał w Polsce o parafii Najświętszej Marii Panny w Pabianicach, to dziś z pewnością taka szansa się pojawiła. Ogólnopolskie media w ślad za jednym z mediów lokalnych poinformowały o „skandalu”, jaki wybuchł wokół przyszłorocznej Pierwszej Komunii Świętej.

W serwisie społecznościowym Facebook rodzice umieścili fotografię informacji, której autorzy przypominali, że w NMP dzieci przystąpią do Komunii w strojach przygotowanych przez jedną firmę. Tych, którzy nie chcieliby się podporządkować, czekać miała surowa sankcja: „Dzieci bez strojów komunijnych będą pominięte przy rozdzielaniu funkcji liturgicznych oraz zajmą ostatnie miejsca w ławkach przygotowanych dla dzieci pierwszokomunijnych!!!” – czytamy w notatce. Ostrzeżenia nie da się nie zauważyć, bo osoby odpowiedzialne za ulotkę postanowiły podkreślić ją większą i pogrubioną czcionką.

W jednolitości ubiorów pierwszokomunijnych nie ma nic zdrożnego czy skandalicznego. Od kilku lat Kościół promuje alby jako sposób na stonowanie rewii mody. Niestety Pierwsza Komunia od dawna przestała mieć wyłącznie sakralny charakter. Wręcz przeciwnie – ma go coraz mniej. Zastępuje ją całkiem świecki zwyczaj prześcigania się na prezenty i stroje. Festiwal społecznych nierówności nijak ma się do samego znaczenia Komunii jako sakramentu jedności, jednego z fundamentów życia Kościoła. Nie mieści się w nim także dziki konsumpcjonizm, zwłaszcza testowany na dzieciach. Zresztą rodzice nie zawsze są tutaj winni – rzeczywistość potrafi wymuszać zachowania i skłaniać do konformizmu nawet najbardziej pobożnie myślące osoby. Za białymi i dość prostymi albami stoi więc zazwyczaj troska o to, żeby choć w trakcie liturgii powrócić do pierwotnego sensu Pierwszej Komunii.

Każdą, nawet najbardziej szczytną ideę da się jednak wypaczyć, jeśli nie towarzyszy temu rozum i rozwaga. Z tym właśnie mamy do czynienia w przypadku informacji, jaką otrzymali rodzice w parafii Najświętszej Marii Panny. Pisana suchym, wojskowym wręcz językiem, sprowadza rodziców i ich dzieci do rangi przedmiotu, a nie podmiotu. Może właśnie to uprzedmiotowianie oburza najbardziej. Można bowiem zadać pytanie, czy rodzice zostali przekonani do jednolitości strojów, czy wytłumaczono im co za tym stoi, czy mogli suwerennie wybrać firmę, która będzie je produkowała czy może zostali postawieni przed faktem dokonanym, potraktowani jak skarbonki, od których wymaga się wyłącznie wyłożenia „kasy”?

Oliwy do ognia dodaje cytowana wyżej sankcja, w której ofiarami niesubordynacji rodziców będą dzieci. To właśnie je autorzy skazać chcą na wykluczenie, ukarać ostatnimi miejscami, wyłączyć ze wspólnoty nie dając dostępu do czynności liturgicznych. Chrześcijaństwa w tym za grosz, nie mówiąc już o zwykłej pedagogice czy szacunku do najmłodszych.

A przecież można było inaczej. Można było postawić na rozmowę, na wyjaśnienie idei jednolitości strojów. Można było zacząć od budowania wspólnoty. Jednym zdaniem: czy podjęto jakiekolwiek starania, by przygotować do Pierwszej Komunii nie tylko dzieci, ale także rodziców oraz samych organizatorów ze strony kościelnej? Wreszcie, można było pomyśleć, że karanie dzieci w obliczu sakramentów, których istotą jest wybaczenie i miłosierdzie, jest niestosowne. Mam nadzieje, że lekcja z „albowej afery” będzie przede wszystkim lekcją komunikacji. Szkoda, by zaprzepaścić – przez brak czyjejś delikatności – szansę na przywrócenie Pierwszym Komuniom choć odrobiny sakralnego i chrześcijańskiego charakteru. Takie „odezwy” z pewnością w tym nie pomogą, a raczej utrwalą stereotyp Kościoła jako owczarni, w której pasterz traktuje wiernych jak stado baranów.

Zakończyć wypada jednak optymistycznie. Chrystus powiedzieć miał w jednej z przypowieści: Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: Przyjacielu, przesiądź się wyżej; i spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników.

I tego wszystkim ukaranym życzę.

Sebastian Adamkiewicz

CZYTAJ TAKŻE: Nie kupisz alby określonej firmy? Twoje dziecko usiądzie w oślej ławce

CZYTAJ TAKŻE: Ostra reakcja firmy krawieckiej. Proboszcz odwołuje przymiarkę

Jeden komentarz do “(Nie)daleko od szosy: Albowa afera

  1. Pan był kiedyś ministrem? (tzn. posługiwał Pan przy Mszach Św. w niedziele?) Pytanie zadaję gdyż wiedzę ma pan na poziomie ceremoniarskim.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *