Miesięcznik „PabiaNICE” walczy o transmitowanie sesji Rady Miejskiej online (regularnie piszemy o tym na naszej stronie internetowej oraz szeroko w bieżącym numerze). Pokazaliśmy przykłady z różnych części kraju wraz z podaniem kwot – zazwyczaj zamyka się to w kilku tysiącach złotych rocznie, ale niekoniecznie, bo np. Sejmik Województwa Łódzkiego nie ponosi żadnych kosztów z tytułu udostępniania sesji na żywo. Pracownik wydziału promocji wchodzi na YouTube i jednym kliknięciem odpala transmisję z kamer zamontowanych przy suficie. Rozumiem, że w naszym urzędzie nie ma osoby, która potrafiłaby włączyć komputer i stuknąć w klawisz.
Na początku października radni przegłosowali jakiś ochłap o systemie do głosowania – guziczek i mikrofon. Mikrofon z pewnością poprawi kulawą jakość obecnych nagrań audio, ale czy guziczek to milowy krok? Dzięki niemu będziemy wiedzieć, jakie stanowisko zajął radny w danym głosowaniu, ale to akurat dałoby się załatwić tzw. głosowaniem imiennym i zapisem w protokole – bezkosztowo (rozumiem, że wyczytywanie nazwisk za każdym razem może być nużące, ale przewodniczący i wice pobierają większe diety m.in. ze względu na takie obowiązki). Radni, przyznajcie szczerze, dlaczego nie chcecie transmisji online – czy to dlatego, że część z Was jest po prostu cholernie szpetna i legitymuje się „radiową urodą”?
Nadawanie sesji online to istotny element transparentności władzy oraz sposób, by pabianiczanie sami mogli wyciągać wnioski z działań i zachowania radnych. Nagle okazałoby się, że ich wybraniec przez całe obrady siedzi jak kołek i gra na telefonie, a sąsiadom opowiada, że jak lew walczy o równy chodnik pod blokiem i utwardzenie parkingu. Moi drodzy, w tej wesołej gromadce jest przynajmniej kilkoro delikwentów, którzy od początku kadencji odezwali się dwa razy (w tym raz przez pomyłkę).
Transmisji w sieci boją się radni-lenie i ci pluskający się w intelektualnym brodziku. Niestety, w naszej Radzie Miejskiej to znakomita większość.