Ofiarą wycinki padł półwieczny dąb.
Zdjęcie ściętego dębu pabianiczanka zamieściła na profilu FB Spotted: Pabianice. Drzewo rosło na pograniczu dwóch posesji przy ul. Matejki. – To było zdrowe drzewo, które nikomu nie przeszkadzało i nie zagrażało – mówi.
W sąsiedztwie mieszka od blisko ćwierć wieku. Terenem, na którym rósł dąb, od lat nikt się nie interesował. Często sama sprzątała liście i żołędzie. Teraz działkę (i parcelę obok) prawdopodobnie przejął deweloper i „czyści” ją pod zabudowę mieszkalną. Zmierzyła średnicę pnia ściętego drzewa – w najszerszym miejscu (nieregularny kształt) wyniosła aż 110 cm! Wobec tego wiek dębu można oszacować na ok. 50-55 lat. – Nigdy nie było skarg, że drzewo komuś wadzi – dodaje.
Przypomnijmy, że na samowolną wycinkę na prywatnych posesjach pozwalają nowe przepisy, które weszły w życie w tym roku. Tzw. ustawę Szyszki Prawo i Sprawiedliwość przegłosowało w grudniu na Sali Kolumnowej Sejmu, kiedy opozycja blokowała mównicę. Partia rządząca powoli wycofuje się z pochopnej liberalizacji prawa – prezes PiS Jarosław Kaczyński zapowiedział nowelizację przepisów.
W minioną sobotę (25 lutego) napisaliśmy o zniszczeniu świerka przez senatora Macieja Łuczaka. „Dziennik Łódzki” pisze o masowej wycince drzew w Łodzi i regionie – firmy zatrudniają dodatkowych pracowników, bo nie nadążają z zamówieniami. „GW” podaje, że na Teofilowie wycięto ponad 200 drzew – w tym 200-letnich dębów. Podobna sytuacja ma miejsce w Siedlisku (woj. lubuskie) – nowa.tv donosi, że wycięto tam 200- i 300-letnie dęby. Z kolei w najnowszym numerze Tygodnik „ANGORA” pisze, że przez dwa miesiące tylko w samej Warszawie wycięto 20 tys. drzew.
Tymczasem naukowcy alarmują: „Liberalizacja przepisów dotyczących wycinki drzew i krzewów dotyczy przede wszystkim terenów nieleśnych, czyli obszarów miejskich oraz wiejskich, w tym terenów rolniczych, w których drzewa i krzewy pełnią wiele bardzo ważnych funkcji. Wycinając drzewa i krzewy poza lasami (na terenach zabudowanych i poza nimi) bezpowrotnie traci się ogromną część usług ekosystemowych, w tym takich, które są kluczowe nie tylko dla stanu środowiska przyrodniczego, ale także dla dobrostanu (w tym życia i zdrowia) człowieka” – czytamy w najnowszym opracowaniu Instytutu Środowiska Rolniczego i Leśnego PAN.
“Samowolna wycinka” na własnym. Do jasnej cholery, nareszcie! Wyjdźmy wreszcie z komuny – co jest twoje, to twoje, i możesz z tym zrobić, co chcesz, nawet ‘abutere’, nadużyć, zniszczyć (w naszej cywilizacji oczywiście pod warunkiem, że nie szkodzisz przy tym innym, tj. np. nie kopcisz, nie generujesz stałego hałasu, itp.).
Jakim prawem urzędas, albo sąsiad ma mówić, co masz zrobić ze swoim drzewem?!
Popieram !!!
A jakim prawem urzędas wywłaszcza mnie z mojej ziemi bo ktoś chce jeździć autostradą? Co moje to moje! A dlaczego nie mogę hałasować na własnej działce? Przecież jest moja! Dlaczego nie mogę rozpylać pestycydów? To moja ziemia, co mnie obchodzą jakieś pszczoły! Weź Pan pod uwagę, że te ścięte drzewa to nie tylko kupa liści do sprzątnięcia jesienią, to niestety coś więcej.
Szanowny panie, pan chce mieć korzyści dla siebie, ale żeby ktoś koszt ponosił. Pan będzie mieć cień, żywiczny zapach, ale przez drzewo sąsiad sobie szklarni nie postawi. Pan będzie mieć cień i widok zieleni, ale jeśli gałązka spadnie, jeśli żołędź stłucze panu szybkę w autku, to z pyskówką wyskoczy pan – do sąsiada. On ma mieć koszty i ryzyka, a pan – zyski. Super.
Ja się powtórzę, bo zignorował pan ważną część wypowiedzi. Każdy na swojej ziemi winien mieć prawo gospodarować w taki sposób, w jaki mu się żywnie podoba, o ile nie generuje STAŁYCH uciążliwości dla sąsiadów. Taką stałą uciążliwością może być stały hałas, stała brzydka woń, generowane zanieczyszczenie, czy właśnie wybujałe drzewo. Jeśli właściciel nie jest w stanie zabezpieczyć sąsiednich instalacji, kabli, mediów, płotu, działki sąsiada, na którą drzewo sięga gałęziami, albo rozsadza korzeniami, to dlaczego, skoro on by za skutki ewentualnego wypadku odpowiadał, nie wolno mu antycypować zdarzeń i zagrażającej rośliny wyciąć? Ma to zrobić, kiedy już się szkoda, bądź większe nieszczęscie wydarzy? A wie pan jakim zagrożeniem może być drzewo zgruchotane wichurą, a nie wycięte? Tożto kornik, tożto huba! Pan życzy, by na pana drzewka przeszły? Myślmy ekologicznie! Lepiej jedno wyciąć za wczasu, jeśli właściciel uzna, że taka potrzeba, niźli kilkanaście, gdy choroba się rozejdzie.
Także nie mylmy prawa z obowiązkiem. To że ktoś może coś zrobić, nie oznacza, że ma to nakazane! Myślmy głową, a nie paragrafami. Sytuacja, w której nie można władać swoją własnością była kuriozalna!
Nikt do tej pory nie zabraniał Panu niczego wyciąć. Wystarczyło pójść i zgłosić. Posadzić za wycięte drzewo dwa inne albo zapłacić datek na środowisko. Teraz każdy tnie co popadnie i nikt nie ma nad tym żadnej kontroli. Niektóre drzewa miały po kilkadziesiąt lat i … tak bardzo przeszkadzały i zagrażały, że wycięto je dopiero kiedy nie trzeba zezwolenia. Zapobiegawczo można wyciąć wszystko, tyle tylko, że ja się nie znam na drzewach a Pan? Ma Pan rację, sytuacja kiedy nie można władać swoją własnością jest kuriozalna więc jeszcze raz zapytam: jakim prawem wywłaszczono mnie z mojej ziemi? Niech mi pan odpowie.
Wlasnie przez takich poyyeboow biora sie obostrzenia i zakazy. Gadasz o wlasnosci prywatnej – a ty co masz? bo po profilowym widze, ze jestes kloszardem. ogarnij sie dzieciaku
Tytuł artykułu – sugerujący – jak to wszyscy tzw. dziennikarze czynią. Określenie “ile wlezie” – świadczy o erudycji i nadzwyczajnym antytalencie piszącego.Ludzie na profilach – tak jak ta pani pabianiczanka tworzą problemy, których nie ma. Po co to czynią!. Jasne, by zastąpić problemy istotne i ingerować w prawo decydowania o własności prywatnej. Pani jako redaktor wie, że z przepisami się
nie dyskutuje. One obowiązują. O tym, co robię na działce – decyduję ja – tak mówi odwieczne święte prawo własności. Wreszcie wiem, że ktoś to prawo dostrzegł i pozwolił mi swobodnie być na swoim. A może pani będzie też ingerować w to co robię w domu, jak sprzątam, jaki mebel wyrzucam? Artykuł o zniszczeniu świerku przez senatora M.Łuczak to zwykła, bezczelna ingerencja w jego życie prywatne, w to co robi w otoczeniu swojego domu. Ten artykuł ma drugie dno, podtekst, niszczy prawo do decydowania o swoim. Pytam – komu pani służy? Ingerencja w sprawy gospodarstwa domowego, posiadłości prywatnej to naruszenie dóbr osobistych właściciela. Wychowała się pani w poprzedniej epoce i nie rozumie pojęcia własność prywatna. W pełni popieram słuszność stanowiska p. Krzysztofa Jabłońskiego.