Pojęcie „żołnierze wyklęci” na stałe wpisało się na karty naszej współczesnej historii. Chętnie wykorzystywane jest przez przedstawicieli lewej i prawej strony sceny politycznej, wszelkiego rodzaju organizacje o charakterze patriotycznym czy pseudonarodowym.
To pojęcie wygodne w użyciu, bowiem, jak się wydaje na pierwszy rzut oka, odnosi się do chlubnych, wyzwoleńczych działań podejmowanych przez żołnierzy przede wszystkim Armii Krajowej, którzy nie złożyli broni po zakończeniu II wojny światowej. Jednak czy „żołnierze wyklęci” rzeczywiście byli nieskazitelni? Czy można historycznie usprawiedliwiać zaoczne wyroki i egzekucje, przeciwstawiając im heroiczne próby walki o niepodległą Polskę?
„Żołnierze wyklęci” to popularne określenie na tzw. drugą konspirację, będącą bezpośrednią kontynuacją konspiracji z czasów II wojny światowej. W styczniu 1945 roku dla dowódców AK stało się jasne, że dalsza działalność jest niemożliwa, a wyzwolenie, które przyszło wraz z Armią Czerwoną, jest tak naprawdę nowym zniewoleniem. W związku z tym, ostatni główny komendant AK gen. Leopold Okulicki „Niedźwiadek”, wydał rozkaz rozwiązania AK, a wraz z nim tajny protokół o zachowaniu dotychczas używanej broni i jeszcze głębszym zejściu do konspiracji. Chciał w ten sposób przekonać nową władzę o końcu działalności podziemia w Polsce. Na bazie AK powstały wówczas organizacje takie jak „Wolność i Niezawisłość” (WiN) czy Konspiracyjne Wojsko Polskie (KWP).
Z rozległego Okręgu Łódzkiego AK (obejmującego Piotrków, Koło, Kutno i Sieradz), do dalszej działalności podziemnej przeszedł tylko Inspektorat Łódzki (obejmujący Łódź, powiat łódzki i łaski oraz rejon Pabianic). Szefem nowych struktur pozostał dotychczasowy dowódca Okręgu AK – mjr Adam Trybus „Gaj”. Przyjęto nazwę Ruch Oporu Armii Krajowej (ROAK).
Organizację podzielono na sieć informacyjno-wywiadowczą, oddział osłonowo-bojowy (stacjonujący w Łodzi) pod dowództwem Włodzimierza Szustera „Gajdy” i oddział partyzancki (stacjonujący w lasach pod Dłutowem) pod dowództwem, wówczas jeszcze mjra, Aleksandra Arkuszyńskiego „Maja”. Do głównych zadań ROAK należała działalność wywiadowcza i przeprowadzanie akcji zbrojnych przeciw władzy.
Instalowanie sieci wywiadowczej
Członkowie ROAK, dzięki doskonałemu przeszkoleniu i doświadczeniu z czasów wojny, z łatwością przenikali do właśnie tworzącego się aparatu państwowego. Rejon wywiadowczy Pabianic i okolic (określany pseudonimem „Selim”) dowodzony był przez Kazimierza Nowickiego „Korczaka”. W marcu 1945 roku został on przyjęty do pracy w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Pabianicach. Inny z członków ROAK, Lech-Lechosław Gruszczyński, dostał się do pracy w Komendzie Powiatowej Milicji Obywatelskiej w Łasku, ale na polecenie przełożonych został oddelegowany do PUBP w Pabianicach. Dzięki temu w pabianickim Urzędzie działało dwóch, a przez krótki czas nawet trzech wywiadowców. Owym trzecim był Eugeniusz Masłowski, który oprócz tego, że pracował w UBP (wpierw w Pabianicach) w Dłutowie, dostał się jednocześnie w struktury pabianickiej Polskiej Partii Robotniczej.
Członkom ROAK do podziemnej działalności udało się jeszcze zwerbować dwóch pracowników Urzędu: Kazimierza Kłysa „Siwka” i Karola Klimżyńskiego „Jesiona”. Wspomniany K. Nowicki „Korczak”, dowódca rejonu Pabianice, do współpracy pozyskał także Henryka Lelenkiewicza „Szczupeckiego”, pracującego w pabianickiej komendzie MO, który przekazywał informacje dotyczące planowanych działań milicji. Podobnie, w łaskiej Komendzie Powiatowej MO, podwójną tożsamość miał Jerzy Kulesza „Trzon”. Co prawda został oddelegowany w połowie 1945 do pracy w Urzędzie w Olsztynie, jednak zdezerterował stamtąd i powrócił w rejon Pabianic, gdzie dołączył do partyzanckiego oddziału ROAK dowodzonego przez mjra Arkuszyńskiego „Maja”.
Kontrofensywa
Dzięki tak zorganizowanej siatce wywiadowczej członkowie ROAK mieli niemal pełen przegląd nie tylko planowanych akcji przeciwko podziemiu, ale także profil bojowy MO i UBP. Posiadali dane dotyczące stanu liczbowego obu organizacji, dane osobowe pracowników, rodzaju i ilości uzbrojenia, możliwości bojowych i stosowanych taktyk, dokładnych planów zajmowanych przez nie budynków itp.
Przykład działalności wywiadowczej podziemia powojennego w Pabianicach mógłby stanowić wzór do naśladowania dla innych organizacji tego typu. Taki stan nie utrzymywał się jednak zbyt długo. Członkom ROAK z pewnością sprzyjała sytuacja: brak odpowiednich kadr w nowo tworzonym aparacie państwowym, znajomości z czasów okupacji hitlerowskiej itp. Do połowy 1945 żaden z wyżej wymienionych szpiegów nie został zdekonspirowany! Ale wkrótce instytucje służące utrzymaniu władzy reorganizowano na wzór radziecki. W pabianickim UBP pojawił się doradca, tzw. sowietnik, a kadrę systematycznie wymieniano i szkolono według radzieckich wzorów.
Mimo tego na początku czerwca 1945 roku członkowie ROAK dokonali zuchwałego ataku na PUBP w Pabianicach, odbijając więzionych w nim kolegów. Całą akcję przeprowadzono w biały dzień, w dodatku bez jednego wystrzału!
Przemysław Stępień (cdn.)
O autorze – historyk, zajmuje się dziejami PRL. Napisał książkę „Pomoc duchowieństwa łódzkiego dla represjonowanych i ich rodzin w okresie stanu wojennego (1981-1983)”. Współzałożyciel Klubu Historycznego im. gen. Stefana Roweckiego „Grota”.