Rząd chce rekompensat za zniszczenia wojenne, a pani Henryka już wzięła sprawę we własne ręce.
To najprawdopodobniej sprawa bez precedensu. 84-letnia Henryka Stefańska kompletuje dokumenty świadczące o tym, że przy ul. Konstantynowskiej 18 stał dom jej rodziców. Durajscy to jeden z najstarszych pabianickich rodów, informacja o nim figuruje w publikacji Muzeum Miasta Pabianic.
Początek okupacji
We wrześniu 1939 roku Niemcy wkroczyli do Pabianic. Po kilku miesiącach okupacji, na części ulicy Konstantynowskiej zorganizowali getto. Wysiedlili małą Henię z rodzicami. Pod koniec stycznia 1940 u zbiegu ulic: Garncarskiej, Batorego, Kościelnej, P. Skargi, Poprzecznej, Szewskiej, Bóźnicznej, Konstantynowskiej, Konopnej i Kaplicznej zostaje utworzone getto. Przez jego środek przebiegała ul. Warszawska.
Dom przy Konstantynowskiej zamieszkiwały – prócz Durajskich – trzy rodziny żydowskie. Dwie na parterze, jedna na górze. Zaprzyjaźniły się z Polakami. Durajska do dziś pamięta nazwiska: Białek i Wajskopf. Na tyłach drewnianego domu była stajnia, w której Żyd trzymał konie. Stała też obora. – Kolegowałam się Ryfcią Białek – wspomina pani Henryka.
Pod obcym dachem
Po wysiedleniu Durajscy zamieszkali przy ul. Konstantynowskiej 32, u rodziców Jerzego Roberta. Kamienica istnieje do dziś. – Czas okupacji upływał w ciągłym strachu, mama z pobliskiej wioski dostarczała mleko dla ludności żydowskiej z getta. Została za to skazana na trzy miesiące aresztu. Wyrok odsiedziała w Sieradzu – opowiada pabianiczanka.
W maju 1942 roku okupanci zabrali się za likwidację getta. Henryka Stefańska pamięta taką scenę: Żyd trzyma paczkę i mówi: „Panie Durajski, niech pan to przechowa. Jak przeżyję, to podzielimy się na pół, jak nie – to wszystko dla pana”. Stefańska: – Ojciec się bał, nie wziął. Podejrzewał, że może komuś Żyd o niej powiedział. Nie wiadomo, co było w zawiniątku.
Znana była za to zawartość drugiej paczki – materiał w jodełkę pokrojony na płaszcz, ale bez pleców. Jak się wojna skończyła, Henia miała z tego uszyty zimowy płaszcz.
Podczas likwidacji SS-mani obstawili ul. Warszawską i Zamkową. Ludność zamknięto na stadionie Kruschego i Endera przy ul. Zamkowej. Część Żydów z kategorią A wywieziono tramwajami do getta w Łodzi, resztę koleją w kierunku Kutno – Płock. Około 200 Żydów pozostało w Pabianicach, 150 wywieziono potem do Łodzi.
Dlaczego nie robić jak Żydzi?
Oświadczenia pana Jerzego mają być jednym z dowodów w sprawie reparacyjnej. – Pan Durajski mieszkał u nas do śmierci 18 stycznia 1960 roku. W tym mieszkaniu została jego córka Henryka z dwiema córkami do listopada 1962 – wspomina pan Jerzy (na zdjęciu z bohaterką tekstu przy ul. Konstantynowskiej 32).
Stan faktyczny potwierdza też akt notarialny spisany po rosyjsku, jeszcze z czasów zaborów (10.01.1917), sporządzony przez pabianickiego notariusza Władysława Kucharskiego. Nieruchomość została sprzedana Durajskim za dwa tysiące rubli w gotówce.
Po likwidacji getta Niemcy zabrali się za rozbiórkę domów drewnianych i innych zabudowań położonych w gettcie. Taki los spotkał dom i inne nieruchomości przy ul. Konstantynowskiej 18. Zabrano też ogrodzenie i wycięto drzewa.
– Nie mieliśmy dokąd wracać. Żydzi się upominają o swoje, to czemu my nie mamy robić tak samo? – pyta retorycznie pani Henryka.
Brawo pani Henryka !
Niech Pani Henryka skontaktuje się z Angelą M i zgłosi że ma działkę po rodzinie w Pabianicach to Niemcy chętnie wybudują tam ośrodek dla uchodźców skoro przed laty oczyścili już teren
Hm…ze wspomnień Stryjka, zawodowego oficera Wojska Polskiego, wiem, że Niemcy ( Niemcy a nie naziści ) nie rozstrzeliwali polski oficerów w oflagach ( oflag to oficerski obóz jeniecki, dla szeregowców były stalagi ). Niemcy GŁODZILI polskich oficerów, aż pomarli od chorób.