OPINIE

(Nie)daleko od szosy: „Wiosna” – sympatia i wątpliwości

Powstanie „Wiosny”, partii Roberta Biedronia, budzi we mnie mieszane uczucia – z jednej strony sympatię, a z drugiej wiele wątpliwości, których konwencja założycielska nie rozwiała, a wręcz pogłębiła.

Czy taka formacja jak “Wiosna” jest potrzebna? Jak najbardziej. Przekonanie, że opozycja musi opierać się na feudalnym systemie zależności od Grzegorza Schetyny i akolitów i że każdy uczciwy Polak musi się temu podporządkować jest bzdurą, a może raczej dość cynicznym politycznym przekazem, który scenę polityczną chce zamknąć w filozofii duopolu.

„Dziś musi być front jedności, bo demokracja jest zagrożona, a potem będziemy się dzielić i debatować o sprawach Polski i świata” – mówią “demokraci”. “Potem” jednak trzeba będzie bronić Polski przed PiS, a jeszcze później znów ją odzyskiwać… i tak w koło Macieju. Jednym słowem, jeśli taka formacja powstała i uzyskuje niezłe wyniki sondażowe, to znaczy, że jest potrzeba jej istnienia.

Przecież mamy jeden cel!

Niby tak, a jednak nie. Przekonanie, że opozycja to jednolity ideowy front, jest błędne. Jest grupa wyborców, którzy podzielając negatywną ocenę rządów PiS niekoniecznie podzielać będzie diagnozy i sposób rozwiązania problemów współczesnej Polski. Jest grupa wyborców, dla których od lat skręcająca w lewo Platforma, która głównie kręci się wokół własnego ogona, jest mało wiarygodna. Jest grupa wyborców, dla których widok Millera, Marcinkiewicza (który jakoś do niedawna świetnie czuł się w korpo Srebrna&Bracia) i jaśnie Pana Sikorskiego, jest kiepskim promykiem nadziei na lepsze jutro. Jest wreszcie grupa wyborców, którzy są socjaldemokratami (nawet, jeśli używają bardziej modnego słowa – progresywni) i którzy niechętnie podpiszą się pod kolejnymi pomysłami rodem z “weź kredyt i załóż firmę”.

Tak, są tacy, którzy z czysto estetycznych powodów na PO i akolitów nie zagłosują, choć „Deweloper 2018 roku” spina ich niemiłosiernie. Polska jak powietrza potrzebuje partii lewicowej, bo nieprawdą jest, że PiS zaspokaja ambicje socjalne. On je na wyrywki wprowadza, ale absolutnie bez woli społecznej zmiany, lecz raczej utrwalania swojej paternalistycznej władzy.

Po lewej stronie jest luka i nie wypełni jej doklejanie Barbary Nowackiej. Nadzieja na to, że na plecach PO będzie można realizować lewicową agendę okazała się dla wielu płonna – i w polityce krajowej, i miejskiej. Wreszcie, nie da się nie zauważyć, że większość opozycji wyżej pewnej poprzeczki do podskoczy. Ostatecznie Prezes nie przestraszył się wrzących think-tanków Platformy tylko “syna ostrego żydowskiego profesora” – że zacytuję klasyka.

Czy Biedroń wypełni tę lukę?

Tu zaczynają się schody. Z pewnością ma szansę. Kilku już próbowało na czele z partią Razem. „Razemkom” się to nie udało z różnych powodów. Brak doświadczenia, problemy finansowe, spory wewnątrz środowiska, nazbyt idealistyczne myślenie o sposobie zarządzania itd. itp. Biedroń jest politycznym celebrytą. Zanim Kuźniar i Olejnik postanowili zostać rzecznikami Zjednoczonej Opozycji, był rozpieszczany przez media. Jest człowiekiem mającym wdzięk, dystans, jest mniej nadęty od większości polityków i… potrafi się dobrze formatować specom od PR.

Jest zatem lider, a na dodatek miejsce na scenie politycznej dla ugrupowania antyestablishmentowego zdaje się być powoli osieracane. Przy czym jednocześnie trudno dostrzec w nim ideologa, czy człowieka z głębszą refleksją na temat świata. To co mówi to jednak w większości banały. Jak określono to na portalu donald.pl, program Biedronia to zebranie wszystkich pytań, na które Grzegorz Schetyna odpowiada “zobaczymy jak odsuniemy PiS od władzy”.

„Wiosna” to ciągle bardziej produkt niż partia. Ładnie opakowany, ale nie mamy żadnej gwarancji, czy w środku nie będzie pusty. Zwłaszcza, że Biedroń konsekwentnie ucieka od łatki lewicowości zastępując to nieokreślonym progresywizmem. Konwencja założycielska bardziej nakierowana była na liberalnego wyborcę wkurzonego na PO i niezbyt lubiącego księdza (swoją drogą pomysł opodatkowania tacy jest takim populizmem, że zęby bolą), niż na rozkminianie problemów prekariatu. Lewicowe zaplecze grupujące awangardę socjaldemokratycznej myśli nad Wisłą i Odrą ładnie wyglądało jako tło, ale w przemówieniu było ledwie widoczne.

Unikanie podstawowego stwierdzenia, że Polsce potrzebna jest głęboka zmiana systemu podatków dochodowych (i pójście w stronę ostrzejszej progresji), naraża cały program społeczny na niekonsekwencje i pytania o źródła finansowania. A co z rynkiem pracy? A co z płacami w budżetówce? Co z reprywatyzacją? A samorządność? Czy były prezydent dużego polskiego miasta miał na ten temat tak niewiele do powiedzenia? Te problemy liźnięto, albo kompletnie pominięto.

Partia czyli JA

Większość komentarzy podkreśla amerykański styl konwencji. Tak, było dużo emocji, błyskało się i świeciło. Były też łapki, wszyscy zaś uśmiechali się zgodnie z instrukcją wysłaną przed spotkaniem. Tylko, że – o ile pamiętam – amerykańskie konwencje to zazwyczaj kilkudniowe spektakle, w którym wystąpienie głównego bohatera poprzedza plejada gwiazd, które nie tylko udzielają mu poparcia, ale też twórczo uzupełniają jego program.

Tu jest Biedroń i cała masa anonimowych osób. Naturalnie rodzi się pytanie, a co jeśli Biedronia zabraknie? Czy skazany jest na wieczne liderowanie? Czy partia ma jakąkolwiek perspektywę działania dłuższą niż najbliższe wybory? Czy ten twór zamierza być strukturalnie demokratyczny czy może być kolejną one-men-party? Czy w obliczu październikowych wyborów Biedroń będzie skory do zaproszenia na listy Śpiewaka czy Zandberga czy jednak filozofia lewicowych samców alfa zwycięży? Co realnie dostało się do programu z tych „burz mózgów”, bo chyba nie tych kilka haseł i propozycji rzuconych ze sceny?

Na bezrybiu i rak ryba

Polityka zagraniczna to zasadniczy problem polskich ugrupowań. Biedroń nie wspomniał o niej słowem oprócz wyraźnych akcentów proeuropejskich. Tylko my już nie stoimy przed pytaniem „czy Europa?”, ale „jaka Europa?”. A tymczasem nie wiadomo nawet, do jakiej frakcji po wyborach do PE kandydaci „Wiosny” będą chcieli należeć, nie mówiąc już o jakiejkolwiek wizji geostrategicznej.

Biedroń ma szansę przełamać niemoc lewicy na polskiej scenie politycznej i być akceleratorem potencjału tego środowiska. Ma do tego wszelkie narzędzia. Czas pokaże, czy zdobędzie bramkę życia czy z 5 metrów widowiskowo walnie w poprzeczkę.

Sebastian Adamkiewicz
***

Przypomnijmy – tydzień temu odbyła się konwencja założycielska nowej partii politycznej pod przywództwem Roberta Biedronia. Na warszawski Torwar pojechało kilkadziesiąt osób z naszego powiatu – CZYTAJ TUTAJ.

4 komentarze do “(Nie)daleko od szosy: „Wiosna” – sympatia i wątpliwości

  1. Zgadzam się, że Biedroniowi uda się wejść do parlamentu i “strzelić bramkę”. Pytanie tylko czy (używając nomenklatury autora) będzie to tylko gwiazda jednego sezonu czy “piłkarski idol” na lata. Wspomniane Palikoty, Petru i tym osobnikom podobni też wchodzili z hukiem z do sejmu i z rownie głosnym hukiem z niego wypadali. Czas pokaże!

  2. wierzymy w Roberta i jego postulaty! jeśli odkleimy kościół katolicki od państwa, to wtedy znajdą się pieniądze na realizację np. obywatelskiej emerytury.
    Pozdrawiamy serdecznie

  3. Opozycja to teraz Paweł Kukiz i ludzie skupieni dokoła niego. Kukiz jest strawny dla polskich patriotów, a Biedroń nie jest. Jeżeli używać korwinowskich jednostek chrobowych: PiS to dżuma, Platforma to ebola, ale Biedroń to AIDS. Jedny rzeczywisty ruch w gronie wyborców Unii Wolności, to zmiana wodza ze Tuska-Schetyny na Biedronia. Tyle że Unia Wolności to jeszcze nie jest c a ł a opozycja, chyba, że dla autora artykułu.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *