Przewodniczący Rady Powiatu będzie osobiście interweniował w sprawie Marii Wróbel. Czy wójt Adam Topolski ugnie się i pozwoli kobiecie dyżurować w urzędzie?
Radna powiatowa Maria Wróbel jest zdeterminowana. Choć nie została wpuszczona do gminnego pomieszczenia w kwietniu i czekała na wyborców na korytarzu (CZYTAJ TUTAJ), to 8 maja wybrała się na comiesięczny dyżur. Tym razem nie tylko nie mogła skorzystać z pomieszczenia, lecz i z kuchenki! Ta została zamknięta.
– Pełniłam dyżur o suchym pysku. Mieszkaniec doniósł krzesło z sekretariatu i odniósł po rozmowie – usłyszeliśmy od radnej Wróbel.
Z ustawy o samorządzie gminnym wynika, że radny ma utrzymywać stałą więź z mieszkańcami, ale nigdzie nie jest sprecyzowane, w jaki sposób ma to robić. Dlatego Florian Wlaźlak, przewodniczący Rady Powiatu, mógł zwrócić się jedynie z prośbą do wójta o udostępnienie pomieszczeń w urzędzie dla radnych powiatowych. Przesłał też harmonogram z informacją, w jakich godzinach radni z tzw. okręgu wiejskiego mogą się tam pojawiać.
Stosowne pismo wysłał 10 kwietnia, po miesiącu otrzymał odpowiedź. Adam Topolski napisał: “Informuję, iż z uwagi na brak zainteresowania mieszkańców nie znajduję powodu odbywania dyżurów. W przypadku pojawienia się zgłoszeń ze strony mieszkańców zainteresowanych spotkaniami, rozważę zmianę stanowiska celem podpisania stosownego porozumienia z władzami powiatu”.
Niemal momentalnie po tej ripoście okazało się, że zainteresowanie jednak jest. Do powiatu miała zgłosić się osoba zainteresowana spotkaniem w Urzędzie Gminy Ksawerów z wiceprzewodniczącym Rady Powiatu Henrykiem Gajdą, klubowym kolegą Wróbel.
Na „zimną Zośkę” (15 maja) Gajda wraz z wyborcą zawitał do urzędu.
– Siedzieliśmy w pokoju pani sekretarz. Było miło. Jeśli ktoś zażyczy sobie spotkania w Ksawerowie, to tu przyjadę, ale można się ze mną spotkać także np. w budynku Starostwa Powiatowego w Pabianicach czy w Urzędzie Gminy Pabianice – tłumaczy Henryk Gajda.
W trosce o bezpieczeństwo
Zapytaliśmy wójta Adama Topolskiego, dlaczego radna Maria Wróbel podczas swojego ostatniego korytarzowego dyżuru nie mogła się nawet napić. Okazuje się, że… wynika to z troski o panią radną:
– Dyżur kwietniowy i informacja o korzystaniu z kuchenki uczuliła służby gminne na to, że ktoś z zewnątrz może wejść, skorzystać z kuchenki i niechcący się poparzyć. Ja jestem gospodarzem budynku i odpowiadam za bezpieczeństwo – tłumaczy.
Tymczasem Maria Wróbel jest rozgoryczona. Według niej działanie wójta jest podyktowane chęcią upokorzenia jej.
– Oj, nie lubi się w tej gminie wyraźnych i niezależnych kobiet. Według mnie chce zamanifestować: „Ja tu rządzę!”. Zachowanie z klasą, eleganckie – zwłaszcza wobec kobiety – obce jest człowiekowi bez manier – ocenia Maria Wróbel.
Dlaczego radna udała się na dyżur, skoro było wiadomo, że brak jeszcze odpowiedzi wójta na pismo przewodniczącego Rady Powiatu?
– Traktuję dyżur jako obowiązek radnego względem wyborców. A kawy napiłam się w domu. Na kolejny dyżur wezmę termos – wyjawia.
Przewodniczący Rady Powiatu chce jakoś pogodzić zwaśnione strony:
– W tym tygodniu zadzwonię do pana wójta, chcę się do niego wybrać na rozmowę – zapowiada Florian Wlaźlak.