OPINIE

Magiczna zbiórka marzeń

Rysuje od dziecka. Mówi, że szkicowanie to nieodłączna część jego życia, która rozwija się wraz z nim. Pabianiczanin Marcin Leśniewicz chce zabrać czytelników swojego komiksu do magicznej krainy.

O Marcinie po raz pierwszy pisaliśmy w styczniu tego roku (TUTAJ). Pokazaliśmy wtedy jego prace, które przedstawiły nasze miasto jako krainę fantasy – np. ork w bramie przy ul. Zamkowej 37 czy syrenka na basenie przy „Grota”. Kolejnym dziełem był smok oplatający SDH Trzy Korony.

Niedawno rzucił pracę by robić to, co kocha – rysować. Zrobił 120-stronicowy komiks, teraz zbiera pieniądze na jego wydanie. Potrzeba 18 tysięcy złotych, wczoraj ruszyła zbiórka – TUTAJ. Przeczytajcie wywiad z uzdolnionym pabianiczaninem i wesprzyjcie go w walce o marzenia.

Na początku były obrazy, na których Pabianice pokazywane są w innym, mistycznym klimacie.

– Idąc do pracy nudziłem się i po drodze wyobrażałem sobie, że na przykład na dachu zamku gra mój ulubiony zespół. Jak rysownik coś sobie wyobrazi, staje się to takim bodźcem, że wygląda jak wspomnienie w mózgu. Wydaje się, że to naprawdę istnieje, choć tego nie widać.

Czasami rozmyślam, co magicznego w danym miejscu Pabianic mogłoby się wydarzyć – i stąd pomysł na te obrazki, czyli syrena w basenie, ork wychodzący z bramy, magowie przy torowiskach. To były rzeczy, które umilały mi wyjście do pracy.

Obrazki nie wystarczyły. Teraz nadszedł czas na o wiele większy projekt – jak wyglądała praca nad 120-stronicowym komiksem?

– Na początku próbowałem łączyć pracę z rysowaniem, ale po krótkim czasie stwierdziłem, że moje zdrowie na tym cierpi. Zmieniłem posadę na nieco lżejszą, lecz i to nie pomogło. Postanowiłem, że to jest dobry moment, by się zwolnić i zacząć rysować na pełen etat.

Przez 7 miesięcy tworzyłem opowieść, wykreowałem postacie, zrobiłem do nich opis, zaprojektowałem ubrania, wymyśliłem, że nazwy miast będą nosiły nazwy roślin – na przykład pierwsze miasto Ligust nosi nazwę krzewu. Pomyślałem, że dobrze by było, aby historia nawiązywała do polskich korzeni i tradycji.

Czyli historia opowiada o średniowieczu. Z jakimi postaciami się zetkniemy?

– Tak. Nie wymyślałem imion, tylko nadawałem postaciom te polskie tradycyjne, np. Zbigniew. Z kolei nie chciałem, żeby komiks napisany był językiem średniowiecznym – „azaliż”, „wżdy” – to do mnie nie przemawia, dlatego że jest męczące przy czytaniu. Moim zdaniem przy wartkiej akcji bardziej zrozumiały będzie język współczesny.

Świat Ogrodu Antymagii jest światem, gdzie magia została zalegalizowana. Mieszczą się tam uniwersytety, które zrzeszają jej adeptów. Jest król, są magiczne przedmioty, istoty, miejsca, a przede wszystkim główny bohater – mag Banita.

Jaką techniką rysowany jest komiks?

– Techniką cyfrową. Całość zrealizowana jest w Photoshopie, a tablet graficzny zastępuje mi komputerową „myszkę”. To jest rysowanie od podstaw, tak jak robiłem zwyczajne rysunki. Najpierw szkicowanie, dodawanie kolorów, nakładanie tekstów, modelowanie dymków. Do tego zaprojektowałem specjalny opis, który ma formę rozwijanego pergaminu i jest też ramka, która okala każdą stronę. Wszystko powstaje dość długo. Trzy godziny zajmuje narysowanie poszczególnej ramki. Starałem się rysować 8-11 godzin dziennie. Nie przekraczałem tej górnej granicy, gdyż na drugi dzień moje oczy nie dawały już rady.

Komiks jest skończony, ale pojawiły się schody, bo wydanie go jest kosztowne.

– Potrzebuję 18 tysięcy złotych, by spełnić swoje marzenie. W urzędzie pracy odrzucono mój wniosek o dofinansowanie, ale ja się nie poddaję. Przez moje wydawnictwo dowiedziałem się o portalu crowdfundingowym „Polak potrafi”. Wierzę, że zbiorę potrzebne pieniądze.

Żeby zwiększyć szanse staram się o patronat prezydenta, starostwa. To pomoże uwiarygodnić projekt, że nie jest to chwilowa zabawa, tylko zmiana całego życia i spełnienie marzeń.

Z jakim czasem trzeba wygrać?

– Na portalu zasugerowano mi, abym ustawił zbiórkę na 45 dni. To mało czasu, ale powinien zmobilizować darczyńców do wsparcia.

– Skąd odważna decyzja, by rzucić wszystko i spełniać marzenia?

– Wiedziałem, że nigdy nie przestanę rysować, nie zrezygnuję z tego. Przy jej podjęciu znaczenie miał także wiek moich dzieci – już trochę podrosły i zaczęły mieć swoje sprawy, a ja w tym czasie mogłem zająć się moją pasją. Wielu ludzi nazywało to szaleństwem, że człowiek mający dwoje dzieci, kredyt, po prostu zwalnia się z pracy. Z drugiej strony nie nazwałbym tak tego.

Znam różnicę pomiędzy szaleństwem, a odwagą. Nie rzuciłem wszystkiego, nie wyjechałem z kraju, nie zacząłem czegoś zupełnie nowego, tylko jestem na miejscu i zawsze mogę powiedzieć „dość”. Mam prawie 40 lat i nie wiem co będzie za kolejne kilka wiosen – co ze zdrowiem, wzrokiem. Dlatego postanowiłem, że to dobry czas na to walkę o marzenie.

rozmawiała Natalia Wolniewicz

TUTAJ znajdziecie twórczość Marcina.