• Decyzja o powrocie z Częstochowy autokarami zapadła za ich plecami. Tak samo jak w Pabianicach.
• Pątnicy z Bełchatowa zbierają podpisy pod petycją do arcybiskupa.
• Apelują, aby nie przeliczać ich wiary i duchowych pragnień na złotówki.
Parafianie z bełchatowskich kościołów piszą petycję do łódzkiego metropolity abpa Grzegorza Rysia. Oburzyła ich decyzja księży, którzy chcą, by pielgrzymka na Jasną Górę była pieszą tylko do Częstochowy. Z powrotem mają wrócić autokarami.
Żalą się, że decyzja zapadła za ich plecami: “Prosimy Cię, nasz Arcypasterzu, o interwencję w tej sprawie, ponieważ obawiamy się, że przyzwolenie na taki stan rzeczy i coraz większe uzależnianie naszego wzbogacenia duchowego od względów materialno- finansowych może być w dłuższej perspektywie czasu początkiem końca istnienia Bełchatowskiej Pielgrzymki Pieszej na Jasną Górę (…)” – tak m.in. piszą wierni do arcybiskupa.
Czytamy też: „Wielu ludzi z dużym wyprzedzeniem wypisuje wnioski urlopowe, aby cieszyć się tymi rekolekcjami w drodze – naszymi rekolekcjami, bo przecież wspólnotę pielgrzymkową tworzymy my, wierni. Jest nam bardzo przykro, że wszelkie decyzje zostały podjęte za naszymi plecami i że zostaliśmy postawieni przed faktem dokonanym. Nikt na żadne spotkanie nas nie zaprosił, jakbyśmy się w ogóle nie liczyli i nie mieli nic do powiedzenia w tej ważnej dla nas sprawie, a przecież poza uczestnikami pielgrzymki ogrom ludzi tworzy ją od strony organizacyjnej, np. nagłaśniamy pielgrzymkę w internecie, prowadzimy zapisy, ciężko pracują służby porządkowe, transportowe, medyczne, muzyczne itd. (…) Dowiedzieliśmy się, że problemem są pieniądze… To bardzo przykre, że naszą wiarę i chęć uczestnictwa w powrocie pieszym naszej pielgrzymki przelicza się na złotówki, a nikt nie myśli o naszym duchowym pragnieniu, aby podjąć jeszcze większy trud pątniczy i w ramach dziękczynienia za doznane przed Cudownym Wizerunkiem Królowej Polski łaski wracać pieszo do naszych domów i rodzin”.
Petycja jest dostępna w sieci, na stronie inicjatyw obywatelskich. Apel podpisało już prawie 300 osób. TUTAJ można przeczytać całość i przyłączyć się.
Arcybiskup nie nakazał powrotu autokarem
Dlaczego o tym piszemy? Ponieważ pabianickich pielgrzymów ks. dziekan Ryszard Stanek też postawił przed faktem dokonanym. 17 czerwca napisaliśmy, że po raz pierwszy w historii pabianiccy pątnicy nie wrócą z Jasnej Góry pieszo – CZYTAJ TUTAJ
O zmianach poinformowano na specjalnym zebraniu dla pielgrzymów. Nie wszyscy byli zachwyceni. Zmiany argumentowano m.in. zbyt męczącą trasą, planami urlopowymi księży czy logistycznymi komplikacjami.
Na zmiany wpłynąć miał też abp Grzegorz Ryś. Jak dowiadujemy się w źródłach bliskich kurii, nie był to jednak formalny nakaz, ale niezobowiązująca sugestia dotycząca przemyślenia długości trasy.
Organizatorem pabianickiej pielgrzymki jest parafia św. Maksymiliana, której proboszczem jest wspomniany ks. Stanek.
Reformy chciano wprowadzić już rok temu, ale ze względu na opór osób chodzących na pielgrzymkę zaniechano ich. W tym roku podjęto je bez konsultacji, decyzją kierownictwa.
Forma nie podoba się części pielgrzymów, których postawiono przed faktem dokonanym. Z jednej strony wprowadzenie zmian ma zachęcić nowe osoby do wybrania się na trasę i ułatwić pielgrzymi trud, z drugiej jednak ignoruje dotychczasową tradycję.
Czy pabianiccy pielgrzymi napiszą do kurii jak pątnicy z Bełchatowa?
i tak sie rozwala kościół od srodka
Ciśnie się na klawiatiurę cytat “złoto i dolary”
Łaska wiary jest dla wybranych. Jednkaże patrząc bez emocji i bez pryzmatu “co wypada mówić o wspólnocie z którą się utożsamiamy”, widać niestety wymieniony cytat. Wielu żyjących pod dyktando “co wypada” odbierze to jako atak, lecz czy osoby “dotknięte” tym stwierdzeniem nie czują gdzieś w głębi, że godzą się na swego rodzaju wyzysk, bo działają w imię czegoś wyższego a ludzkie ułomności były i będą?
Znamienne że kościelni organizatorzy zastrzegają sobie monopol na decydowanie w takich sprawach nie licząc się z kilkuset osobowymi grupami, które tę wspólnotę tworzą. Przez tyle lat dobrze to funkcjonowało – kto chciał to wracał pieszo, kto nie mógł wyjeżdżał. Nikomu to nie przeszkadzało oprócz kapłanów jak się okazuje, dla których pielgrzymka to przykry obowiązek i ważniejsze są ich plany urlopowe i od kilku lat wymyślają wymówki. Tak właśnie upada kościół, bynajmniej nie przez brak wiernych, a pychę i egoizm kapłanów