Książka Marka Daroszewskiego to gratka dla miłośników historii i marynistyki. Autorowi na prawie 300 stronach udało się zawrzeć historię floty, która utworzona niemal od zera, w krótkim czasie miała odegrać olbrzymią (i niechlubną) rolę w II wojnie światowej.
Pozycja ta nie może z pewnością aspirować do roli pełnego kompendium wiedzy o marynarce wojennej III Rzeszy, ale dla przeciętnego czytelnika przedstawia wiele interesujących faktów i mniej powszechnie znanych wydarzeń.
Dużo miejsca jest poświęcone okrętom podwodnym, tzw. U-Bootom. Szczególny nacisk autor położył na działania „wilczych stad” na wodach Oceanu Atlantyckiego. Polowania na alianckie konwoje, ich rozbijanie i zatapianie wielu jednostek pływających (zarówno okrętów wojennych, jak i statków transportowych) w dużym stopniu utrudniało zaopatrywanie walczącej Europy przez Stany Zjednoczone i Kanadę.
Hitler kilkukrotnie zmieniał decyzję odnośnie priorytetów Kriegsmarine. Początkowo chciał budować ciężkie jednostki nawodne, później zmienił zdanie i postawił na okręty podwodne. Pod koniec wojny, zdesperowany rozkazał budować „pływające torpedy”, czyli małe U-Booty z załogą dwuosobową, a nawet jednoosobową.
A dlaczego Niemcy nie mieli lotniskowców? Kto ciekawy – niech przeczyta. Wydana przez Wydawnictwo Poznańskie książka oprócz bibliografii zawiera liczne tabele, mapki bitew morskich i zdjęcia, a także – i tu podziw dla benedyktyńskiej pracy autora – spis wszystkich okrętów Kriegsmarine.