OPINIE

Załamana babcia oskarża rodziców o bezmyślność

Chore, z gilem do pasa na mikołajki? Ale po co?

Na profilu Spotted: Pabianice opublikowany został wczoraj interesujący list – autorką jest babcia dziecka chodzącego do jednego z pabianickich przedszkoli. Zjawisko jest szersze, nie obejmuje jedynie podopiecznych konkretnej placówki.

Drodzy Rodzice przedszkolaków,

piszę jako rozżalona babcia jednej z podopiecznych przedszkola… Z przykrością obserwuję, jak moje wnuczki chorują, z częstotliwością większa niż powinny i zdecydowanie większą niż wcześniejsze pokolenie tzn. moje dzieci, a ich rodzice. Sama jestem osobą aktywną zawodowo i jestem w pełni świadoma, jak trudno jest pogodzić pracę z chorującym dzieckiem. Dlatego otwieram oczy szeroko ze zdumienia, w momencie kiedy po kilkutygodniowej kwarantannie domowej spowodowanej kolejnym zapaleniem oskrzeli (dzięki Bogu nie płuc, bo nie obyłoby się zapewne bez szpitala), moja wnuczka wraca do przedszkola na tydzień i w kolejnym tygodniu już na początku trzeba ją zostawiać w domu, bo gorączka, bo katar, bo znowu objawy choroby…

O la Boga! Ileż można? Czy zastanawiało się, któreś z Was rodziców, dlaczego tak się dzieje? Ja wraz z córką zaczęłam i wiecie co mnie mocno zdumiało? Wasza nieodpowiedzialność! Ja nie kieruje oskarżeń w żaden sposób personalnie! Nie znam Was moi drodzy, ale warte zauważenia jest to, że w grupie mojej wnuczki frekwencja dzieci jest oszałamiająco niska! Nigdy nie ma pełnej grupy, rzadko kiedy uzyska połowę liczebności! Dlaczego? Bo dzieci chorują! To jest logiczne i odpowiedzialne, kiedy zostawiacie te dzieci w domu, dla ich komfortu i bezpieczeństwa pozostałych.

Ale kiedy ja się dowiaduję, chociażby ze zdjęć umieszczanych na grupie przedszkolnej, że w ubiegłą środę, tj. kiedy przypadał dzień świętowania mikołajek, w tym jednym jedynym dniu frekwencja jest niemal 100%, to ja się pytam – cudowne uzdrowienie na jeden dzień? Kaszel znikł, z nosa nie cieknie, a zapalenie płuc/bostonka/ czy inne cholerstwo teleportowało się przez noc do innego wszechświata? Poważnie?

Ludzie! Rodzice tychże dzieci, które przez tydzień do przedszkola nie chodzą, ale na to jedno święto się zjawiają – ja się pytam po co!? Wydaje się Wam, że dziecko rocznika 2015/2014 czyli 3 i 4-letnie, jest świadome tego, że będą obchodzone mikołajki? Nie wydaje mi się! Czy to dziecko wie, że akurat w tym dniu przypada świętowanie? Nie wydaje mi się! Czy to dziecko pragnie pójść chore do przedszkola, po to żeby popatrzeć na Mikołaja? NIE WYDAJE MI SIĘ! Ono pragnie otrzymać prezent, pięknie zapakowane pudełko z zabawkami w środku! To jest rzecz, której pragnie! Dlatego jeszcze raz zadaję pytanie: po co przyprowadzać to biedne, nieświadome dziecko, do przedszkola? Przecież skoro i tak cały tydzień siedzicie z nim w domu, albo macie jakaś opiekę (nie wnikam w sposób organizacji czasu choroby), to czy nie moglibyście po pracy odebrać tego prezentu z przedszkola i dostarczyć go maluchowi osobiście, zamiast fatygować je na ten jeden “szczególny” dzień? A później znów zostawiać w domu?

Czy teraz rozumiecie co miałam na myśli mówiąc “nieodpowiedzialni”? Przez takie zachowanie, w czwartek zostało z przedszkola zabrane jedno dziecko, w piątek kolejne, a wczoraj całą noc z gorączką męczyła się moja wnuczka! Większość chorób jest przenoszona droga kropelkową, lub przez dotyk. Przecież to logiczne, że zwykłe kichnięcie zarażonego dziecka (pierwsza dawka antybiotyku wcale nie powoduje, że ono już nie zaraża) jest przyczyną zachorowań u innych dzieci.

Za chwilę na pewno powstanie obruszenie, że „przecież ja pracuję!”, ”a ja nie mam z kim zostawić dziecka!”. Odpowiadam: ja to rozumiem, ale spróbujcie się postawić na miejscu tych rodziców, którzy przez 3 tygodnie walczą z chorobą, na 4 tydzień szczęśliwi prowadzą dziecko do przedszkola, w nadziei że może wytrzyma bez kataru więcej niż tydzień czasu, i niestety znowu po 7 dniach wraca zainfekowane. A co w momencie, kiedy takie dziecko, kilka lat wcześniej przebyło poważną operację serca, po której odporność drastycznie się zmniejszyła? I każde kichnięcie i prychnięcie powoduje, że i ono za chwilę wraca chore? Bo jego układ odpornościowy nie pracuje jak powinien?

Pewnie się nie zastanawialiście, więc może spróbujcie, zanim spadnie na mnie fala krytyki… Czy ten jeden dzień mikołajek, był tego wart.

Z poważaniem, załamana babcia


14 komentarzy do “Załamana babcia oskarża rodziców o bezmyślność

  1. Rozumiem Pani obawy. Ale od lat mieszkam w Holandii . Gdy przyjechałam tu kilkanaście lat temu byłam w szoku . Małe dzieci bez czapek ,szlaków ,zakatarzone i kaszlące chodziły i chodzą do przedszkoli i szkół . Dzieci nie są ubieranie na cebulkę jak w Polsce . Jedna warstwa wiecej niż dorosły wystarczy . W domu obniżmy temperaturę 24-25 stopni to zdecydowanie za dużo.Starsze dzieci (po12 roku życia) do szkoły jeżdżą roweremnawet 15 km w jedną stronę . Bez znaczenia jaka pogoda jest.Dodam że pogoda tu jest podobna jak w Polsce . Więcej pada . Moje dzieci mieszkając w Polsce ciągle chorowały. Po roku przestały chorować . Tu kaszel i katar to nie choroba .

    1. Mieszkasz w Holandii, fajnie to po co się wypowiadać.
      Potwierdzam wypowiedz załamanej babci, też to przechodziliśmy. Na sczeszcie dziecko wyrosło, odchorowało, poszło do szkoły praktycznie choroby jak ręką odjął. Niestety trzeba to przeczekać.

  2. Zgadzam się z babcią w pełni. Dostajecie 500 + więc sobie wynajmijcie opiekunkę na te dni choroby żebyście nie musieli brać wolnego w pracy.

    1. A przepraszam co ma 500+ do chorowania??? Czy wg Pani tylko dzieci których rodzice pobierają 500+ chorują ?? Ci którzy tego świadczenia nie mają są święci i odporni na wszelkie wirusy i bakterie!!!??? Przecież to już szlag człowieka trafia jak czyta takie komentarze

    2. Przepraszam Cię bardzo ale samotnie wychowująca i pracująca matka nie kwalifikuje się przeważnie na 500+
      Pozdrawiam

    3. No czyli sprawa jasna – w takim razie zostać w domu i pilnować dziecka z gilem a nie do przedszkola czy szkoły prowadzać.

  3. @Edyta A może rodzice nie chca prowadzac dzieci zima po dworze, bo jest smog? Ciągle sa komunikaty, że starsi i dzieci lepiej, aby byli w domu z uwagi na duże zanieczyszczenie powietrza… Jak hartować, by bardzie nie zaszkodzić? Błedne koło…

  4. Według mnie tu jest jeszcze jeden temat nieporuszony. Oczywiście że takie dziecko zaraża, ale ono też się źle czuje. Jakie trzeba mieć sumienie by świadomie zostawiać dziecko z jelitowka w przedszkolu i później nie odbierać telefonu? Są sytuacje gdzie dziecko rzyga w szatni a mamusia jakby nigdy nic prowadzi je do sali. To dziecko tak jak dorosły tez źle się czuje!

  5. I ja podpisuję się nogami i rękami pod słowami Pani. Moje dziecko jest zapisane do żłobka, myślę że zapisane będzie lepszym słowem niż chodzi do żłobka, bo jego nieobecność w nim jest większa niż obecność. Dzięki nieodpowiedzialności innych rodziców, bo przyprowadzają bardzo chore dzieci, moje po 4 tygodniach nieobecności poszło na kilka dni ponownie do placówki po czym otrzymaliśmy w prezencie zapalenie płuc. Wiem, że niektóre dzieci mogą chodzić tygodniami z katarem i kaszlem, niestety moje dziecko jeśli ma przeziębienie, katar czy kaszel, to przy tym zawsze ma gorączkę, a często kończy się to antybiotykiem, bo jego organizm nie może sobie poradzić z przeziębieniem tylko przeradza się w to w poważną chorobę. Może gdyby Panie opiekunki miały zalecenie, że mają odsyłać chore dzieci zamiast wycierać im nosy wtedy wszyscy bylibyśmy bardziej szczęśliwi, a na pewno nasze dzieci zdrowsze. Dodam, że ja jak i mój mąż również pracujemy na pełny etat i dla nas też nie jest problem kiedy dziecko non stop jest chore, ale nie wyobrażam sobie wysłać go do żłobka chorego, z kaszlem, cieknącym katarem, co gorsza gorączką.

  6. To szerszy problem, wiele razy obsługa sklepów ,,chwali się” że jest chora, ale ,,dzielnie” przyszła do roboty. Tak się zaraża wszystkich klientów. Dziecko chore na chorobę zakaźną, ale nie tylko zakaźną, a wymagającą leżenia, nie powinno chodzić do przedszkola czy szkoły. Co jednak powoduje, że rodzice prowadzą takie dzieci do przedszkola czy szkoły? Nie mają z kim dzieci zostawić w domu? Jak zostaną z dzieckiem w domu, to dostaną zwolnienie z roboty? Za Komuny, jak dzieci były chore, to matka dostawał zwolnienie od lekarza, aby mogła siedzieć w domu z chorym dzieckiem, może by tak do tego wrócić? Źle było za Komuny?

    1. I nadal takie zwolnienie można dostac i należy je brać i siedzieć z chorym dzieckiem w domu. Jakim rodzicem trzeba być żeby chore, słabe dziecko zostawić w przedszkolu i pójść sobie do pracy. Nie dosyć że taki maluch ledwie żyje, męczy się zwyczajnie to jeszcze rozsiewa zarazki po całym przedszkolu. Tu zdecydowanie powinna być stanowcza reakcja przedszkolanek. Dziecko chore przyprowadzone to proszę zabierać z powrotem do domu.

  7. Ja tez jestem zalamana.
    Moj syn chodzi na kilka dni do przedszkola a pozniej kilka tygodni choruje.
    Od poczatku wrzesnia byl cale 20 dni w przedszkolu!!!!!!!!!
    A beszczelni rodzice, ktorzy przyprowadzaja chore dzieci do przedszkola mowia ze to alegia!!!!!!
    Nie pomagaja ciagle apele pozostalych rodzicow i przedszkolanek, aby chore dzieci zostawc w domu.
    To jest skrajna nieodpowiedzialnosc!!!!!!!!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *