Mieszkańcy podzieleni w sprawie wspinających się mruczków. Jak pomagać zwierzakom w sytuacji zagrożenia?
W sobotę miłośników zwierząt na równe nogi postawił post zamieszczony na profilu „Spotted: Pabianice” (pisownia oryginalna): “Na wileńskiej 49 na drzewie siedzi kot zamarznięty. Czy ktoś może interweniować. Niby straż Ale czy do kota przyjadą”.
Z dyskusji pod wpisem wynika, że: „Ani straż pożarna ani straż miejska nie pofatygowała się. Ciężko patrzeć jak zwierzę sie męczy kolejną godzinę. Życzę w tym roku więcej empatii. Kot uratowany”.
Część spotterów współczuła zwierzęciu, inni zaczęli dowcipkować.
Pabianiczanka, która skontaktowała się z naszą redakcją poinformowała, że narzeczony jej koleżanki wszedł na drzewo, by zdjąć zmarzniętego i wystraszonego kota. Jednocześnie zwróciła uwagę na to, że mężczyźni zidentyfikowani przez nią jako strażacy zamieścili komentarze, które mogą świadczyć o braku empatii.
Kobieta była mocno zbulwersowana, bo panowie rzucali np. takie uwagi: “Metr po lewej ma dach”, ” Po czym wnosisz, że się męczy? Wiesz po co tam wszedł w ogóle?”, a także “A czy ktoś widział szkielet na drzewie, (nie). Sam zejdzie”.
Ten ostatni komentarz został wykasowany po wrzuceniu przez inną internautkę znalezionego linku z makabrycznym widokiem. Na zdjęciu można zobaczyć resztki kota:
Wiele osób było zbulwersowanych wymienionymi i innymi komentarzami: “Czytam te wszystkie komentarze i jestem po prostu w szoku, jak wielu z Was nie ma w sobie empatii, a przy tym wstydu, żeby pisać takie bzdury. Zazwyczaj koty schodzą same, ale zdarzają się wypadki, w których potrzebują pomocy. Czasy się zmieniają i to nie okres, w którym na los zwierząt patrzy się obojętnie. Jeśli można pomoc, to się pomaga. Tyle”.
Postanowiliśmy skontaktować się z naszymi strażakami i strażnikami w sprawie postępowania z kotami, które uciekną na drzewo.
– Takie zgłoszenia przekierowujemy do strażaków. Możemy interweniować, jeśli kot nie siedzi zbyt wysoko, ponieważ mamy tylko krótką drabinę – mówi Tomasz Makrocki, komendant Straży Miejskiej w Pabianicach.
Kiedy pabianiczanie zadzwonią na dyżurkę Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Pabianicach, usłyszą, że siedzący na drzewie kot jest zjawiskiem naturalnym. Szymon Giza, rzecznik naszej straży apeluje o zachowanie zdrowego rozsądku, gdyż strażacy muszą być w gotowości przede wszystkim, kiedy zagrożone zdrowie jest zdrowie i życie ludzkie.
– Interweniujemy jedynie w sytuacjach wyjątkowych. Na przykład, kiedy zwierzę jest młode (nie ma jeszcze wykształconego dobrze instynktu samozachowawczego), wygłodzone czy jest bardzo zimno – mówi Szymon Giza. I dodaje: – Zbiegowisko pod drzewem, stawianie miseczek, dodatkowo mogą wystraszyć kota, najlepiej mu nie przeszkadzać. W zdecydowanej większości przypadków sam sobie poradzi.
Na stronie koty.pl można znaleźć takie porady:
Czego nie robić:
• Nie należy przycinać pazurów kotom wychodzącym – służą im do obrony, a także ułatwiają zejście z wysokości. Przynajmniej przy tylnych łapach pazury powinny pozostać nienaruszone!
• Nie jest prawdą, że kot z przyciętymi pazurami nie będzie się wspinał. Będzie mu za to trudniej, szczególnie zejść. Może mieć też problemy z utrzymaniem się na konarach, co stwarza większe zagrożenie upadku z wysokości.
• Nie wolno straszyć kota, która siedzi na drzewie.
• Nie próbuj pryskać go wodą.
Jak postępować:
• Zadbać o spokój i ciszę.
• Poprosić właścicieli psów o to, by oddalili się od drzewa, na którym utknął kot i wyjątkowo zmienili miejsce spacerów.
• Poprosić gapiów, by odeszli spod drzewa i oddalili się do swoich spraw.
• Namawiać kota łagodnym głosem do zejścia. Pokazywać mu najprostszą drogę, wabić przysmakami.
• Dobrze jest podstawić drabinę lub długą deskę – po ukośnej powierzchni łatwiej będzie zwierzęciu zejść.
(Fot. FB/Spotted Pabianice; FB/Sylwia Pawlicka)