FAKTY

Gdyby nie Długosz… (2)

Pod koniec marca we Dworze Kapituły Krakowskiej uroczyście rozstrzygnięto konkurs zorganizowany przez Stowarzyszenie Społeczno-Kulturalne „Nasz Park”. Dziś prezentujemy tekst Jagody Jaksy (II miejsce), uczennicy I LO w Pabianicach. Przypomnijmy, że zadaniem było napisanie pracy na temat: „Dlaczego kronikarz, kanonik Jan Długosz Starszy wart jest pomnika w Pabianicach?”.

– Ale, moje dziecko, czy ja jestem wart pomnika w Pabianicach? – zapytał z niedowierzaniem Długosz, popijając anielską kawę z pianką. Siedzieliśmy w kawiarni ,,Niebo” i być może tylko dzięki temu wykazałam anielską cierpliwość:

– Oczywiście wielebny! – odpowiedziałam, by rozwiać jego wątpliwości. – Nie pamiętasz, to dzięki tobie Pabianice znalazły się na kartach najznakomitszego dzieła naszej średniowiecznej historiografii. Mam na myśli ,,Roczniki, czyli Kroniki sławnego Królestwa Polskiego”. Wiesz, że w dzisiejszych czasach byłbyś pewnie z zawodu dziennikarzem? A twoje artykuły byłyby z pewnością bardzo lubiane. To niesamowite, jak barwnie i ciekawie ukazujesz dzieje Rzeczpospolitej, niczym malarz. Dzięki temu wiemy o naszej przeszłości, dziedzictwie.  A tak między nami, ponoć podczas lektury da się zauważyć twoją niechęć do Jagiellonów i kilku innych władców… Niektórzy zarzucają ci subiektywizm, to prawda?

– Po części… tak. Chciałem, jak każdy patriota, pokazać potęgę naszego ukochanego kraju. Ale czy nieszczęścia trapiące Polskę w dobie rozbicia dzielnicowego nie były karą za świętokradczy czyn Bolesława Śmiałego? Odpowiedz mi sama i spróbuj myśleć według średniowiecznych przekonań.  Z kolei znasz pewnie opowieści o moim zatargu z Kazimierzem Jagiellończykiem…

– Tak, wspierałeś w staraniach o biskupstwo krakowskie Jakuba z Sienna – zarządcę dóbr pabianickich w latach  1452-1461. Król wolał innego kandydata, by mieć kontrolę nad bogatymi terenami diecezji krakowskiej. W końcu postawił na swoim, a przeciwników tej decyzji ukarał.

– Jednak odzyskał swój majątek i zaufanie, a wcześniejsze waśnie nie przeszkodziły mi uczynić go nauczycielem moich dzieci, a jemu zgodzić się – tubalny głos Kazimierza Jagiellończyka przerwał nam rozmowę. Jego pojawienie się przy naszym stoliku, było tak niespodziewane, że prawie rozlałam napój z filiżanki. Na szczęście król wybaczył mi opieszałość, którą wykazałam podczas powitania. – Janie, okazałeś się bardzo dobrym pedagogiem.

– Racja Wasza Wysokość! – zawołałam, kiedy szok minął. – Przecież aż czterech z nich zostało królami Polski. Mam na myśli Zygmunta II Jagiellończyka, Jana I Olbrachta, Aleksandra Jagiellończyka i Zygmunta I Starego. Ich matka, Elżbieta Rakuszanka towarzyszyła ci też,​ o panie, podczas pobytu w Pabianicach w dniu Podwyższenia świętego Krzyża w 1475 roku. Współcześni Pabianiczanie nie mieliby o tym pojęcia, gdyby Długosz nie uwiecznił tego wydarzenia na kartach swojego dzieła!

– Panienka wybaczy, ale nic z tej wyprawy nie pamiętam. Za to musicie przyznać, że to właśnie wiek XVI był złotym okresem rozwoju Rzeczpospolitej! – rzekł król z uniesieniem. – A teraz wybaczcie, jestem tu umówiony z bratem. Nie chcę się spóźnić.

Po uroczystym (i niezwykle stresującym dla mnie) pożegnaniu, zwróciłam się do Długosza:

– Nie zaprzeczysz chyba, że XVI wiek był też złotym wiekiem Pabianic? I to dzięki komu?

– Ich królewskiej mości…

– Po części tak, ale również był to sukces kapituły krakowskiej, która troską otaczała podległe sobie Pabianice przez siedem stuleci, od końca XI w.

– Jako jej członek, skromność powiedzieć mi tego nie pozwoliła.

– Przypomnę ci jeszcze, że herb Aaron użyczyła Pabianicom kapituła. Na uwagę zasługują też najpiękniejsze obiekty architektoniczne, które stoją w Pabianicach po dziś dzień. Jest to późnorenesansowy dwór kapituły krakowskiej, który jest przez pabianiczan potocznie zwany zamkiem i kościół św. Mateusza – zabytek I klasy! Nie wspomnę o ogólnym rozwoju tych okolic, które z dzikich, bagnistych odstępów zmieniły się w tętniące życiem miasto!

– Jednak ty wielebny, masz z Pabianicami więcej wspólnego niż niejeden członek kapituły. Księga uposażeń diecezji  krakowskiej to przecież plon twojej ciężkiej pracy. A co najważniejsze dla mnie teraz, w tych woluminach zajdziemy obszerny opis gospodarki na terenach 29 wsi i 2 miast oddalonych o ponad 250 km od Krakowa. Czy Pabianice cieszyły się zainteresowaniem na miarę tak długiej wędrówki?

– Mówiono, że jest to perła w koronie dóbr kapitularnych. Podczas lustracji zostały one opisane tak, jak okoliczne miejscowości, cóż w tym dziwnego?

– Cóż dziwnego? Te dokumenty to skarb! Pochodzą z czasów, gdy brak innych źródeł tego typu, przez co każda informacja, która pomaga nam odkryć nasze dziedzictwo jest na wagę złota. Powiedz mi, proszę, jak wyglądały Pabianice kiedy tam byłeś?

– Muszę cię zmartwić, panienko – powiedział nieznajomy mężczyzna, zatrzymawszy się przy naszym stoliku. Od razu zwróciło moja uwagę jego podobieństwo do Długosza. – To ja byłem wizytatorem.

– Pozwól mi przedstawić ci jednego z moich dwunastu braci – Jana Długosza młodszego. Nie podnoś tak brwi ze zdziwienia. Mój ojciec uważał imię Jan za szczęśliwe, stąd całe ​zamieszanie.

– A ty, bracie – zwrócił się do oddalającego się już mężczyzny – przestań wmawiać tej pannie, że nie byłem w Pabianicach. Otóż rzeczywiście, to on spisał wskazówki dla miejscowej administracji, które zostały włączone potem do Księgi uposażeń. Jednak musisz zrozumieć, że by stworzyć to dzieło, nie mogłem pracować sam.

– Oczywiście, że wiem – poczułam się lekko urażona – przecież Księga zawiera systematyczny opis wszystkich miejscowości Małopolski Zachodniej, niekiedy nawet uzupełniony o historie danych miast i wsi. Można się domyślić, że nie byłeś w każdym z nich osobiście, chociażby przez ilość informacji. Okolice dzisiejszych Pabianic są opisane bardzo dokładnie, z uwzględnieniem takich kwestii, jak lokowanie na prawie polskim i niemieckim.

– Tak, tego brakowało często w aktach i inwentarzach, którymi się wspomagałem. Jeśli nie był o tam mnie lub nie mogłem dostać informacji od innych wydelegowanych przez kapitułę. Księgę spisało pod moim nadzorem kilku pisarzy. Niekiedy mieli mi za złe, że wprowadzałem liczne poprawki i dopiski. Było to jednak konieczne, bo nad tym dziełem pracowałem do końca życia, więc systematyczne uzupełnianie informacji było konieczne.

– Ale odpowiedz mi proszę, czy byłeś jeszcze kiedyś w Pabianicach? – powtórzyłam zadane mu wcześniej pytanie.

– Tak, kilkakrotnie. W latach 1464 i 1465 brałem między innymi udział w sporach o nabycie wsi Petrykozy. Innym  razem, w 1475, pomagałem ustalać terminy płacenia czynszu dzierżawczego. Zostałem nawet mianowany członkiem komisji rozstrzygającej sprawy graniczne ,,państwa pabiańskiego”, jak pięknie je kiedyś nazywano.

– Zobacz! I ty, mówisz, że nie masz nic wspólnego z Pabianicami?!

– Teraz przypomniałem sobie, że wiele, moja sprytna rozmówczynio – zaśmiał się  Długosz. – Cieszę się, że pamięć o mnie jest wciąż żywa.

– I będzie! – zapewniłam z entuzjazmem, chwyciwszy go za rękę. – A  kiedy postawimy w Pabianicach pomnik na twoją pamiątkę, ożyje ona jeszcze mocniej. Jesteś bowiem tego wart!

Jagoda Jaksa

Darczyńcą wartościowych nagród w konkursie  (m.in. komputery, tablety) była Fundacja Lotto „Milion marzeń”. Wkrótce opublikujemy tekst laureata III miejsca Kacpra Beze.