Szorstka, ale emanująca słodyczą muzyka gitarowa. Inspirująca ściana hałasu. Czy odróżni to pabianicki zespół Welur od coraz większej liczby nowo powstałych kapel?
Na scenie pojawia się coraz więcej młodych, debiutujących składów, mających predyspozycje do podbicia polskiego rynku muzycznego. Szczególnie godnym uwagi zjawiskiem jest pabianicka grupa Welur.
Powstały trzy lata temu zespół tworzą: 22-letnia Wiara Wojtaszczyk (wokalistka i gitarzystka), 23-letni Adam Glinkowski (basista) i 23-letni Michał Wereszczyński (perkusista). Welur zadebiutował już na wielu scenach muzycznych, m.in. w Warszawie, Toruniu, Poznaniu, Krakowie, nawet w Czechach.
Pabianiczanie Wiara i Adam poznali się w liceum na szkolnym korytarzu. Michał jest z pobliskiego Konina. Spotkali go w muzycznej redakcji Radia Żak.
Mimo fascynacji latami 90. członkowie Weluru tworzą własną historię, nie naśladując poprzednich twórców. Jak każdy zespół mają swoją misję – chcą wyrazić bunt przeciwko kapitalizacji sztuki. Artyści od razu sprzedają się dla większych korzyści, a jeśli nie, to z czasem tak ustawią swoja muzykę, aby się sprzedawała.
Od słodyczy do szorstkości
Członkowie zespołu określają swój gatunek muzyczny jako noise pop. To cięższa odmiana muzyki popowej, delikatnie ocierająca się o rockowe brzmienia.
– Podoba mi się struktura hałasu, w której kryje się słodycz, chodzi o zestawienie przeciwieństw – mówi Adam.
Metaforyczna nazwa kapeli określa charakter jej twórczości, welur jest kojarzony z delikatnym, miękkim w dotyku materiałem, szczególnie popularnym w latach 90. – okresem stanowiącym inspirację dla zespołu.
– Cenimy estetykę lat 90., był to czas, kiedy szczyt popularności osiągnęła szorstka muzyka gitarowa. Czekamy na powrót zainteresowania taką nutą na szerszą skalę. Nasza muzyka wychodzi od cukierkowości do szorstkości – mówi wokalistka Wiara.
Nazwa Welur określa specyficzne relacje muzyki i dotyku. Dla zespołu muzyka jest odrębnym językiem, dzięki któremu mogą przekazać słuchaczom ich wizję świata.
Językiem tym muzycy przemówili od razu i z przytupem. Debiutancka płyta zespołu Cały ten senny stuff zawiera szereg utworów wydajających się być na pierwszy rzut oka (a raczej ucha) ciężkim brzmieniem, jednak wbrew pozorom jest to muzyka pełna miękkich melodii i delikatnych tonów, które uzupełnia mocny wokal Wiary. Zespół określił swoją płytę jako „muzykę tworzoną we śnie. Motyw snu oznacza mówienie o czymś, co czujemy podskórnie, podświadomie. Album ma senną strukturę, wszystkie piosenki na płycie się przenikają, trudno zauważyć ich granice”.
W Pabianicach niepotrzebni
Potencjał kapeli zauważył przedstawiciel Galerii Czynnej Marcin Polak i wystąpił o dofinansowanie do Łódzkiego Centrum Wydarzeń, by młodzi artyści mogli rozwijać swoje umiejętności.
– Od początku chodziło nam przede wszystkim o granie dla ziomków i z ziomkami i wyrażanie tego, co w nas siedzi i czym się inspirujemy. Dopiero niedawno zaczęło nam przeszkadzać, że prawie nic na tym nie zarabiamy, bo w sumie dużo pieniędzy (sprzęt, wynajem sali prób, transport na eventy w innych miastach) i energii w to wkładamy. Może inaczej by to wyglądało, gdybyśmy od początku traktowali to jako pracę i wyścig o popularność. Póki co czekamy aż wzrośnie zainteresowanie muzyką gitarową, może potem pomyślimy o zarabianiu pieniędzy… – tłumaczy Wiara.
– Do wszystkiego doszliśmy sami i ciężko pracujemy. Niedociągnięcia nie są dla nas tak istotne, ponieważ nie uważamy, żeby techniczna strona grania była tak ważna – bardziej liczy się emocja – dodaje Adam.
pracujemy, ale niedociągnięcia nie są dla nas tak istotne, ponieważ nie uważamy żeby techniczna strona grania była tak ważna. bardziej już liczy się emocja, a nie to czy ktoś umie pocisnąć
Welur wiele już osiągnął. Nie widać go jednak w rodzinnym mieście. W Pabianicach czują się nieco niepotrzebni.
Pabianicka grupa 25 sierpnia wystąpi w Młodszej Siostrze Eufemii w Warszawie i 22 września w Łodzi. Dlaczego nasze miasto nie potrafi zauważyć oryginalnych, rodzimych talentów?