Siadła jedyna w mieście radziecka równiarka. By naprawić urządzenie, trzeba było sprowadzić z Rosji część czołgu.
Władze miasta w marcu zadecydowały o zerwaniu partnerstwa z rosyjskim Gusiewem Powód to “symboliczny gest solidarności z walczącą Ukrainą”. Choć samorządowcy potępiają agresję Rosji na Ukrainę, są sytuacje, kiedy trzeba schować honor w kieszeń. To równanie dróg gruntowych, o co bez przerwy dopominają się mieszkańcy.
Problem polega na tym, że ustawicznie niedofinansowany Zarząd Dróg Miejskich w Pabianicach dysponuje tylko jedną równiarką, którą blisko 50 lat temu wyprodukowano w ZSRR. Wiek robi swoje, stąd tak bardzo potrzebna maszyna jest podatna na awarie. Czasami potrzeba wtedy wymienić części. Nie wszystkie można zdobyć w Polsce.
-Mieliśmy szczęście – mimo wojny udało się ściągnąć z Rosji część czołgu. Na bazie elementów tych pojazdów w ZSRR konstruowano równiarki. Pompa hydrauliczna szła do nas 10 dni, miała być po trzech – mówi Andrzej Barański, dyrektor ZDM w Pabianicach.
Urządzenie już równa pabianickie ulice. Awaria spowodowała, że do równana jest dłuższa kolejka, ale równiarka nadrabia przestój. Dziś maszyna pracowała m.in. na Siennej i Borowej. Pabianiczanie byli zachwyceni.
– Mieszkańcy bezpośrednio nam dziękowali, co dotąd się nie zdarzało – zaznacza dyr. Andrzej Barański.
Czy miasto kupi nową równiarkę? Trudno wyrokować. Ulic gruntowych konsekwentnie jest coraz mniej, stąd też może okazać się w ciągu kilku lat, że taki sprzęt byłby niepotrzebny. Jednocześnie, sytuacji nie poprawia drożejący asfalt.
