ROZRYWKA

Po „rewolucji” w Pabianicach. Jak…

Magda Gessler zaproponowała receptę nie tylko na lepszy biznes, ale i związek.

W dzisiejszym odcinku programu TVN „Kuchenne rewolucje” mogliśmy zobaczyć pabianicki bar „Latający Johan”. Zanim Magdalena Gessler wkroczyła do akcji, miejsce nosiło nazwę „Niebo w Gębie i Na Talerzu”. O pojawieniu się znanej restauratorki w Pabianicach informowaliśmy 23 sierpnia (CZYTAJ TUTAJ). Dziś obejrzeliśmy przebieg rewolucji.

Na początku przy opisie lokalizacji Gessler powiedziała, że Pabianice to stare włókiennicze miasto, które obecnie jest sypialnią Łodzi. Od progu „Nieba w Gębie…” zwróciła uwagę na jaskrawy, zielono-pomarańczowy wystrój knajpy.

– Zbiera mi się na wymioty. To są kolory ostrzegające, krzyczące „achtung, achtung, achtung”. Mam uważać, czy coś mnie pie…lnie? Kamizelki w takim kolorze mają k…a drogowcy! To wnętrze jest psychodeliczne – skrytykowała.

Restauratorka zamówiła flaczki z żołądków, rosół, pierogi i schabowego – nie miała wiele uwag, poprosiła m.in. o bardziej miękkie ciasto do pierogów. – Jedzenie jest do uratowania, bo jest smaczne – podsumowała. Na 5+ oceniła z kolei kuchnię – porządek, sprzęt, warunki, czystość.

Magdalenie Gessler nie przypadła do gustu ciężka atmosfera, jaka panowała między parą 60-letnich właścicieli – Jadwigą i holendrem Johanem. Jadwiga która przeszła kilka udarów, mówiła o stracie męża, który zginął ponad 20 lat temu w nie do końca wyjaśnionych okolicznościach. Później opowiedzieli o początkach swojej znajomości i związku.

– Jadwiga zaimponowała mi tym, że po tylu ciężkich przejściach i problemach zdrowotnych chce prowadzić bar – dodała Gessler w stand-upie.

Właściciele wzięli jej uwagi do serca – te kulinarne i te życiowe. Tym razem pierogi były idealne, a Gessler zabrała parę na wieczór spa do Fabryki Wełny.

Przyszedł czas na rewolucję – jaskrawe wnętrze zamieniło się w pole z wiatrakami z holenderskimi dodatkami. Zieleń i pomarańcz zastąpił błękit i biel. Na zachęcenie nowych klientów przygotowano pierożki z serem na maśle, którymi częstowano w centrum. Na pierożka załapał się m.in. Krystian „Elvis” Maliszewski. Pabianiczanom smakowała pierwsza po zmianach kolacja (serwowano m.in. polędwiczki, serowy krem z grzanką, sałatkę z matjasem).

Miesiąc później Gessler wróciła do „Latającego Johana” – nie zasmakowały jej polędwiczki, ale pozytywnie oceniła bar: – Brakuje niewiele, by to było fajne miejsce, ale to jednocześnie wiele. Jest smacznie, ale musi być większa dyscyplina ze strony właścicieli – podsumowała.

Odcinek można obejrzeć TUTAJ.