Miliony żołnierzy, lotników, marynarzy nafaszerowanych metamfetaminą. Prą do przodu bez snu, bez odpoczynku po kilkanaście godzin, a nawet dni. Podnieceni i bez oznak zmęczenia. Dowódcy wyższego szczebla, generałowie, ministrowie (z małymi wyjątkami) z wodzem kraju na czele, również korzystają z narkotyków i środków pobudzających. I to w olbrzymich ilościach.
Czy to fabuła najnowszej hollywoodzkiej produkcji? Nie, to temat książki Normana Ohlera pt. „Trzecia Rzesza na haju. Narkotyki w hitlerowskich Niemczech”. Sprawa jak dotąd mało znana, omijana przez historyków, jednakże niezwykle istotna dla przebiegu II wojny światowej.
Ohler w kwerendzie po archiwach niemieckich i amerykańskich dotarł do wielu dokumentów świadczących o olbrzymiej skali produkcji narkotyków dla potrzeb wojsk III Rzeszy. Substancji odurzających, powodujących euforię, w kraju dyktatury Hitlera była ogromna ilość. W celach testowania podawano je żołnierzom wszystkich rodzajów broni, a także więźniom obozów koncentracyjnych.
Autor sporo miejsca poświęca ukazaniu skali narkomanii wśród przywódców, oczywiście nie pomijając Hitlera. Obala mit Führera, jako zdeklarowanego wroga używek i abstynenta. Przyjmowane przez niego środki budzą grozę zarówno co do ich składu, jak i ilości, które Hitler wręcz pochłaniał. Nieocenionym źródłem wiedzy na ten temat są zapiski jego przybocznego lekarza – Theo Morella.
Norman Ohler dzieli się z czytelnikami nie tylko swoją wiedzą historyczną, ale także chemiczną i psychologiczną. Książka Wydawnictwa Poznańskiego, pomimo przytłaczającej tematyki, potrafi zaciekawić i wciągnąć czytelnika w ponury, do tej pory mało znany świat narkotyków i narkomanów III Rzeszy.
Bardzo ciekawe