FAKTY

Najważniejszy „Pierwszy Krok”

Darek nie był tzw. dawcą organów, jak zwykliśmy pogardliwie nazywać szaleńców prujących motorem 150 km/h w terenie zabudowanym. Jednak życie pisze własne scenariusze – 8 lat temu, z winy kierowcy auta osobowego, w wypadku stracił nogę. Ale podniósł się. I teraz pomaga podnieść się innym.

Złe miejsce, zły czas

To był 2009 rok. Maj. Tego dnia kuzyn kupił motocykl i po drodze wpadł pokazać nowy nabytek. 35-letni wówczas Darek chciał się przejechać – wcześniej sam posiadał kilka jednośladów. Zrobił okrążenie po okolicy, a potem wrócił pod blok. Zsiadł z maszyny, oddał kask. Kuzyn napomknął, że po drodze będzie musiał zatankować, więc Darek zaoferował, że przejedzie się jeszcze na stację. Ruszył na Orlen, vis a vis hali sportowej.

Wracał ulicą „Grota” Roweckiego. Na skrzyżowaniu z Nawrockiego (obok ryneczku i około 100 metrów od domu), chciał pojechać prosto. Kiedy miał prędkość kilkunastu km, zapaliło się zielone światło. Był na pierwszeństwie, ale na jego drodze wyrósł osobowy volkswagen. Cała siła uderzenia poszła na lewą nogę, dosłownie ją miażdżąc. Darek odbił się od auta i razem z motocyklem przejechał po jezdni kilkanaście metrów, upadając pod pobliskim postojem taksówek. Kuzyn i koledzy słyszeli huk, a potem krzyki.

W momencie wypadku nieopodal przechodziło trzech strażaków. Widząc, co się stało, od razu ruszyli w kierunku motocyklisty. Udzielili mu pierwszej pomocy, uspokajali, podtrzymywali kontakt do przyjazdu karetki.

– Byłem przytomny. Chciałem wstać, ale nie mogłem. Jakaś siła przyszpiliła mnie do asfaltu. Zaczęło mnie boleć dopiero wtedy, kiedy zobaczyłem u siebie otwarte złamanie lewej nogi – opowiada. Tej samej nocy amputowano mu ją powyżej kolana.

Czy wyglądam na jaszczurkę?

Z uwagi na bardzo ciężkie obrażenia wprowadzono go w stan śpiączki farmakologicznej. Przez przerwaną tętnicę udową stracił wiele krwi – rodzina i przyjaciele masowo zaczęli ją oddawać. Zbiórka była rekordem w województwie łódzkim (zgłosiło się 100 osób). Miał także pogruchotaną rękę w nadgarstku (później trzykrotnie ją łamano i składano od nowa, drutowano).

Kiedy wybudzono go po kilku dniach, przy szpitalnym łóżku zobaczył mamę. Patrząc na opatrunki zdezorientowany pytał: „co się stało?! co to jest?!”. To właśnie ona, płacząc, powiedziała mu, że nie ma nogi. Z powodu komplikacji przeleżał dwa miesiące w pabianickim szpitalu. W tym czasie dręczyły go potworne bóle fantomowe. – Jakby ktoś walił mi młotkiem w piszczel, chociaż go nie miałem… Chciałem zemdleć, żeby przestać czuć.

Do pierwszej, „wstępnej” protezy dołożył mu NFZ. Zwykły kołek. Ciało długo nie mogło się przyzwyczaić, pachwina była ciągle podrażniona, poraniona. Ale powoli, o kulach, zaczął się poruszać.

– Czułem się jak małe dziecko – musiałem od nowa nauczyć się chodzić. Najbardziej irytowało mnie, kiedy wyprzedzali mnie staruszkowie podpierający się laską. Ale z czasem było coraz lepiej – nie poddawałem się, a nadzieja i upór przyniosły efekty.

Przed wypadkiem był kierowcą ciężarówki. Niestety, nie mógł przedłużyć zawodowego prawa jazdy – ministerstwo musiałoby zmieniać przepisy specjalnie dla niego. Porusza się osobówką w automacie. Na pierwszej komisji ZUS przyznał mu rentę na rok. – Wtedy, z uśmiechem na twarzy, zapytałem panią, czy jestem jaszczurką? Czy zakłada, że kończyna mi odrośnie? – wspomina. Teraz odhacza się na komisji raz na dwa lata.

„Pierwszy Krok” okazał się kolejnym

W 2015 roku trójka przyjaciół zajmujących się protetyką wyszła z inicjatywą powołania stowarzyszenia (udało się je zarejestrować, Darek został prezesem). Pierwszy raz z pompą i w szerszym gronie spotkali się w grudniu, przed świętami Bożego Narodzenia. Zaproszono Jaśka Melę, Monikę Kuszyńską i Piotra Sajdaka (uczestnika MasterChefa).

Stowarzyszenie Pacjentów po Amputacji Kończyn „Pierwszy Krok” skupia około 50 członków, głównie z Łodzi. Najmłodszy ma 10 lat, najstarszy ok. 70. Wspierają się na co dzień – czasami to rozmowa przez telefon, innym razem podwiezienie/przewiezienie czegoś/kogoś. Dzielą się swoimi doświadczeniami z osobami tuż po amputacji przebywającymi w oddziałach szpitalnych oraz ich bliskimi. – Zawsze możemy na siebie liczyć, jesteśmy w stałym kontakcie. Między niektórymi zawiązały się prawdziwe przyjaźnie – zaznacza pabianczanin.

Stowarzyszenie służy pomocą prawną, a ponadto pomaga w dofinansowaniu do protez – informuje o aktualnych programach i projektach z PFRON, wskazują dokąd się zgłosić, jak załatwić formalności. W planach jest także uruchomienie komórki, która wspomoże amputantów w poszukiwaniu zatrudnienia. Są otwarci na współpracę z innymi organizacjami. „Pierwszy Krok” ma już działającą sekcję sportową – grupa z powodzeniem wystartowała w Maratonie DOZ 2016 w Łodzi. Nie pobiegli po pieniądze dla siebie, ale dla kolegi poruszającego się na wózku.

– Ofiarność strażaków, zaangażowanie przyjaciół i znajomych, troska lekarzy oraz poświęcenie rodziny, dzięki której się podniosłem, nie poszły na marne. Dziękuję za to z całego serca. Teraz tę pomoc zwracam innym, ponieważ wiem, że w takich chwilach nikt nie powinien być sam – mówi Darek, uśmiechając się szeroko.

Justyna Małycha

(Fot. Łukasz Gładki)