Sklep przy ul. Zielonej, gdzie sprzedawane są dopalacze, wznowił działalność.
W połowie sierpnia policja zrobiła nalot na punkt – sprzedawca przestraszył się funkcjonariuszy wyłamujących drzwi i zaczął palić trefny towar w kominku. Po oddymieniu pomieszczeń, rozpoczęto przeszukanie – znaleziono „produkty kolekcjonerskie” oraz niezarejestrowaną kasę fiskalną. Sprzedawcę zabrano na komendę, a sklep zabezpieczono.
Tymczasem, jak poinformował nas Czytelnik, punkt z dopalaczami przy ul. Zielonej znów jest czynny: – W ciągu kilkunastu minut przewinęło się tam z pięć osób. Zakapturzeni klienci dzwonili domofonem do drzwi. Niedaleko, na skwerze, siedziała grupka dziwnie zachowujących się młodych ludzi – wymachiwali rękami, pokrzykiwali – zrelacjonował mieszkaniec.
Policjanci wykazują się taką nieudolnością, że muszą być skorumpowani.
Głupoty Stasiuk uprawiasz. Po prostu nie mogą nic tym zrobić. Prawo jest dziurawe, a co nie jest zakazane jest dozwolone. Swoją drogą to dobry temat na reportaż żeby odnaleźć ludzi którzy kręcą tym biznesem w całej Polsce i pokazać jakich majątków się dorobili na tym :)