HISTORIA KRUCHTA OPINIE

Wydobyci po 200 latach. Jak Ich ponownie pochować? [WYWIAD]

Niedawno zajrzeliśmy do Księgi Zmarłych sprzed 200 lat. Figurują w niej nazwiska rdzennych pabianiczan, pochowanych także na trasie wielkiego remontu. Dziś  publikujemy rozmowę  z księdzem profesorem Mieczysławem Różańskim*. Duchowny mówi m.in. o tym, jak powinien wyglądać powtórny pogrzeb mieszkańców Pabianic i okolic.

Magdalena Hodak: -Drogowcy remontujący linię 41 w momencie odkrycia jam grobowych niejako wskrzesili naszych przodków. Sprawą zajęli się archeolodzy, a do powszechnej świadomości mieszkańców dotarło – tutaj grzebani byli nasi dziadowie. Bardziej niż kiedykolwiek stało się jasne, że wcześniej zmarłych chowano przy kościele św. Mateusza. Nową nekropolię umiejscowiono poza ówczesną granicą miasta. Czy jedynym powodem „wyprowadzek” cmentarzy była zwiększająca się liczba ludności?

Plac kościelny – tutaj grzebano naszych zmarłych, odkąd powstała świątynia.

Ks. prof. Mieczysław Różański: – Proces przenosin cmentarzy rozpoczął się w Paryżu pod koniec XVIII wieku i stanowi w pewnym sensie powrót do czasów starożytnych. W Cesarstwie Rzymskim cmentarze znajdowały się poza terenem miasta, np. w Rzymie przy drodze do Appi (via Appia). Zmiany wprowadziło chrześcijaństwo. Wprowadzenie cmentarzy do miast było związane z kultem męczenników. Na ich grobach stawiano kościoły, lub ich szczątki przenoszono do środka świątyni, a wokół świątyń chowano wiernych. Kiedy na przykościelnym cmentarzu brakowało miejsca, to przekopywano najstarsze groby, a wydobyte kości składano do ossarium, czyli niewielkich budowle z naczyniami na kości.

Przyczyna migracji cmentarzy poza tereny miejskie to złożone zagadnienie. Tak, to prawda, ludzi w miastach zaczęło przybywać od końca XVIII wieku, proces ten nasilił się w początkach XIX w. Pamiętajmy, że dynamiczny proces industrializacji następuje dopiero w drugiej połowie XIX wieku, zatem zwiększenie liczebności mieszkańców nie było wówczas głównym powodem zakładania cmentarzy extra oppidum – poza miastem. Innym powodem jest zwiększenia świadomości chorób zakaźnych. Zaczęło docierać, że cmentarze na terenie miast mogą stanowić zagrożenia o charakterze epidemiologicznym.

Jakie inne zmiany zainicjowało takie posunięcie?

-Trzeba najpierw zaznaczyć, że obrzędy pogrzebowe pozostały nienaruszone. Sprawowane była msza św. za zmarłego i procesja na cmentarz. Zmiana dotyczyła wyłącznie miejsca pochówku, która zainicjowała inne procesy. Zaistniała silniejsza potrzeba indywidualizacji. Zaczęło się większe budowanie świadomości przodków, zwyczaj składania członków rodziny w jednym grobie. Koło kościołów był krzyż, czasem z nazwiskiem, nie zawsze nawet wybrzuszona mogiła. Na cmentarzach poza miastem już mamy nagrobki, o które dbają rodziny. A jak nagrobki, to potrzeba więcej miejsca, którego szybko, jak m.in. w Pabianicach zabrakło. Wkrótce przy dzisiejszej ulicy Kilińskiego powstał nowy, większy cmentarzach, ale, on też wówczas był zlokalizowany poza miastem. Każdy taki cmentarz musiał zostać poświęcony, aby teren zdjąć z orbity funkcjonowania cywilnego i uczynić miejscem świętym. Dopiero po tym obrzędzie można było chować.

Prawo kościelne wobec cmentarzy było w tym dość stanowcze. Nakazywano ogrodzenie tego cmentarza, proboszcz miał dbać np. o to, by żadne zwierzęta się tam nie przedostały.

Z jednej strony teren poświęcony i troska, aby nie przedostały się zwierzęta, z drugiej – krótko po zamknięciu – przez należący do parafii obszar wyznaczono drogę. Dosłownie na grobach i to świeżych! Pabianiczanie pochowali swoich najbliższych, a po kilku latach od śmierci musieli patrzeć, jak groby są niszczone. Jak to możliwe, że Kościół przystał na tak drastyczne rozwiązanie?

-Trzeba by poszukać, i to dość mocno, jakie było prawodawstwo w tym czasie. Choć teren był kościelny, to jeszcze nie oznaczało, że władza państwowa nie mogła, tak jak obecnie, zająć nieruchomości na tzw. cele użyteczności publicznej, a do jakich należy m.in. budowa drogi. Należałoby poszukać w dokumentach miasta Pabianic śladów odnoszących się do tej konkretnej sytuacji. Wyznaczana wtedy droga nie była tak szerokości jak obecna. Całkiem możliwe też, że dokonano częściowej ekshumacji, a szczątki przeniesiono. Druga sprawa – ekshumacja nie musiała być dokładna…

ul. Warszawska w Pabianicach. Archeolodzy przy pracy. 12 lipca 2021r,

Szczątki wydobyte podczas ostatnich prac czekają na kolejne. Właśnie, w marcu, archeolodzy opróżnili na ul. Warszawskiej 9 jam grobowych. Przed nimi ciąg dalszy prac. Potem wszystkie kości zostaną pochowane. Dyrektor Miejskiego Zakładu Pogrzebowego zaproponował, aby spoczęły w zapomnianym grobie, w którym dawno nikt już nie był pochowany. Znajduje się on w zachodniej części cmentarza, koło rzeczki. Jak, zdaniem Księdza, powinien wyglądać powtórny pochówek?

-To jest problem dotyczący patrzenia na tych, którzy w tym mieście mieszkali, pewnej potrzeby budowania tożsamości i dawania świadectwa. To przecież kości rdzennych mieszkańców Pabianic i okolic. Chowanie tych zmarłych w jakimś zakątku, świadczyłby tylko o tym, że władze miasta boją się przeszłości. Z tą przeszłością nie chcą mieć zbyt wiele wspólnego, bo wybierają miejsca na uboczu, żeby grób nie rzucał się w oczy.

Wydaje się, że należałoby na to spojrzeć zupełnie inaczej. Jak na element budowania tożsamości lokalnej, pamięci o tych, którzy tutaj mieszkali, którzy tak naprawdę tworzyli Pabianice. To bez znaczenia, że robili to dawno, bo dwa wieki temu.

Myślę, że najlepszym rozwiązaniem byłoby zorganizowanie uroczystego pogrzebu tych, których szczątki zostały niedawno odkryte. Gdyby to ode mnie zależało, umieściłbym je w jednej kwaterze, która byłaby jednocześnie symbolicznym grobem wszystkich pochowanych na tym cmentarzu. Można pomyśleć o obelisku czy zbudować ossarium. Oczywiście w godnym, widocznym miejscu. Aby ta informacja pozostałe w świadomości mieszkańców poprzez następne pokolenia pabianiczan.

*Nasz rozmówca: duchowny Kościoła Katolickiego, prawnik, historyk, profesor nadzwyczajny Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego, doktor habilitowany nauk humanistycznych. Jest zastępcą dyrektora Archiwum Archidiecezjalnego w Łodzi.

W marcu archeolodzy wrócili na ul. Warszawską. Po opróżnieniu jam grobowych drogowcy zajęli się utwardzaniem nawierzchni.