FAKTY

Szykują się zmiany. Pielgrzymi pójdą gęsiego?

Choć masowe wydarzenia latem odwołane, to pątnicy mają pójść do Czarnej Madonny.

Piesze pielgrzymki mimo trudności, w zmienionej formie i w zgodzie z przepisami, dotrą w tym roku na Jasną Górę – poinformowała wczoraj Katolicka Agencja Informacyjna.  Zapewnili o tym  kierownicy kompanii, po spotkaniu z przewodniczącym Rady ds. Migracji, Turystyki i Pielgrzymek Episkopatu Polski, krajowym koordynatorem pielgrzymek, paulinami i przedstawicielami różnych służb. Kierownicy pielgrzymek zastrzegli  jednak, że ostateczne decyzje będą zależne od aktualnej sytuacji epidemicznej.

Według przew. w KEP Rady ds. MTiP biskupa Krzysztofa Zadarko, epidemia wymusza konieczność wielu zmian, ale mimo to ich organizacja na dzień dzisiejszy jest nadal możliwa. Ks. Marian Janus, koordynator krajowy pielgrzymek pieszych podkreśla, że zwłaszcza teraz potrzebna jest wiara i odwaga. Pomysły na pielgrzymki online nie spotkały się z ciepłym przyjęciem.

Obecnie trwają konsultacje z różnymi służbami na czele z Ministerstwem Spraw Wewnętrznych i Administracji oraz Głównym Inspektorem Sanitarnym. Do końca maja mają zostać określone ramy bezpieczeństwa.

Pabianiccy pielgrzymi od ponad miesiąca zastanawiają się nad tegoroczną pielgrzymką. Wątpliwości jest mnóstwo, stąd ogólna atmosfera raczej na nie. Ostateczny głos będzie miał arcybiskup łódzki Grzegorz Ryś.

Póki co pabianickim pątnikom trudno sobie wyobrazić maszerowanie w dwumetrowych odstępach, skoro kolumna ma być jednocześnie zwarta. Czy np. pielgrzmi będa szli gęsiego? Pielgrzymka licząca ponad 400 osób  byłaby wtedy długa na ok. kilometr! Jeśli w  rozstawionych odpowiednio parach to prawie 500 metrów.

Inna sprawa, że pątnicy razem nocują, wędrują od domu do domu. Jest też niekonsekwencja:

– Latem nie będzie imprez masowych, np. festiwali, a przecież pod względem zagęszczenia ludzi w jednym miejscu pielgrzymka ma taki sam charakter. Czy to w trasie, czy już na miejscu, w i przed jasnogórskim sankturium, gdzie zbierają się tłumy – zauważa Sebastian Adamkiewicz, uczestnik wielu naszych pielgrzymek.

TUTAJ cały tekst KAI