Auto nietypowo zaparkowało przed głównym wejściem. Dyrektor szpitala zdziwiony.
Zaskakujące zachowanie kierowcy karetki mogli obserwować dziś mieszkańcy. Dochodziła godz 10.30, kiedy ulicą Wiejską mknął ambulans na sygnale. Kierowcy momentalnie robili miejsce, aby rozpędzony samochód mógł jak najszybciej dotrzeć do celu. Wiadomo bowiem, że w niektórych sytuacjach o życiu decydują sekundy…
Obserwujący zauważyli, że z samochodu wyszli mężczyźni i pobiegli z plastikowym pojemnikiem po schodach. Ludzie zaczęli domyślać się, że może przywieźli krew. Na stronie internetowej firmy, której nazwa widnieje na ambulansie można przeczytać (napisane drukowanymi literami):
“AMBULANSE SZYBKIEGO REAGOWANIA DOCIERAJĄ NA SYGNAŁACH DO STACJI KRWIODAWSTWA W CIĄGU KILKUNASTU MINUT W CELU RATOWANIA ŻYCIA I ZDROWIA PACJENTÓW. PRZEWOZIMY SPECJALISTYCZNE ZESPOŁY TRANSPLANTACYJNE ORAZ POBRANE NARZĄDY NA TERENIE CAŁEJ POLSKI PONAD 300 RAZY W ROKU”
– Jadący w karetkach chyba mogą w obecnych czasach telefonicznie dowiedzieć się, którędy można wjechać od razu – usłyszeliśmy od pacjentki szpitala.
Całe zdarzenie widział z okna swojego gabinetu Adam Marczak, dyrektor ds. administracyjno-technicznych w Pabianickim Centrum Medycznym.
– Zareagowałem na sygnał karetki tkwiącej za szlabanem i wyszedłem na zewnątrz. Pomyślałem nawet, że w aucie może być pacjent. Takim zachowaniem jestem mocno zdziwiony. Przed głównym wejściem nie ma miejsca dla tego typu samochodów. Wjazd, od dwóch lat jest – z powodu remontu SOR – od strony Alei Dębów i tam można wjechać bez przeszkód – tłumaczy.