OPINIE

Struś: Ecie-pecie, czyli jeszcze o budżecie (obywatelskim)

Często w mediach przeczytamy lub zobaczymy informacje o protestach społeczeństwa. A to gdzieś za dużo ciężarówek wąską drogą jeździ, a to maszt telefonii komórkowej chcą postawić albo chlewnię wybudować. I wtedy do boju! Samorządowcy różnej maści przy poparciu mieszkańców, wspólnie, jednym głosem, solidarnie protestują. Można z tego wysnuć wniosek, że społeczeństwo mamy świetnie zorganizowane.

Takie stwierdzenie raczej nie dotyczy Pabianic. Dlaczego? Widać to po wynikach głosowania nad budżetem obywatelskim. Wymagania zawsze są duże i niewątpliwie dotyczą spraw potrzebnych. Pabianiczanie, tak jak pragnęli mają nareszcie wpływ na to, co chcieliby w swoim mieście widzieć i jak spożytkować (częściowo) miejską kasę. I co? I lipa. Chcielibyśmy szklane domy, a jak przychodzi do głosowania to zainteresowanie, lecz nie wymagania, gwałtownie spada.

Oddanie 2638 głosów ważnych to dla ok. 65-tysięcznego miasta jest żenadą. Jak wyglądamy wobec ok. 17.000 mieszkańców z pobliskiego Konstantynowa Łódzkiego, gdzie oddano 5257 głosów? Dużo mniejsza społeczność potrafiła się zmobilizować i wypowiedzieć własne  zdanie na temat swoich oczekiwań.

Niestety większość pabianiczan temat olała. Szkoda. Tym bardziej, że wystarczyło poświęcić kilka minut na zapoznanie się z projektami i zagłosować. Nawet przez internet, bez wychodzenia z domu. Chwała więc tym, którzy nad projektami pracowali i tym, którzy na nie głosowali. A pozostali za rok znów będą się krzywić i narzekać, że nic się nie dzieje i trwa marazm.

Andrzej Kolasa