„Wystarczy, że raz doznasz lotu, a będziesz zawsze chodził z oczami zwróconymi w stronę nieba, gdzie byłeś i gdzie pragniesz powrócić”.
Jest to pozycja, która niesamowicie wciąga, a kiedy kończymy ją czytać, myślimy: „już koniec!? Tak szybko!?”. Odkładając książkę na półkę, przemknie nam przez głowę myśl, że przydałby się ciąg dalszy.
Autor książki – Jarosław Sokół, znany jest głównie jako scenarzysta cieszącego się olbrzymim zainteresowaniem telewidzów serialu „Czas honoru”. I ten fakt może być najlepszą rekomendacją, aby sięgnąć po tę dość obszerną lekturę (książka liczy ponad 470 stron, drukowanych drobną czcionką).
„Awiatorzy” to historie przedstawiające początki polskiego lotnictwa. Oprócz osób i miejsc fikcyjnych występują także postacie i miejsca autentyczne, co autor wyjaśnia w krótkich, ale konkretnych przypisach. Losy bohaterów z „różnych światów” (Amerykanin i Austriak – obaj polskiego pochodzenia, warszawski dentysta, poznaniak oraz mieszkający na Ukrainie zrusyfikowany Polak) splatają się wręcz nieprawdopodobnie, a przy tym wspaniale ukazują tworzenie się zrębów polskiej awiacji oraz okrucieństwo I wojny światowej oraz wojny polsko-bolszewickiej.
Mamy również wątek miłosny, który na tle wydarzeń historycznych przybiera zaskakujący obrót. Motto powieści to słowa Leonarda da Vinci: „Wystarczy, że raz doznasz lotu, a będziesz zawsze chodził z oczami zwróconymi w stronę nieba, gdzie byłeś i gdzie pragniesz powrócić”. I żadne inne słowa lepiej nie pasują do charakterystyki bohaterów książki.
Myślę, że gdyby „Awiatorów” poznano na Zachodzie lub w USA, to bez problemu zawładnęliby umysłami hollywoodzkich twórców. Wydawca („Zwierciadło”) nie ustrzegł się kilku błędów korektorskich, co jednak nie ma wpływu na treść.
Andrzej Kolasa
