W Bychlewie kochają ludową tradycję. Domy odwiedzają turoń, diabły i aniołowie.
Od wielu lat rodzina Katarzyny Marzęty z Bychlewa pielęgnuję stary obyczaj. W pierwszy dzień świąt Bożego Narodzenia bychlewianie wskakują we własnoręcznie wykonane stroje i odwiedzają znajomych. Jak ich ktoś zatrzyma po drodze, dają miniwidowisko. Wchodząc do domów kolędnicy pozdrawiają gospodarzy i składają życzenia.
– Jesteśmy przyjmowani z otwartymi ramionami. Znajomi czekają cały rok na naszą wizytę, bo przecież “gdzie turoń przychodzi, tam się ludziom powodzi” – tłumaczy pani Katarzyna.
Turoń to rogaty i włochaty zwierz z kłapiącą paszczą. Towarzyszą mu śmierć, diabły, aniołowie oraz Herod.
W śmierć wcielił się Tomasz Śmiechowicz, jeden z głównych pomysłodawców odtworzenia na nowo dawnej kolędniczej tradycji. Jego żona Dorota oraz córki Zosia i Basia są diabłami, Wojciech Wiśniewski jest królem Herodem, a Weronika i Marysia aniołkami. Turoń to drugi pomysłodawca Jan Muszczak, zwany Waldkiem. Jego dziewczyna Łucja i oraz Katarzyna Marzęta są w tym roku aniołami.
(Fot. zbiory Katarzyny Marzęty)