Jak dawniej wyglądały świąteczne obrzędy?
W ludowych wierzeniach Wielki Tydzień był okresem największej potęgi i działania mocy nieczystych. Kres wszystkim tym złym siłom kładzie dopiero cud Zmartwychwstania. Na przykład w Wielki Czwartek na pamiątkę Wieczerzy Pańskiej we wszystkich domach jedzono niegdyś tajnię, czyli postną kolację. Jej resztki zachowywano jako pożywienie dla zmarłych. W nocy z czwartku na piątek wieszano kukłę Judasza wypchaną słomą. W piątek po południu Judasz był sądzony – wtedy kukłę palono lub obijano kijami 30 razy na schodach kościoła. (Jacek Sypień)
Wielkanocne uroczystości zaczynały się tak naprawdę w nocy z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek. Mieszkańcy wracający z czuwania w Wolbromiu szli do pobliskiej Koziny. Pod pagórkiem, na którym była kaplica Najświętszej Marii Panny, znajdowały się dwa źródełka, które miały cudowne właściwości. – Kto się obmył wtedy w tej wodzie, zmywał z siebie wszystkie choroby, grzechy. Można też było nabrać wodę do naczynia, ale żeby zachowała swoje właściwości, trzeba było iść do domu w milczeniu i nie odwracać się za siebie – wspomina Henryka Rogal z Wolbromia. – Biegałyśmy tak z koleżankami. Chciałyśmy być piękne i długo młode – dodaje. (źródło: olkusz.naszemiasto.pl)
Wielki Piątek nie był, wbrew powszechnej opinii, jedynie dniem smutku i ascezy. Urządzano wtedy pożegnanie z postnym jedzeniem tzw. pogrzeb żuru. Organizowano orszaki pogrzebowe z garnkami wypełnionymi postnym żurem. Garniec niesiono na barkach, a jego zawartość wylewano na skraju wsi. W niektórych regionach Polski był zwyczaj wieszania śledzia na drzewie „za karę”, że stanowił jedyne pożywienie podczas postu. Poza tym Wielki Czwartek i Piątek związane były z misteriami pasyjnymi, które sprowadzili do Polski w XV wieku bernardyni. (Jacek Sypień)
Według Stanisława Polaczka w czasie nieszporów pasyjnych wchodziło do kościoła siedmiu parobków przybranych w białe worki, jako pokutnicy. Kiedy weszli do kościoła, padali na posadzkę i leżeli krzyżem aż do zakończenia liturgii. Tak było w Rudawie. W Niedzielę Palmową w Krzeszowicach każdy z domowników „zażywał” trzy bazie, aby gardło nie bolało. W Płazie były zatykane na szczytach domów jako ochrona przed pożarem lub też robiono z tych palm krzyżyki i zatykano w Wielki Czwartek na kalenicach dachów. (Kamil Bogusz)
Jak czytamy na olkusz.naszemiasto.pl, niewiele osób pamięta, że dawniej w Wielki Piątek na znak smutku zasłaniano w domach lustra. Wiemy to m.in. z opisów Józefa Liszki, regionalisty z Krzykawy (gmina Bolesław). Dawniej obchodzono również wielkanocny wtorek zwany Trzecim Świętem. Tego dnia kobiety oblewały wodą mężczyzn i mogły praktykować ten zwyczaj aż do Zielonych Świątek, stąd nazywano wtorek również Babsikiem albo Babasikiem.
Jeśli kto mieszkał w Krakowie, czkała go jeszcze „rękawka” w powielkanocny wtorek, ów – jak przypuszcza Gloger – relikt prasłowiańskiej stypy. Zbierano się na kopcu Krakusa. Można tam było złapać któreś ze zwyczajowo rzucanych jajek, spadały również na tłum pierniki, orzechy, jabłka czy choćby poczciwe ziemniaki, a kiedyś jeden z braci Potockich – jak pisze Maria Estreicherówna – sypał nawet pieniążkami i wykupywał dla gawiedzi towar z wszystkich kramów, by mieć przyjemność bycia hojnym. (Józef Szczypka)