KRUCHTA OPINIE

(Nie)daleko od szosy: 12 godzin po obejrzeniu “Tylko nie mów nikomu”

Wczoraj na kanale YouTube Tomasza Sekielskiego został opublikowany jego dokument na temat pedofilii oraz jej tuszowania w Kościele Katolickim. Wyświetliło go już ponad 3 mln internautów. – Skreślam kilka słów jakieś 12 godzin po obejrzeniu filmu, przegadaniu i przespaniu się z treścią – napisał na FB współpracownik naszej redakcji, historyk Sebastian Adamkiewicz. Zapraszamy do lektury jego spostrzeżeń oraz dyskusji.

To zręczny reportaż, mający swoją dynamikę, spójność i przekonującą narrację. Jednocześnie nie jest pozbawiony grania na emocjach, często dość taniego i przesadnego. Można to wytłumaczyć formą filmu, ale czasem prowadzi to do scen absurdalnych. Taką np. jest, kiedy dwóch panów (ofiar pedofilii) próbuje się z marszu, z ulicy dostać do kardynała Dziwisza i tak sobie z nim pogadać. Chyba nawet w Krakowie to tak nie działa…

Abstrahując, to jednak dokument mocny, wiarygodny, prezentujący jaskrawe przykłady patologii jaka narosła wokół procederu wykorzystywania seksualnego przez kapłanów. To silny głos ofiar, które opisują nie tylko sam akt, ale także jego smutne konsekwencje. To wreszcie wstrząsająca konfrontacja z oprawcami, którzy prezentują całą gamę reakcji, tłumaczeń i wybiegów.

Źle by było gdyby odczytywać ten film wyłącznie z perspektywy wiwisekcji Kościoła. Jest on również (a może przede wszystkim) wielkim oskarżeniem wobec społeczeństwa, w którym ciągle problem przestępstw na tle seksualnym bywa bagatelizowany, ignorowany, wyśmiewany, umniejszany. Dla mnie najbardziej poruszające były fragmenty, w których mniej lub bardziej świadomymi sojusznikami oprawców stawali się rodzice molestowanych, którzy nie dowierzali swoim dzieciom, oskarżali o wymysły, przymuszali do dalszych (w ich oczach niewinnych) kontaktów z kapłanem (często za cenę atrakcyjnych paczek z Zachodu przysyłanych w latach 80.).

W filmie przykłady molestowania są pojedyncze, wydają się być wierzchołkiem góry lodowej pod którą jest fałszywe rozumienie koleżeństwa, solidarności zawodowej, autorytetu, czy wiary. Są też punktem krańcowym innych nieetycznych zachowań jak wyzysk (ciekawy przykład księdza który 7-letnie dziewczynki zmuszał do sprzątania swojej plebanii), nadużywanie władzy, rozkoszowanie się władzą, budowanie wokół siebie mitu.

To rozprawa o uniwersalnych mechanizmach psychomanipulacji i uzależniania, które – jak zauważa w filmie były jezuita Stanisław Obirek – mogą dotknąć każdą grupę.

Jednak nie zapomnijmy, że jest to film o Kościele, choć podkreślający społeczny kontekst wydarzeń. Na pytanie, czemu tak się działo (dzieje), jak się działo (dzieje), odpowiedź wydaje mi się prosta. Z filmu wydobywa się obraz Kościoła szczelnie zamkniętego, ukrytego w obawie przed światem. Kapłani naskakujący na Sekielskiego, KEP zakładający z góry nierzetelność filmu, brak zaufania do organów państwa, do opinii publicznej, mechaniczna, odrażająca, pozbawiona empatii procedura przesłuchań poprzedzona szokującą w treści przysięgą, przywodzi na myśl zamkniętą twierdzę, która boi się rzeczywistości, zamyka w skorupie licząc na przetrwanie. Tak jakby Kościół wyrósł na zamkniętych w Wieczerniku uczniach, którzy nosa nie wyściubili aż po dziś dzień

Nie powinno nam też umykać, że w filmie pokazano również nieporadność instytucji, która nie potrafi egzekwować swoich nakazów i zakazów, która staje się ofiarą niesubordynacji tych, którzy ją tworzą.

To także film o tym, jak łatwo wymagać od innych radykalizmu, samemu wobec siebie znajdując wytłumaczenie i usprawiedliwienie i o tym, że dużo prościej o radykalizmie pisać niż go realizować.

Wreszcie to także film o naszej historii i jej niejednoznaczności. Negatywną postacią paradoksalnie staje się Lech Wałęsa, który pomimo dowodów na czyny pedofilskie jego najbliższych współpracowników zaklina rzeczywistość i nie przyjmuje jej do wiadomości. To lekcja o tym, że żadne patriotyczne zaangażowanie nie powoduje automatycznie, że człowiek jest nieskazitelny, że nawet największe dla Ojczyzny poświęcenie nie chroni przed zostaniem ostatnią świnią i jak łatwo narodowym frazesem i banałem przysłonić każdą niegodziwość.

(Fot. screen/YT)

3 komentarze do “(Nie)daleko od szosy: 12 godzin po obejrzeniu “Tylko nie mów nikomu”

  1. żeby komuś coś udowodnić to trzeba złapać to za rękę. a nie po iluś latach coś się komuś przypomni że był molestowany! dziwne że w innych kościołach nie ma pedofilii np anglikański czy w prawosławie?! tylko katolicy. chcesz zniszczyć naród zacznij od kościoła!

    1. Przecież księża występujący w tym filmie przyznali się do molestowania dzieci.
      Dla wielu księży stan kapłański jest ucieczką od własnych lęków i pokus takich jak np. pedofilia. I wielu z nich ta ucieczka się nie udała na nieszczęście ich ofiar.

Comments are closed.