OPINIE PORADNIK

Pabianice mogą stać się zieloną wątrobą regionu [WYWIAD]

O roślinach antysmogowych i koszeniu trawników rozmawiamy z nauczycielką biologii Bożeną Grzelak. Z jej inicjatywy zmieni się zieleń wokół II LO, by było: “pięknie, zdrowo i praktycznie”.

Magdalena Hodak: Na spotkaniu zorganizowanym niedawno przez Alarm Smogowy Pabianice zauważyła Pani, że Pabianice powinny być nie tyle zielonymi płucami regionu, a zieloną wątrobą. To dość nietypowe określenie, dotyczące zagadnień związanych  jakością powietrza. Dlaczego mamy być akurat wątrobą?

Dr n. biologicznych Bożena Grzelak uczy w I i II LO w Pabianicach oraz LO ZNP w Łodzi.

Bożena Grzelak: – Użyłam określenia “zielona wątroba”, zamiast “zielone płuca”, ze względu na faktyczna funkcję tych narządów. Wątroba jest organem, który m.in.: dokonuje detoksykacji szkodliwych związków w naszym organizmie. Stąd moje porównanie i powiązanie z roślinami z grupy fitoremediacyjnej, oczyszczających środowisko. Takie możemy wykorzystać jako naturalne filtry. Mają zdolność do akumulacji zanieczyszczeń różnego typu, w tym metali ciężkich kumulowanych np. w korzeniach (kadm, ołów), zanieczyszczeń pyłowych (włoski i warstwa woskowa na powierzchni liści). Jednocześnie są porowate, więc oczyszczone powietrze, woda ponownie trafiają do ekosystemu.

Jakie rośliny – naturalne filtry pabianiczanie powinni zaprosić do swoich ogrodów?

– Podaję konkretną listę gatunków: brzoza brodawkowata, grab pospolity, grusza drobnoowocowa(drobnoowockowa), jarząb szwedzki, dąb czerwony, sosna czarna i cis pospolity (zamiast ligustru pospolitego – żywopłoty), forsycja, hortensja krzewiasta. Rośliny ozdobne, a jednocześnie świetnie nadające się na tzw. zielony nawóz i jednocześnie radzące sobie z glebą gorszej jakości to przedstawiciele rodziny roślin bobowatych: łubin, w tym łubin żółty, wyka, nostrzyk żółty czy biały. Warto podkreślić, że na terenie osiedla PSM przy ul. Bugaj, rośnie piękny, zadbany żywopłot z cisów (na zdjęciu głównym- przyp. red.). Oby takich przykładów było coraz więcej.
Łubin-pożyteczny przedstawiciel bobowatych.
Ostatnio w wielu zorientowanych ekologicznie miastach pojawiły się tzw. łąki kwietne. Temat pojawił się w Pabianicach, ale przygasł. Czy i dlaczego powinny powstać także u nas? Do ekologicznych rozwiązań udało się Pani przekonać dyrektora II LO Krzysztofa Zajdę. Może zatem jest szansa na inne spojrzenie władz na zieleń miejską?
–  Zachęcam do tworzenia łąk w mieście. Rośliny zielne do ich tworzenia to rośliny miododajne: lucerna, chabry, jasnota, macierzanki, żywokost, żmijowiec lekarski, szałwia, koniczyna krwistoczerwona itp. Te rośliny i kumulują zanieczyszczenia, ale także skutecznie chronią glebę przed utratą wody – zapobiegają erozji mechanicznej. Korzystnie wypływają na wilgotność powietrza, cieszą oko i podtrzymują łańcuch pokarmowy – dzikie gatunki zapylaczy.
Można także zieleń miejską uzupełnić o pnącza. W pierwszej kolejności zdecydujmy się na winobluszcz zaroślowy lub pięciolistkowy, a w dalszej – np. na glicynię chińską, bluszcz pospolity lub dławisz okrągłolistny.
Nasadzenia powinny być spójne, przemyślane, co do charakteru miejsca, i warstwowe – drzewa, krzewy, a pod nimi roślinność zielna, by umiejętności poszczególnych gatunków się ze sobą uzupełniały.
 A co z koszeniem? Część czytelników alarmuje, żeby dać sobie z tym spokój. Kosić czy nie?

– Pytanie nie powinno brzmieć, kosić czy nie, bo to nie jest 0-1 kwestia. Kosimy, ale rzadziej i do określonej wysokości. Wysokość pozostawianej trawy ma ogromne znaczenie. Jeżeli skosimy tak, że długość źdźbła ma 2-3 cm, to bardzo szybko doprowadzimy do wysuszenia gleby, jej erozji mechanicznej, pogorszenia jej uwodnienia (pojemność wodna obniżona), co negatywnie wpływa na pozostałe rośliny, a temperatura gleby w tym miejscu osiąga w ciepłe dni ponad 40 stopni.

Fragment wykoszonego w ubiegłym tygodniu trawnika na osiedlu PSM. Brak wody i intensywne słońce zrobiły swoje.

Jeżeli wysokość traw po cięciu ma 10 -11 cm, to ograniczamy parowanie gleby, podtrzymujemy korzystną wilgotność powietrza, a temperatura gruntu to ok. 24 stopni.
Trawa wysoka, to spadek do poziomu 19 stopni. W sytuacji ciągłego wzrostu temperatur (już o suszy alarmują polscy rolnicy), pogarszania się stanu powietrza oraz zużycia energii, to już powinno być wystarczającym powodem, by zmienić podejście do kwestii koszenia trawników i generalnie zieleni miejskiej.

Nie chodzi o to, aby całkiem porzucić koszenie. Koszenie jest niezbędnym elementem kształtowania takiego zbiorowiska roślinnego jak łąka. Chodzi zatem o to, by trawniki kosić rzadziej. I nie wykaszać traw praktyczne do poziomu gruntu. By kosić tak rzadko, jak to jest potrzebne, by mogły rozkwitnąć na nich naturalnie pojawiające się kwiaty. W tym miododajne.

Zaoszczędzone fundusze z racji rzadszego koszenia, w miejskich kasach mogą być przeznaczone na nowe nasadzenia drzew i krzewów, ich badania i w razie konieczności pielęgnację zieleni.

Jakie korzyści wynikają z mniejszej częstotliwości koszenia?

– Obniża to poziom zanieczyszczeń. Tzw. trawnik zaniechany spełniają w mieście rolę łąki antysmogowej. Przyczynia się do lokalnego obniżenia temperatury i ograniczenia miejskich wysp ciepła. Ma zdolność do ponadprzeciętnej chłonności wody, dzięki temu m.in. zmniejsza ryzyko podtopień w następstwie nawałnic, daje szansę na bioróżnorodność i powrót zapomnianych gatunków roślin zielnych, jest schronieniem, miejscem lęgów, wychowywania młodych i żerowiskiem dla drobnych kręgowców (ptaki, jeże, ryjówki). Ponadto pozostawiony w spokoju nie wzbudza tumanów pyłu i pyłków przez niepobudzanie nadmiarowym koszeniem nowego cyklu kwitnienia skraca okres pylenia traw, obniża poziom hałasu, zwiększa wilgotność powietrza w swoim pobliżu, co działa zbawiennie na zdrowie wszystkich, staje się pożytkiem dla dziko żyjących zapylaczy: pszczolinek, miesierek, murarek, trzmieli…

Czas koszenia także jest istotny…

– Tak. Powstała nawet w anglojęzycznych mediach społecznościowych kampania #NoMowMay (maj bez koszenia).

Gdzieś kosić w ogóle trzeba?

– W obrębie miast takie obszary, w których regularne koszenie jest i raczej powinno być utrzymane. Chodzi o murawy w parkach zabytkowych, oprawy parterów kwiatowych, zachowanie stożków widoczności na skrzyżowaniach, przejazdy kolejowe itp.

Swoistym antidotum na całkowitą betonozę jest ażurowa kostka brukowa. Ułożona np. na placu w Konstantynowie Łódzkim.

– Kratki są kompromisem. Po ulewnych deszczach, woda ma gdzie wsiąkać.

Konstantynów Łódzki