W najbliższy czwartek (29.12.) okaże się, którzy radni są za, a którzy przeciw videorejestracji sesji oraz jakich używają argumentów broniąc swoich racji.
Autorem projektu uchwały o zmianę regulaminu Rady Miejskiej, zapewniającą dodanie do protokołu z obrad pliku video jest radny PiS Rafał Madaj. To drugie podejście PiS do tego tematu.
Głosy o zwiększenie transparentności naszych wybrańców pochodzą z rożnych środowisk. Podczas tej samej sesji radni podejmą uchwałę a propos dwóch petycji obywatelskich: Witolda Tosika i Małgorzaty Rogalskiej. Reprezentujący środowisko tzw. jawniaków wnoszą o transmisje online nie tylko obrad sesji, ale i komisji Rady Miejskiej.
W wielu miastach i miasteczkach transmisje online są standardem, który sprzyja transparentności oraz rozwija zainteresowanie mieszkańców sprawami samorządu. Istotne dla obywateli decyzje są podejmowane właśnie podczas sesji RM. Wbrew temu co mówi prezydent Grzegorz Mackiewicz, doświadczenia polskich samorządów pokazują, że transmisje online są tanim i pożytecznym rozwiązaniem. Obawy prezydenta i jego antyjawnościowa polityka musi budzić zaniepokojenie. Zwłaszcza, że transmisje mogą odbywać się niemalże bezkosztowo.
Prezydent zgadza się natomiast na zakup sprzętu do elektronicznego zarządzania głosowaniem. Dzięki takiemu rozwiązaniu będzie można sprawdzić, jak głosował dany radny, ale sesji Rady Miejskiej nie zobaczymy. Koronnym argumentem prezydenta i popierających go radnych (PO, SLD, BSR i byli radni PiS) jest ewentualne wykorzystywanie kamer do „urządzania politycznego spektaklu przez opozycję”.
– Trudno zgodzić się z takim twierdzeniem, skoro notorycznie samorządowa, finansowana przez wszystkich pabianiczan telewizja Pro-MOK używana jest za zgodą prezydenta do promocji wybranych radnych, tych którzy go popierają – mówi Piotr Różycki (PiS).
Zapraszamy do lektury tekstu na temat sesji online w Polsce i sytuacji w Pabianicach.
Niech nie zobaczą!
Transmisji na żywo się nie oszuka. Czy dlatego właśnie Grzegorz Mackiewicz i popierający go radni boją się sesji online?
Medialne doniesienia z Polski są optymistyczne. Portal KK24.pl półtora roku temu odtrąbił sukces maleńkiej gminy na Opolszczyźnie (niespełna 7 tys. mieszkańców): „Radni z gminy Cisek pokazują, że nie mają niczego do ukrycia. Wczoraj po raz pierwszy odbyła się transmisja internetowa z gminnej sesji. Zdaniem tamtejszych samorządowców takie rozwiązanie sprzyja transparentności władzy”. Inicjatywa transmitowania obrad rady gminy wyszła ze strony samego urzędu.
– Sesje są jawne i ogólnodostępne dla naszych mieszkańców. W dobie Internetu możemy w bardzo łatwy sposób umożliwić ich śledzenie z niemal każdego miejsca na ziemi. Teraz każdy może zobaczyć, jak pracują władze gminy – tłumaczy Jerzy Groeger, sekretarz gminy Cisek.
„Gazeta Wrocławska” poinformowała: „Posiedzenia rady transmituje coraz więcej polskich miast (Wrocław, Warszawa, Poznań, Katowice, Koszalin, Chełm, Słupsk, Czeladź itd.). Od 2007 roku internauci mogą na żywo śledzić obrady Sejmiku Dolnośląskiego. Pomysł marszałka Marka Łapińskiego się przyjął – już pierwszego dnia ponad tysiąc osób skorzystało z udogodnienia”.
„Dziennik Zachodni” w sierpniu ubiegłego roku zacytował następującą wypowiedź: – Uważamy, że to bardzo dobra inicjatywa. Burmistrz Stanisław Piechula zaproponował, by sesje były dostępne w Internecie. Dzięki temu każdy mieszkaniec Mikołowa bez wychodzenia z domu będzie mógł zobaczyć, czym aktualnie zajmuje się rada miasta. Nam – radnym, to nie przeszkadza, wręcz przeciwnie – komentuje Michał Rupik, przewodniczący RM.
Sejmik Województwa Łódzkiego jako pierwszy samorząd wojewódzki w Polsce rozpoczął w 2008 roku transmisje obrad w sieci. Pomysł wyszedł od Marka Mazura – przewodniczącego. – Przewodniczący w ten sposób chciał realizować zasadę transparentności władzy. Wiele samorządów poszło naszymi śladami – mówi Rafał Jaśkowski, rzecznik Sejmiku Województwa Łódzkiego.
Od kilku lat w posiadaniu łódzkiego Urzędu Marszałkowskiego znajduje się infrastruktura techniczna umożliwiająca przekaz online. Kamery są zamontowane przy suficie. Sejmik realizuje transmisje we własnym zakresie, co nie generuje dodatkowych kosztów. Większość niezbędnego sprzętu urząd zakupił w ramach projektu z funduszy europejskich, wraz m.in. z systemem do głosowania dla radnych. Oglądalność comiesięcznych sesji szacuje się na kilkaset osób. Znacznie więcej mieszkańców zapoznaje się z nagraniem na oficjalnym urzędowym kanale YouTube.
15-tysięczny Skoczów na Śląsku zleca obsługę transmisji zewnętrznej firmie. W skali roku kosztuje to raptem 4.721,26 zł brutto. W sali obrad zamontowano jedną kamerę. Skoczowski urząd kupił ją za prawie 7 tys. zł (dokładnie: 6.926,13 zł).
Sesje online funkcjonują także w UM Słupsk (od 2010 roku). Pomysł wyszedł zarówno od kierownictwa urzędu, jak i radnych Rady Miejskiej. Roczny koszt to 26.568 zł i do tego dochodzi 8.856 zł za serwis (też rocznie). Sprzęt do transmisji jest tam wmontowany na stałe i nie wymaga osoby do obsługi:
– System jest autonomiczny – po rozstawieniu mikrofonów zaprogramowane urządzenia transmitują strumień audio-wideo do serwera firmy w Poznaniu – tłumaczy Karolina Chalecka, rzecznik słupskiego ratusza. I dodaje: – Urządzenia są wykorzystywane także poza sesjami, na przykład do ważnych spotkań z mieszkańcami.
W 17-tysięcznym Rypinie (woj. kujawsko-pomorskie) o sesje na żywo zabiegał były burmistrz. Uznał, że to rozwiązanie dobre wizerunkowo. Płyta z nagraniem wideo jest dodawana jako załącznik do protokołu z obrad. Sesyjne online działa w Rypinie już 6 lat.
– Rocznie transmisja online kosztuje nas około 12 tys. zł. Jedna kamera absolutnie wystarcza, pod względem technicznym przedsięwzięcie obsługuje lokalna firma informatyczna – mówi Marcin Żebrowski, informatyk z rypińskiego magistratu. – W tych kosztach mieszczą się nie tylko sesje, ale i na przykład nagrania występów dzieci czy innych wydarzeń istotnych dla lokalnego samorządu.
W pobliskim Rzgowie koszt transmisji jednej sesji wynosi ok. 1.800 zł. Obsługę realizuje „od A do Z” firma zewnętrzna. 1.800 zł x 12 miesięcy to 21.600 zł. Za taką kwotę jest transmisja ze zbliżeniami i nakładaniem wizytówek przy osobie, która zabiera głos.
– Obserwując sesję na żywo od razu widać, który radny jest przygotowany, kto wie o czym jest dyskusja, kto walczy o sprawy mieszkańców, a kto tylko zabiega o ich głosy w czasie kampanii. Ludzie kształtują sobie opinię na temat radnych, burmistrza, pracowników urzędu i przekazują innym znajomym czy członkom rodziny – argumentuje rzgowski radny Jarosław Świerczyński, który orędował za sesją online.
Magdalena Hodak