Sesja Rady Miejskiej (5 listopada) na chwilę zamieniła się w jadalnię.
Radny Piotr Różycki, który od początku walczy o przywrócenie stołówek w szkołach, przywiózł na salę obrad obiady, jakie jedzą dzieci z Gimnazjum nr 3 oraz Szkoły Podstawowej nr 3. W pudełeczkach dla radnych znalazła się zupa jarzynowa i bigos. Do kapusty sucha bułka luzem. Koszt porcji to 5 złotych, cateringiem zajmuje się restauracja Kwadrans. Posiłki przygotowują w SP 3 (korzystając z miejskiego sprzętu) – tu dzieci jedzenie mają podawane na talerzach, ale obiady dla gimnazjalistów wożone są w styropianowych opakowaniach.
– Czy tak mają jeść nasze dzieci? Czy według miasta zlikwidowanie szkolnych stołówek na rzecz cateringu zewnętrznego to dobry sposób na oszczędności? – pytał Różycki.
Do likwidacji stołówek doszło w 2010 roku (kiedy wiceprezydentem odpowiedzialnym za oświatę i edukację była Małgorzata Biegajło). Radny pod koniec października otrzymał odpowiedź na swoją interpelację – prezydenci Aleksandra Jarmakowska-Jasiczek i Grzegorz Mackiewicz obiecali analizę kosztów posiłków (wsad do kotła oraz pozostałe koszty przygotowania). Niebawem mają się pojawić konkretne rozwiązania.