Znany prokurator Kazimierz Olejnik żegna się z naszym miastem i dziękuje pabianiczanom za życzliwość.
Do Pabianic przeprowadził się z Łodzi, kiedy po pracy na łódzkim Śródmieściu objął stanowisko szefa tutejszej Prokuratury Rejonowej. Był rok 1988 – końcówka PRL-u. Standardem było wtedy, że kierujący PR musi mieszkać w mieście, w którym jego jednostka się znajduje.
Kazimierz Olejnik: – Żona niechętnie patrzyła na taką konieczność. Tłumaczyłem jej, że to przecież nie na całe życie, a na chwilę, ale dopiero teraz po 30 latach przeprowadzamy się do Łodzi, skąd przyjechaliśmy. Mieszkamy w Pabianicach jeszcze tylko do końca lipca, spełniam tym samym słowo dane przed laty żonie.
Kupiliśmy lokum, gdzie będzie się nam, jak to mówią – na stare lata – wygodnie żyło. Miejsce, które zabezpiecza interesy, spełnia oczekiwania nas obojga. Pozostanie w Pabianicach byłoby uciążliwe logistycznie. Rodzinę i większość znajomych mamy w Łodzi i Warszawie.
Pabianicka “chwila” faktycznie przedłużyła się znacznie. Nasze miasto było miejscem do życia, a potem po błyskotliwych awansach sypialnią Olejnika. Po odejściu z Pabianic został naczelnikiem Wydziału Śledczego w Prokuraturze Okręgowej w Łodzi, a potem Wydziału ds. Przestępczości Zorganizowanej i jednocześnie zastępcą Prokuratora Okręgowego w Łodzi. Pracował jako Prokurator Okręgowy, a następnie jako Prokurator Apelacyjny. W 2003, już za rządu SLD, został zastępcą Prokuratora Generalnego.
– Zostaliśmy w Pabianicach, bo nie chcieliśmy znów życia przewracać do góry nogami, mając nadzieję, że się tu ustabilizujemy – mówi.
Po wypadku drogowym w czerwcu 2005 roku nie wrócił już do pracy. Zasłynął m.in. z rozpracowania łódzkiej “ośmiornicy” zdobywając przydomek “polskiego Falcone”. Obecnie jest prokuratorem Prokuratury Generalnej w stanie spoczynku.
Olejnik bardzo dobrze wspomina moment, kiedy osiadł w Pabianicach.
– Spotkałem się z otwartością i życzliwością ówczesnych władz: prezydenta Radosława Januszkiewicza i pierwszego sekretarza PZPR Bogdana Kunki, który pełniąc funkcję stricte polityczną był prawdziwym gospodarzem miasta. Wzorcowo ułożyły się też relacje z prezesem Sądu Rejonowego Włodzimierzem Wlazło. Ciepło wspominam również ówczesnego prezesa Pabianickiej Spółdzielni Mieszkaniowej Bogdana Zaborowskiego i całe rzesze społeczników, którzy naprawdę chcieli i chcą zrobić coś dla tego miasta. Cieszę się, że w prokuraturze trafiłem na zespół świetnych ludzi. Udało nam się razem osiągnąć rewelacyjne wyniki. Zawsze będę pamiętał, iż moje późniejsze sukcesy zawodowe były budowane na doświadczeniach, które zdobyłem w Pabianicach.
Jaki wyglądały Pabianice 30 lat temu z perspektywy przybysza?
–Były wówczas miastem z ogromnymi aspiracjami, rozwijającym się dynamicznie, wręcz konkurującym z Łodzią. Nieźle funkcjonował przemysł, rzemiosło. To było widać. Nowe budownictwo mieszkaniowe, żeby nie przesadzić, stanowiło ok. 1/3 tego co budowano w całym województwie. Wydawało się, że to miasto będzie kwitło, niemal świat podbijało.
Potem niestety padło, jak wiele innych miejsc w Polsce, ofiarą transformacji i do tej pory podnieść się nie może. Tysiące młodych ludzi wyjechało i miasto nie potrafiło znaleźć recepty na to, jak ich zatrzymać. Jeśli wciąż takiej recepty nie będzie, Pabianice dalej będą umierały. Należałoby też zadać sobie pytanie, dlaczego pabianiccy przedsiębiorcy lokują część swoich biznesów np. w Zduńskiej Woli i innych pobliskich miejscowościach, a nie tutaj. Młodych jest w stanie zatrzymać dobra praca, stwarzająca perspektywy na przyszłość.
Angażował się Pan w życie lokalnej społeczności, zwłaszcza członków Pabianickiej Spółdzielni Mieszkaniowej.
– W 2000 czy 2001 roku Spółdzielnia wprowadzała tzw. podzielniki ciepła, czyli specjalne opomiarowanie mające obciążyć mieszkańca tylko tym, co zużył. Znałem ten system dokładniej, dlatego wiedziałem, że nie jest to do końca uczciwe i że błędy twórców zostały przerzucone na obywateli. Dlatego wtedy Pani Redaktor zawracałem głowę, bo chciałem dorzucić swoje trzy grosze.
Ta “awantura” miała swoje następstwa?
– Owszem. I to przed Trybunałem Konstytucyjnym. Już w 2005 roku, jako zastępca Prokuratora Generalnego, miałem tam wystąpienie, gdyż na tapecie była ustawa o spółdzielczości. Chodziło o zapisy przygotowane przez lobby prezesowskie, które w praktyce uniemożliwiały szeregowym członkom Spółdzielni jakikolwiek wpływ na jej funkcjonowanie.
Mówiłem mocno, bardzo krytycznie, wykazując, iż taka patologia, takie skopanie fantastycznej idei spółdzielczości i solidaryzmu społecznego o jeszcze przedwojennych korzeniach, to zjawisko niesłychane, niespotykane. Do dziś zresztą brakuje koncepcji jak rozbić skostniałe struktury zarządów, aby nie mieli większości na każdym walnym, ale system jest tak skonstruowany, że marzeniem ściętej głowy jest wprowadzenie zmian. Trybunał Konstytucyjny zgodził się z moimi argumentami i uznał, iż ustawa jest w znaczącej części niezgodna z Konstytucją.
Jakie Pabianice Pan zapamięta?
– To miasto, które ma swój szczególny, fajny klimat. Tworzą go ludzie. Życzliwi, troszczący się o innych. Mam ogromny sentyment do Pani Tereni i Pani Joli z kiosku, które zawsze odkładały dla mnie gazety, do sprzedawców ze sklepu spożywczego, którzy przypominali, czego jeszcze nie kupiłem albo kiedy ja coś chciałem kupić, a żona już to zrobiła. Na pewno będę do Pabianic zaglądał, będziemy się ze znajomymi odwiedzali, więzi nie zostają zerwane. Pabianice nie są znowu na końcu świata.
Chciałbym, odchodząc stąd, przeprosić tych których być może zawiodłem, a także podziękować wszystkim życzliwym ludziom, jakich spotkałem na swojej pabianickiej drodze.
To komunistyczny złóg!!! Już nie macie o kim pisać? Widać po stronie ZOMO stoicie a nie Polski
A pan patriota gdzie stał? Jakie zasługi? Proszę się pochwalić :)
“patriota” siedzi w Niemczech na arbeicie i zmywa talerze w tureckiej knajpie w Berlinie, oczywiście tylko ,,tymczasowo” do emerytury ;-) -skutek “reformy” Balcerowicza.
Życzę Panu wszystkiego najlepszego