FAKTY HISTORIA

I LO z tablicą upamiętniającą gen. Jankego [FOTOGALERIA, ARTYKUŁ]

Niecodzienna uroczystość odbyła się dziś (10.11.) w I Liceum Ogólnokształcącym w Pabianicach. Córka gen. Zygmunta Waltera-Jankego odsłoniła tablicę ku jego pamięci. Towarzyszyła jej wnuczka generała Agnieszka Bianek-Bodzak.

Zygmunt Walter-Janke to absolwent I LO, profesor i wychowawca oraz drużynowy ZHP w tej szkole. Na sali gimnastycznej zebrali się wychowankowie, koledzy generała. Pojawili się także przedstawiciele samorządu oraz młodzież. Do uczniów należała część artystyczna. Można było obejrzeć scenki z życia małego Zygmusia i dorosłego Zygmunta. Aktorskiej grze towarzyszyła muzyka oraz prezentacja multimedialna. Po odsłonięciu tablicy była niespodzianka, czyli piosenka batalionu “Zośka” w wykonaniu wychowanków profesora i drużynowego Jankego. Dlaczego? Bo najchętniej śpiewał ją ze swoimi podopiecznymi.

Na pomysł uczczenia generała wpadł wychowanek – prof. Wojciech Stec. Zapalił się do niego od razu prof. Bogdan Wendler. Inicjatywa mogła zostać zrealizowana dzięki  dzięki ofiarności uczniów. Na liście sponsorów  znaleźli się: Wiesława Bakus, Jadwiga Boniecka- Filipowska, prof. Liliana Byczkowska- Lipińska, Barbara Chudzik-Majkowska, Wiesława Chmielewska-Chodakowska, Wanda Dura-Motak, Jan Hejninger, Mirosława Jankowska,. Bożena Kuligowska, dr Karol Kociołek, Dobrosława Krajewska, Sławomir Kroczyński, dr Włodzimierz Lefok, Piotr Lewowski, Maria Lisowska-Rapczyńska, Joanna Małuszyńska – Szmytke, płk dr Kazimierz Matuszkiewicz, Andrzej Morawski, Urszula Rybicka- Krupowczyk, Barbara Sikorska-Sobczyk, dr Maria Skowrońska- Kononowicz, dr Katarzyna Stec, prof. Krystyna Stec-Michalska, prof. Wojciech Stec, Stanisława Strzałkowska-Kowalska, Elżbieta Szkudlarek-Wołosz, Marian Wojciech Szymański, prof. Bogdan Wendler, Wiesława Wesołek, Bożena Wlaźlak, Anna Wódka,Barbara Zielińska-Kaczmarek.

Zapraszamy do lektury artykułu Marzeny Zawodzińskiej, jaki w dwóch częściach ukazał się na łamach miesięcznika “PabiaNICE”.


Zygmunt Walter–Janke mniej znany

jankeWydaje się, że tak niedawno był wśród nas, chodził ulicami Pabianic i Łodzi, a już 26 lat minęło od jego śmierci. Nie urodził się w naszym mieście, ale ciągle do niego wracał. Po wojnie, po wyjściu z więzienia we Wronkach i podleczeniu w sanatorium zrujnowanego zdrowia. Wielu pabianiczan nadal go pamięta jako nauczyciela, opiekuna drużyny harcerskiej „Stalowa Jedynka”, może sąsiada… Właśnie byli uczniowie z I LO im. Jędrzeja Śniadeckiego postanowili uczcić pamięć wychowawcy fundując tablicę pamiątkową. Kim był człowiek, którego tak zapamiętali, chociaż uczył ich tylko rok?

Początki

Do Pabianic trafił w 1920 r., kiedy po zdaniu egzaminu został przyjęty do III klasy Gimnazjum Matematyczno–Przyrodniczego im. Jędrzeja Śniadeckiego (dzisiejsze I LO). Już wtedy od czterech lat był harcerzem, zbyt młodym jeszcze, by pełnić ważne funkcje, ale z biegiem czasu docenionym. W listopadzie 1923 r. został tymczasowym komendantem drużyny, w grudniu – drużynowym, a dwa lata później instruktorem. Przygoda z harcerstwem skończyła się w 1927 r. Jego odejście z drużyny najprawdopodobniej miało związek z ukończeniem gimnazjum, maturą i planami na przyszłość. W lipcu 1927 r. Zygmunt Janke rozpoczął naukę w Szkole Podchorążych Piechoty w Ostrowi Mazowieckiej–Komorowie.

Służba wojskowa

W wielu przypadkach była naturalną konsekwencją służby harcerskiej. Zaczęło się jak w większości żołnierskich życiorysów pokolenia wychowanego w „Trylogii”: od lilijki skautowej – wspominał po latach generał Walter Janke. Lilijkę tę przypinał nawet do munduru, będąc już w Oficerskiej Szkole Artylerii w Toruniu, dopóki starszy rocznik represjami nie zmusił go do jej zdjęcia. Szkołę tę ukończył w 1930 roku, uzyskując stopień podporucznika artylerii z dziewiętnastą lokatą. Przydzielony na stanowisko dowódcy plutonu do 7. Dywizjonu Artylerii Konnej (7 DAK) Wielkopolskiej Brygady Kawalerii, stacjonującego w Poznaniu–Sołaczu, odtąd systematycznie podnosił swoje kwalifikacje. Dowódca 7. DAK, ppłk Zygmunt Łakiński, w ocenie rocznej za 1932 r. scharakteryzował go następująco: Charakter ustalony, skryty, zamknięty w sobie. Posiada bardzo dużo energii i inicjatywy, siły, woli, stanowczości […] bardzo dobry instruktor, który doskonale wczuwa się w psychikę żołnierza. Wyszkolony fachowo bardzo dobrze […]. Nic dziwnego zatem, że wkrótce porucznik Zygmunt Janke mógł spełnić swoje marzenie o studiach – za zgodą przełożonych zdał egzaminy do Wyższej Szkoły Wojennej w Warszawie, którą ukończył 18 sierpnia 1939 r. jako oficer dyplomowany.

Wojna

Ten etap w biografii generała jest chyba najbardziej znany, choć niekoniecznie w szczegółach. Najpierw trafił jako pierwszy oficer do sztabu Kresowej Brygady Kawalerii w Brodach, a we wrześniu 1939 r. uczestniczył w walkach nad Wartą w osłonie Armii „Łódź”, następnie pod Karczewem i Krasnobrodem. 27 września dostał się do niewoli niemieckiej, ale już dziesięć dni później udało mu się uciec w Krakowie, skąd dotarł do Pabianic. Jako regularny żołnierz miał opory przed podjęciem pracy w konspiracji, dlatego początkowo próbował się przedostać do polskiego wojska, powstającego we Francji, ale złapany przez Ukraińców podczas przekraczania granicy węgierskiej trafił do więzienia Gestapo w Sanoku. Gdy się z niego wydostał, nawiązał kontakt z krakowską grupą konspiracyjną Służby Zwycięstwu Polski – Związku Walki Zbrojnej, której członkowie polecili mu zgłosić się do dyspozycji sztabu Okręgu ZWZ w Łodzi, co wkrótce uczynił. Na polecenie komendanta Okręgu, ppłk. Leopolda Okulickiego, zajął się organizowaniem okręgowej sieci wywiadowczej i pełnił funkcję jej szefa. Niestety został zdekonspirowany, a kiedy gestapo aresztowało jego żonę, Komenda Główna AK zdecydowała o przeniesieniu go w marcu 1943 r. do Okręgu Śląskiego na stanowisko szefa sztabu. Niecały rok później był już komendantem. Wtedy też otrzymał awans do stopnia podpułkownika dyplomowanego a także został odznaczony Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari, Złotym Krzyżem Zasługi z Mieczami i Krzyżem Walecznych. Okręgiem dowodził do września 1945 r.

Ujawnienie

W styczniu 1945 r., kiedy Armia Czerwona wkraczała na Śląsk, podpułkownik Zygmunt Janke przebywał w Sosnowcu. Już wtedy rozpoczęły się aresztowania żołnierzy AK, uznanych wcześniej „w przeważającej mierze” za „wrogi element”, który „bezwzględnie trzeba usunąć”. Władzom zależało, aby Armia Krajowa wyszła z podziemia, „Walter” jednak zwlekał z wydaniem rozkazu, zajął postawę wyczekującą. Wiosną 1945 r. w Milanówku spotkał się z pułkownikiem Janem Rzepeckim, organizatorem i dowódcą Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj, który miał zaproponować mu wstąpienie do organizacji „Wolność i Niezawisłość”.

Kiedy podkomendni „Waltera” (głównie z PPS) zaczęli się ujawniać, nie czekając na rozkaz, Janke uznał to za trafienie bombą w ścianę domu, w następstwie czego zwalona ściana odsłania wnętrze całego domu. W takiej sytuacji nie można było dłużej czekać – komendant podjął rozmowy w sprawie ujawnienia się Okręgu Śląskiego AK. Wynikiem tych rozmów był „protokół – układ”, który gwarantował „Walterowi” oraz jego podkomendnym amnestię i zachowanie pełni praw obywatelskich. Zygmunt Janke warunki wypełnił – wydał rozkaz ujawnienia się we wrześniu 1945 r. i został przewodniczącym Komisji Weryfikacyjnej i Likwidacyjnej Okręgu Śląskiego AK. Jeszcze nie wiedział, jaką wartość mają takie „układy”… Wielu żołnierzy jednak nie ujawniło swej działalności.

Działalność społeczna i praca

Brak aktywności nie leżał w naturze byłego komendanta AK. Został I wiceprezesem Związku Uczestników Walki Zbrojnej o Wolność i Demokrację na Śląsku oraz wiceprezesem Polskiego Związku Zachodniego. Komisji Likwidacyjnej i Weryfikacyjnej przewodniczył do czerwca 1946 r., zabiegając w tym czasie o uwolnienie wywiezionych do ZSRR oficerów. I znów wrócił do Pabianic – jako nauczyciel języka angielskiego i matematyki w I LO im. Jędrzeja Śniadeckiego. Niestety tylko na rok. Po tym czasie został zmuszony do rezygnacji z pracy.

W niektórych biografiach generała w tym momencie pojawia się luka, aż do 1948, albo nawet 1949 r. Nie wiadomo dokładnie, co w tym czasie robił. Na pewien ślad natrafiamy w Rejestrze Handlowym w Sądzie Okręgowym w Gorzowie, w postaci uzupełnienia wpisu R.H.A. nr 36: firma obecnie brzmi: Wytwórnia Ciast i Cukrów „Hanka”, właśc. Elżbieta Hanka Dutkowska i S–ka w Gorzowie. Działalność przedsiębiorstwa obejmuje: a) wytwórnię wyrobów cukierniczych i czekoladowych, b) wytwórnię ciast, lodów, c) hurtową sprzedaż wyrobów własnych na miejscu i w terenie, d) sklep detaliczny do sprzedaży wyrobów własnych i obcych, e) cukiernię, f) skład konsygnacyjny Państwowego Przemysłu Zjednoczenia Cukierniczego [sic] ze sprzedażą hurtową na miejscu i w terenie. Właścicielami firmy są: 1) Elżbieta Hanka Dutkowska, 2) Zygmunt Walter Janke, 3) Łucjan Nowocień. Spółka jawna. Spółkę reprezentuje każdy ze spólników osobno. Zmiana ta została wprowadzona 11 października 1947 r.

Nowi udziałowcy zapewne nie uskrzydlili interesu – pisze gorzowski historyk – z dużą dozą prawdopodobieństwa można bowiem przyjąć, że były dziedziny, na których znali się lepiej niż zarządzanie produkcją i handel. Wątpliwe też, czy wnieśli jakiś kapitał. Cała trójka to żołnierze AK, potrzebujący schronienia, zatrudnienia, ale czy na pewno się ukrywali? Wojenny pseudonim kapitan Elżbiety Dutkowskiej stał się jej oficjalnym drugim imieniem, a podpułkownik Zygmunt Janke zameldował się w Gorzowie także jako „Walter”. Rejestracja w takiej formie sprawiła, że ich obecność tam nie mogła być tajemnicą. W jakim celu? Prawdopodobnie już się nie dowiemy.

Pod koniec 1948 r. firma została zlikwidowana przez władze skarbowe, a Zygmunt Janke wyjechał na Śląsk, aby podjąć pracę w Zarządzie Wojewódzkim Związku Uczestników Walki Zbrojnej o Wolność i Demokrację. Niestety, nie zdążył. 1 lutego 1949 r. został aresztowany w Katowicach przez Urząd Bezpieczeństwa i przewieziony do Warszawy.

„Pamiętajcie, że jesteście zbrodniarzem…”

Osadzony najpierw w piwnicach gmachu Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, a następnie w piwnicach X pawilonu w więzieniu mokotowskim przy ul. Rakowieckiej, przez cały czas był przesłuchiwany. Człowiek, który zawsze służył Ojczyźnie, znalazł się, jak pospolity bandyta, w celi o powierzchni 8 m2, gdzie przebywał wraz z siedmioma innymi mężczyznami. Śledztwo, prowadzone przez Józefa Różańskiego i jego pracowników, trwało 3,5 roku, a proces – 10 dni. Oskarżony usłyszał m.in., iż (…) od wyzwolenia Polski aż do aresztowania, tj. 2 lutego 1949 r., w Warszawie, na Śląsku usiłował przemocą usunąć organa władzy zwierzchniej, zagarnąć ich władzę i zmienić przemocą ludowo–demokratyczny ustrój Państwa Polskiego (…). Zarzuty były tak absurdalne, że nie wszystkie się utrzymały. W żaden sposób nie dało się udowodnić pracy wywiadowczej na rzecz obcego państwa oraz próby zorganizowania zamachu na Głowę Państwa. Ale to, co pozostało, wystarczyło, aby Zygmunta Janke skazać dwukrotnie na karę śmierci, mimo iż płk Jan Mazurkiewicz („Radosław”) odwołał obciążające go zeznania, a on sam do niczego się nie przyznał. Wyrok odczytano 11 sierpnia 1952 r.

24 września Najwyższy Sąd Wojskowy zmienił karę śmierci na dożywotnie więzienie, 5 lat utraty praw obywatelskich i przepadek mienia, ale nie uznano za stosowne, aby podpułkownika o zmianie wyroku poinformować. Siedział więc w celi nr 24, zwanej też celą śmierci lub celą „faszystowską”, do listopada 1952 r. Wtedy dowiedział się, że darowano mu życie, ale jego sytuacja nie zmieniła się na lepszą, ponieważ pod koniec listopada trafił do Wronek. Było to ciężkie więzienie dla szczególnie niebezpiecznych przestępców i przeciwników politycznych. Strażnicy nie znali języka polskiego, a wiedzieli tylko, że pilnują bandytów. Już na wstępie usłyszał, że nikt (…) z wami pieścił się nie będzie, za najlżejsze przewinienie będziemy karać tak, że portki z was będą spadać same, zęby wylecą i przeklniecie godzinę, w której żeście się urodzili. Pamiętajcie, że jesteście zbrodniarzem i tak też będziecie traktowani. Polsce Ludowej nie jesteście potrzebni. Nie będziemy was oszczędzać (…). I tak właśnie było. Wyszedł po czterech latach bez zębów, chory na gruźlicę i ostry reumatyzm.

Przywrócenie stopnia

Ppłk. dypl. Zygmunt Janke nigdy do niczego się nie przyznał, ale nie prosił też o ułaskawienie. Kiedy je otrzymał, doszedł do wniosku, iż z (…) życiem wyszli raczej ci, co nie przyznali się do niepopełnionych win, nie wypełniając życzeń śledczych. Nie było to łatwe, opór kosztował drogo, całe miesiące i lata udręki. Ale czasem ratował życie. Sądzę, że tak było w moim przypadku. Jeszcze w celi śmierci namawiali mnie z czystej życzliwości współwięźniowie, abym się przyznał do czegokolwiek. Odmówiłem (…).

Śmierć Stalina wiele zmieniła w sytuacji bezprawnie więzionych żołnierzy AK. Zygmunt Janke początkowo otrzymał jedynie złagodzenie wyroku – Wojskowy Sąd Garnizonowy 10 maja 1956 r. skazał go na 12 lat więzienia, 5 lat utraty praw i przepadek mienia. Ale już dwa miesiące później Zgromadzenie Sędziów Najwyższego Sądu Wojskowego po wysłuchaniu sędziego–sprawozdawcy mjr. Andrzeja Kruszki i prokuratora Naczelnej Prokuratury Wojskowej ppłk. Jana Orlińskiego uchyliło wszystkie poprzednie wyroki, jednocześnie rehabilitując podpułkownika, który już 25 lipca mógł wyjść na wolność. Niestety nie jako podpułkownik, ponieważ stopnia wojskowego był pozbawiony aż do stycznia 1957 r. 7 stycznia Ministerstwo Obrony Narodowej przywróciło mu stopień kapitana, a 8 maja ponownie mianowało podpułkownikiem.

Znów Pabianice

Kiedy już podleczył zrujnowane zdrowie w Klinice Reumatologicznej w Łodzi i sanatorium w Busku, wrócił do Pabianic, znów jako nauczyciel – języka angielskiego i wychowawca w I LO. Niestety, znowu tylko na rok. Rok czasu to mało, zwłaszcza że po latach wspomnienia się zacierają. Walter Janke musiał jednak szczególnie zapisać się w pamięci wychowanków. Profesor dbał o to, żeby nauka języka angielskiego była przyjemnością. – wspomina Barbara Sobczyk, jedna z jego uczennic. – Nauczył nas piosenki „My bonny is over the ocean”, dzielił z nami radość z powodu sprytu i talentu organizacyjnego Tomka Sawyera. Dzięki niemu zaczęli wydawać gazetę – co nie było wtedy proste, grupa zapaleńców jeździła w tej sprawie do Łodzi, do Bardzo Ważnego Urzędu. Udało się wydać dwa numery. Nawet kiedy klasa „narozrabiała okropnie”, potrafił tak wytłumaczyć istotę przewinienia, że uczniowie poczuli się skruszeni, ale nie rozbici w proch. Moi mili barankowie, muszę wam naurągać – powiedział. Pamiętają to do dziś.

Właściwie nigdy nie przestał być harcerzem. Barbara Sobczyk zapamiętała, że wychowawca nie zgodził się, aby na klasowym wieczorku tanecznym wyłącznie tańczono. Musiało być coś więcej – rodzaj gawędy harcerskiej, krótki program artystyczny. I był to bardzo udany wieczór.

„Stalowa Jedynka”

Powrót do Pabianic wiązał się z powrotem do harcerstwa – tym razem w roli opiekuna, z ramienia Rady Pedagogicznej, reaktywowanej po ośmiu latach I Drużyny Harcerzy im. T. Kościuszki. Pierwsza, organizacyjna zbiórka „Stalowej Jedynki” odbyła się w styczniu 1957 r., a obecny na niej Zygmunt Janke opowiadał o pracy harcerstwa podczas okupacji. Przed wami stoi trudne zadanie, – mówił – musicie zastąpić tych, co zginęli, musicie stać się ich godnymi spadkobiercami; musicie swą codzienną pracą w szkole, domu i Drużynie dokumentować swoją miłość do Ojczyzny, swoją chęć walki o wolność i sprawiedliwość społeczną. Harcerze mieli bliższy kontakt ze swoim nauczycielem i dlatego zapewne więcej pamiętają. Jeden z nich, płk Kazimierz Matuszkiewicz wspomina po latach: Ja najbardziej zapamiętałem jedną z Nim rozmowę, a raczej Jego gawędę o tym, co to znaczy „być dowódcą”. Nie zacytuję dokładnie Jego słów. Pamiętam jednak, że za najważniejsze uznał troskę o podwładnych oraz zdolność do obrony swoich racji, nawet, gdy nie zgadzają się z nimi przełożeni. (…) Żałuję Panie Profesorze, że po moim wyjeździe z Pabianic utraciłem z Panem kontakt.

Niestety rok minął i pułkownik znowu musiał odejść ze szkoły i harcerstwa – z powodu szykan. Dzięki pomocy płk. Franciszka Niepokólczyckiego został zatrudniony w paksowskim przedsiębiorstwie INCO, na stanowisku inspektora sprzedaży. Pracował tam do 1977 r., aż do emerytury.

„Należy ludziom otworzyć oczy”

Nawet na emeryturze Zygmunt Janke nie zrezygnował z aktywności, zwłaszcza że dopiero wtedy miał czas na to, co naprawdę było dla niego ważne. Co prawda na początku lat sześćdziesiątych przestał działać w ZBoWiD–zie, uznając iż organizacją tą rządzą „moczarowcy”, ale cały czas utrzymywał kontakty z byłymi oficerami i żołnierzami AK, organizując „specjalne przyjęcia”, na których omawiano sytuację polityczną, informowano się na temat losów dowództwa AK i wspominano czasy okupacji. Jako były pedagog przywiązywał dużą wagę do pracy z młodzieżą, aby uniknęła skomunizowania. Chciał otwierać ludziom oczy, zwłaszcza młodym, na prawdę historyczną. I to był główny motyw wszystkich jego działań, również tych, które nie zostały właściwie zrozumiane, jak chociażby udział w wiecu Zjednoczenia Patriotycznego „Grunwald”.

Stowarzyszenie to powstało w lutym 1981 r. i miało być odpowiedzią na „Solidarność”. Jeden z jego założycieli, Bohdan Poręba, twierdził, że zostało powołane przez ludzi dostrzegających manipulację masami „Solidarności” przez elementy antynarodowe i antykatolickie w celu zdobycia władzy w kraju. Zygmunt Walter–Janke wymieniany jest czasami jako współtwórca Zjednoczenia, wiadomo jednak, że nie była to prawda. Przemawiał jedynie na słynnym wiecu „Grunwaldu” 8 marca 1981 r., przed budynkiem Ministerstwa Sprawiedliwości. Wiecu dla uczczenia tych, którzy tam stracili życie i cierpieli dla dobra ogółu i lepszej przyszłości Rzeczypospolitej. W tym samym czasie na Uniwersytecie Warszawskim odbywały się obchody rocznicowe Marca `68, podczas których upamiętniono między innymi Zygmunta Baumana, Bronisława Baczkę i Włodzimierza Brusa – byłych pułkowników UB, którzy realizowali politykę eksterminacji akowców. O tym, według notatek SB, Zygmunt Janke miał powiedzieć Janowi Józefowi Lipskiemu, gdy ten zadzwonił, aby przekonać go do wycofania się z udziału w kontrmanifestacji. Nic nie zyskała również „niezidentyfikowana osoba ze środowiska kombatantów Armii Krajowej”, która sugerowała, aby pułkownik „zachorował na dzień manifestacji”. Odrzucił tę propozycję z oburzeniem. Na pytanie prof. Aleksandra Gieysztora, czy weźmie udział w wiecu i czy jest to decyzja przemyślana, odpowiedział, że tak.

Walter Janke odrzucał argument o „szkodliwości antagonizowania środowiska studenckiego i akowskiego”, ponieważ należy „ludziom otworzyć oczy na to, co się wokół dzieje”. Wiec był wyjątkową okazją, aby powiedzieć prawdę o martyrologii Armii Krajowej i on z tej okazji skorzystał. Przemawiał jako drugi. Cel, jaki sobie postawiła wroga narodowi polskiemu kierownicza grupa MBP, osiągnięto – powiedział. – W wyniku realizacji tego planu żołnierze AK wypełnili wszystkie więzienia Polski Ludowej, zapełnili Mokotów, piwnice tego gmachu, przed którym stoimy. Gmachu owianego ponurą sławą siedliska potwora, który co prawda zniknął, ale macki jego pozostały. Siedziałem również w tych piwnicach.

Jeszcze długo po tym wystąpieniu Janke tłumaczył, że nie jest członkiem „Grunwaldu”. W końcu, aby ostatecznie odciąć się od stowarzyszenia, napisał list do „Słowa Powszechnego”, dziennika wydawanego przez PAX, oraz do redaktora naczelnego Tygodnika „Solidarność”, Jerzego Skwary. W tym ostatnim napisał: Przed paru miesiącami, w marcu b.r. zwrócił się do mnie reżyser filmu „Hubal” p. Poręba, którego poznałem w tym charakterze, bo na temat tego filmu wygłaszał prelekcje w Klubie „WTK”, gdzie jestem prezesem. Prosił mnie, abym wziął udział w manifestacji przeciw bezkarności prominentów z byłego Ministerstwa Bezpieczeństwa. Taka intencja odpowiadała mi jak najbardziej i przed budynkiem tego ministerstwa wygłosiłem mowę o martyrologii Armii Krajowej i nadal stosowanej wobec jej żołnierzy dyskryminacji. (…) Do stowarzyszenia „Grunwald” nie należałem i nie należę. Sprostowanie ukazało się również w „WTK”.

Historia

Najpierw sam ją tworzył, a potem studiował, badał i opisywał. 26 kwietnia 1960 r. na Uniwersytecie Łódzkim obronił, na ocenę bardzo dobrą, pracę magisterską pt. Bitwa pod Szczekocinami, napisaną pod kierunkiem prof. Bohdana Baranowskiego. Powrócił do swojej pasji już jako emeryt, tym razem podejmując studia doktoranckie. Rozprawa doktorska, której promotorem był prof. Andrzej Zahorski, pt. Artyleria koronna w latach 1792–1794, miała nawet zostać wydrukowana, ale ostatecznie wydawnictwo MON wycofało się, tłumacząc swoją decyzję brakiem papieru. A prawdopodobnie chodziło o jego udział w pielgrzymce żołnierzy AK na Jasną Górę. W każdym razie 4 listopada 1975 r. Zygmunt Janke uzyskał tytuł doktora nauk humanistycznych.

Był znanym i cenionym historykiem wojskowości, a w jego pracach dominuje fachowo ujęta problematyka artyleryjska (1792 –1794) a także powstańcza ze szczególnym uwzględnieniem użycia kosynierów (1794) oraz partyzantki (1863, II wојпа światowa), jak również konspiracji (1939 –1945); występują również zainteresowania dobą Fryderyka II pruskiego. Jego artykuły ukazywały się w Pracach Naukowych Uniwersytetu Śląskiego oraz w Studiach i Materiałach do Historii Wojskowości. Opracował również Księgę pamiątkową dla uczczenia 40 –lecia pracy naukowej prof. dr. Stanisława Herbsta.

Napisał kilka książek (W Armii Krajowej na Śląsku, Rola artylerii w bitwie pod Maciejowicami, Śląsk jako teren partyzancki Armii Krajowej, Podziemny Śląsk, W Armii Krajowej w Łodzi i na Śląsku, Bitwa pod Szczekocinami 6.VI.1794, Artyleria koronna w obronie niepodległości Polski 1792–1794) oraz kilkadziesiąt artykułów, które ukazały się w prasie katolickiej, przede wszystkim we „Wrocławskim Tygodniku Katolików”, ale nie tylko. Jego artykuły o tematyce historycznej publikowane były w takich gazetach jak „Odrodzenie”, „Ład”, „Za Wolność i Lud”, „Kronika Warszawy”. Pisał do związanych ze Zjednoczeniem Patriotycznym „Grunwald” gazet „Rzeczywistość” i „Płomienie”, a także do wydawanych przez PAX miesięcznika „Kultura, Oświata, Nauka”, tygodników „Kierunki” oraz „WTK”, którego klubu był prezesem. PAX niewątpliwie odegrał ważną rolę w jego życiu. W czasie, kiedy nikt nie chciał zatrudnić byłego, w dodatku represjonowanego żołnierza AK, znalazł on zatrudnienie w należącym do stowarzyszenia przedsiębiorstwie „INCO”. To PAX wydał dwie jego książki i publikował artykuły. To w jego klubach prowadził „akcję odczytową” na terenie całego kraju, uznaną przez pracowników SB za „antysocjalistyczną”. Na początku lat osiemdziesiątych w ogóle był niezwykle aktywny – należał do nieformalnego Klubu Seniora, działał w klubie byłych oficerów kawalerii i artylerii konnej, był członkiem Zarządu Koła Ligi Obrony Kraju, które trzy razy w tygodniu organizowało prelekcje na tematy historyczne, ze szczególnym uwzględnieniem okresu ostatniej wojny.

Doceniony

W połowie lat osiemdziesiątych, ze względu na stan zdrowia, pułkownik ograniczył swoją aktywność i pracował wyłącznie naukowo. Jeszcze w 1984 r. został powołany na członka Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich w Polsce. Ale dotyczącą go sprawę operacyjną, rozpoczętą przez SB w 1970 r., zakończono dopiero w 1987 r. W roku następnym gen. Wojciech Jaruzelski mianował Zygmunta Waltera–Janke generałem brygady, a dwa miesiące później doceniono jego trud pisarski – otrzymał nagrodę specjalną im. Włodzimierza Pietrzaka za pracę W AK w Łodzi i na Śląsku.

Generał Zygmunt Walter–Janke zmarł 25 lutego 1990 r. w domu córki Ewy w Łodzi i został pochowany ze wszystkimi honorami wojskowymi na cmentarzu katolickim w Pabianicach. W imieniu żołnierzy Okręgu Śląskiego AK przemawiał były członek Wojskowego Sądu Specjalnego Okręgu kpt. dr Juliusz Niekrasz, a w imieniu Zarządu Głównego ZBoWiD – żołnierz AK kpt. Zbigniew Ścibor–Rylski ps. Mogiła. Obecni byli także: biskup ks. prof. dr hab. Bohdan Bejze, reprezentant środowiska żołnierzy kampanii wrześniowej i oficer Okręgu Łódzkiego AK kpt. J. Jędrzejewski, przewodniczący Oddziału Warszawskiego PAX i poseł na Sejm RP Wojciech Janicki, przedstawiciel Głównej Komisji Badania Zbrodni Hitlerowskich i Stalinowskich w Polsce dr Jacek Wilczur.

Po śmierci generała z Waszyngtonu przyszedł list pożegnalny od Jana Nowaka–Jeziorańskiego, który wspominał zmarłego jako odważnego, o silnej osobowości dowódcę obdarzonego niezwykle wybitną inteligencją, duchem inicjatywy i zdolnością szybkiego podejmowania decyzji. Córka Ewa mówi o nim jako o człowieku, któremu wyjątkowe poczucie humoru pomogło przetrwać i pozostać sobą. Warto o tym pamiętać nie tylko idąc ulicą Zygmunta Waltera–Janke w Pabianicach.

Marzena Zawodzińska

Źródła:
Przemysław Gasztold-Seń, Koncesjonowany nacjonalizm. Zjednoczenie Patriotyczne „Grunwald” 1980-1990, Warszawa 2012.
Zygmunt Janke, Moja żołnierska droga (niepublikowane wspomnienia)
Kronika „Stalowej Jedynki”
Losy inteligencji śląskiej w latach 1939-1945, T. 2, Bytom 2005.
Wiesław Majewski, Historia wojskowa w Instytucie Historycznym Uniwersytetu Warszawskiego, Przegląd Historyczny 1980, nr 71/4, s. 673 –703.
Mieczysław Starczewski, Generał brygady dr Zygmunt Walter-Janke (1907-1990), Chorzów 2007
Jerzy Zysnarski, Kapitan Hanka i jej wypieki (http://gorzowhistoria.pl/notatniki/jerzy–zysnarski/21–elzbieta–dutkowska)