Kiedy około roku temu pisałem tekst o metropoliach, przestrzegałem, że blokowanie gotowej ustawy przez obecny rząd bardzo odbije się na naszym mieście. Po roku ta złowieszcza zapowiedź się sprawdza. Parafrazując klasykę polskiej komedii, do Łodzi będziemy niebawem sunąć… „gołym zadkiem po nieheblowanej desce”.
PRZECZYTAJ TEKST “SNY O METROPOLII”
Problem tramwaju i połączeń komunikacyjnych z Łodzią ciągnie się w Pabianicach od lat. Doskonale pamiętam wybory samorządowe w 2006 roku, kiedy ta kwestia była sygnalizowana kandydatom na prezydentów. Jeden z nich stwierdził wówczas, że tramwaj nie jest potrzebny, bo przecież prawie każdy student ma już samochód i może zabierać kolegów.
Od tego czasu losy komunikacji były różne – połączenie tramwajowe było likwidowane, prezydent Dychto urządził quasi-referendum, w którym mieszkańcy opowiedzieli się za dalszym istnieniem „szynobusów”, kilkakrotnie zapowiadano budowę szybkich połączeń, aby następnie się z nich wycofywać.
Niewykorzystany potencjał
Tymczasem sytuacja połączeń Pabianic z Łodzią z roku na rok jest coraz gorsza. Z powodu remontu trasy W-Z i Dworca Fabrycznego liczbę kursów znacznie ograniczył PKS. Właścicielom busów nie pozwolono wjeżdżać do ścisłego centrum, a tramwaj stał się doskonałą alternatywą – choć zimą coraz częściej zawodzi, a infrastruktura techniczna jest w skrajnym rozkładzie.
Szansą na zmianę tej sytuacji była przyjęta jeszcze w poprzedniej kadencji ustawa metropolitalna. Metropolie mogłyby z części swoich dochodów finansować poprawę infrastruktury, a także wspólnie starać się o dotacje zewnętrzne. Obecna sytuacja takich szans nie daje. I tak region rozsypuje się, stanowiąc konglomerat udzielnych miast, miasteczek i wsi, poprzez braki w komunikacji publicznej niewykorzystujący swojego potencjału.
„Reanimowanie trupa”
Najgorsze w całej dyskusji o przyszłości komunikacji jest jednak to, że nastawiona jest nie tyle na rozwój, co na przetrwanie. Remont trakcji tramwajowej jest niezbędny, ale cóż po nim, jeśli nadal poza jej zasięgiem będzie całe potężne osiedle, a potrzeby innego będą zaspokojone aż w nadmiarze? Bugaj niebawem może być pozbawiony nie tylko nadziei na rozbudowę trakcji, ale także narażony na dalsze ograniczanie komunikacji autobusowej.
Oczywiście nie ma mowy o całkowitej rezygnacji z transportu zbiorowego. Byłby to zresztą akt zbrodniczy, biorąc pod uwagę problemy ze smogiem, który częściowo wynika z degradacji publicznych usług transportowych. Komunikacja istnieć musi, ba, wręcz powinna odgrywać coraz większe znaczenie.
Wynika to nie tylko z wyporności polskich miast, ale także przyczyn społecznych. Podróżujący do pracy własnym samochodem wydają coraz większą część swojej pensji na dojazdy. Tysiące złotych, które mogłyby być wydane na lokalnym rynku wyrzucane jest w błoto… tzn. paliwo.
Co dalej?
Prezydent przedstawia dwie alternatywy – z jednej strony projekt remontu trakcji złożony wspólnie z Ksawerowem, z drugiej stworzenie komunikacji autobusowej. W drugim przypadku mam wątpliwości, czy powstanie takowej jest realne i czy możemy liczyć na coś więcej, niż na dopuszczenie autobusów na rogatki Łodzi (czyli przystanki pod Portem Łódź). Obecne problemy „busiarzy” czy PKS-u nie biorą się znikąd. Łódź boryka się z ogromnymi problemami z punktualnością własnej komunikacji i niechętnie tworzy nowe trasy.
Szansą na rozwój komunikacji z Łodzią jest tunel średnicowy łączący Łódź-Fabryczną z Łodzią-Kaliską. Położenie planowanych przystanków łódzkiego metra jest niezwykle dogodne i powinno satysfakcjonować pabianiczan. Tyle, że dla większości z nich dworzec PKP położony jest zbyt daleko, a dojazd z Bugaju trwa za długo. Trzeba się także liczyć z opóźnieniami w realizacji inwestycji – planowany rok 2021 może nie zostać dotrzymany. Tymczasem rozwiązania dotyczące komunikacji potrzebne są już teraz.