Egzemplarz zagrożonego gatunku miał być śniadaniem kota-dachowca.
Wczoraj rano pan Dariusz nie mógł uwierzyć własnym oczom, kiedy podczas interwencji ochroniarskiej na ul. Cichej dostrzegł kota zasadzającego się na pustułkę.
– Z daleka myślałem, że to pisklę gołębia grzywacza, ale kiedy wyszedłem z samochodu od razu stwierdziłem, że to pustułka. Uznałem, że należy ratować małego sokoła, bo znajdują się one na liście czerwonej księgi zagrożonych gatunków – podkreśla.
Na ptaszka czyhał dachowiec, który nieopodal bloków ma zbudowaną klatkę. Pan Dariusz, który kiedyś należał do Ligi Ochrony Przyrody, zadzwonił po Straż Miejską.
– Niestety, nie chcieli przyjechać i wysłać ludzi, bo mieli inne zajęcia. Schwytałem więc pustułkę i zawiozłem do siedziby przy ul. Narutowicza – relacjonuje.
Strażnicy zabezpieczyli młodego sokoła i podali wodę. Pustułka została zabrana przez weterynarza i trafiła do lecznicy.