Internauci zachwyceni wrażliwością motorniczego MPK Łódź. Nie wiadomo, co stało się z chorym zwierzęciem
Jak czytamy na profilu MPK Łódź, poprzedniej nocy na blisko pół godziny wstrzymano ruch tramwajowy na ul. Warszawskiej w Pabianicach. Na torowisku (w pobliżu posesji nr 51) leżał czarny kot, którego prawdopodobnie potrąciło auto. Zwierzak nie mógł chodzić. Motorniczy linii 41 zatrzymał tramwaj i wezwał policję. Następnie przeniósł kota na pobliski trawnik. Gdy służby dotarły na miejsce, motorniczy pojechał w dalszą trasę.
Trudno ustalić, co stało się z rannym zwierzęciem pozostawionym pod opieką policji. Z dyskusji na FB wynika, że ulotnił się.
Internauci nie mogą się nachwalić motorniczego Mateusza Wiśniewskiego.
Ten odpisał: “Dziękuję za miłe słowa, ale nie uważam się za bohatera, spełniłem tylko swój obowiązek w przeciwieństwie do policjantów. Kot nie był w stanie sam chodzić. Po ustaniu na łapach parę sekund znowu opadał, a z ust leciała mu mieszanka śliny z krwią. Najprawdopodobniej kot zaraz po moim odjeździe został porzucony przez policjantów pomimo zapewnień, że trafi w odpowiednie ręce”.
(Fot. Mateusz Wiśniewski)
To ie Motorniczy, niech Pan ustali nazwiska tych policjantów i poda je do powszechnej wiadomości w ramach kontroli społecznej.