Wszystko wskazuje na to, że nie w Ksawerowie, gdzie mieszkał, a w naszym mieście, będzie ul. generała Aleksandra Arkuszyńskiego, pseudonim „Maj”.
Niedawno pisaliśmy o tym, że ksawerowscy radni zdecydowaną większością głosów opowiedzieli się za ul. Pocztową w miejsce dekomunizowanej ul. Nowotki. Generałowi nie udało się zostać patronem ulicy.
Jego kandydaturę poparli także przedstawiciele różnych środowisk naszego miasta: prezydent Grzegorz Mackiewicz, przewodniczący Rady Miejskiej Andrzej Żeligowski, senator Maciej Łuczak, Jan Berner – prezes koła Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, Towarzystwo Przyjaciół Pabianic i lokalny oddział PTTK, pabianicka „Solidarność”.
Zmarły rok temu (1 kwietnia) Aleksander Arkuszyński jest Honorowym Obywatelem Pabianic. Oddział „Maja” przeprowadził 11 czerwca 1945 roku bezkrwawą akcję uwolnienia żołnierzy AK z siedziby Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Pabianicach.
– Sposób potraktowania generała przez radnych w Ksawerowie jest skandaliczny. Żeby jeszcze z innym bohaterem przegrał… Ale z pocztą?! – oburza się Krzysztof Górny, przewodniczący „Solidarności” Podregion Pabianice. I dodaje: – Jakiś czas temu z inicjatywą nadania imienia Aleksandra Arkuszyńskiego wystąpili radni Krzysztof Hile i Krzysztof Rąkowski. Dobrze by było do tego pomysłu wrócić.
Najbardziej kontrowersyjni patroni ulic to Salomon Jaszuński i Stanisław Kunicki. Choć nie mieszczą się w czasie wyznaczonym w ustawie dekomunizacyjnej, to działali na podbudowie ideologii marksistowskiej. Przypomnijmy, że szansę na ulicę w Pabianicach ma również Henryk Debich – pisaliśmy o tym tutaj.
Przeczytajcie tekst o gen. Aleksandrze Arkuszyńskim „Maju”, który ukazał się na łamach „PabiaNICE”.
Generał Aleksander Arkuszyński „Maj” odszedł na wieczną wartę
W wieku 98 lat zmarł ostatni z członków Ruchu Oporu Armii Krajowej. Niespotykany talent strategiczny i taktyczny, nadzwyczajny dowódca cieszący się ogromną estymą, człowiek wielkiej wiary i pokory.
Aleksander Arkuszyński urodził się 27 lutego 1918 roku w niezamożnej rodzinie, w małej miejscowości Dąbrowa nad Czarną (niedaleko Opoczna). W pobliskim Piotrkowie ukończył gimnazjum. Względy finansowe pogrzebały marzenia o studiach, dla których alternatywą stało się seminarium duchowne… albo wojsko.
Po ukończeniu szkoły oficerskiej trafił do jednostki w Skierniewicach, gdzie zastał go wybuch II wojny światowej. Wobec postępującej agresji hitlerowców, pułk Arkuszyńskiego zaczął wycofywać się w kierunku Warszawy, by tam przygotować wzmocnioną obronę. Jednakże, decyzją dowództwa, wraz z innymi żołnierzami został odesłany do Lublina. Na południe od stolicy, pułk został niemalże całkowicie rozbity, a Arkuszyński trafił do niewoli.
Męstwo i ofiarność
Po ucieczce w rodzinne strony, nawiązał kontakt ze Związkiem Walki Zbrojnej (stanowiącym zręby organizacyjne późniejszej Armii Krajowej). Jak sam wspominał: „Wielkim wydarzeniem w moim życiu było złożenie przysięgi do organizacji podziemnej (…) Było to w drugi dzień Świąt Bożego Narodzenia 1939 r. (…) Od tej pory rozpoczęła się moja konspiracyjna działalność pod pseudonimem »Maj«”.
Początkowo dowodził organizacją podziemną w Radonii, małej wsi pomiędzy Sulejowem a Opocznem. Jednakże w miarę krzepnięcia struktur polskiego podziemia, „Maj” zdołał sformować grupę partyzantów, którzy następnie weszli w skład oddziału partyzanckiego AK o kryptonimie „Wicher”. Sam zaś został zastępcą dowódcy oddziału w stopniu podporucznika. Następnie objął dowództwo nad nowym oddziałem partyzanckim o kryptonimie „Grom”, który w połowie 1944 wszedł w skład 25. Pułku Piechoty AK.
Żołnierze „Maja” największym męstwem i ofiarnością wykazali się w bitwach pod Diablą Górą i Stefanowem. Dalsze losy Arkuszyńskiego związane już są z działalnością w Ruchu Oporu Armii Krajowej. Po ujawnieniu w połowie 1945 r. osiadł w Łodzi, ustatkował się i rozpoczął studia (które ukończył z niemałymi przeszkodami w kilka lat później). Jednakże do 1989 roku nosił znamię wroga ludowej władzy, przez co był wielokrotnie szykanowany.
„Nie zrobiłem nic wielkiego…”
Był człowiekiem prawdziwie skromnym. Nie lubił opowiadać o swoich zasługach. Przy tym zawsze bardzo chętnie spotykał się z młodzieżą. Kiedy w marcu 2008 został zaproszony na spotkanie pabianickiego Klubu Historycznego im. S. Roweckiego „Grota”, aby opowiedzieć o akcji odbicia więźniów z pabianickiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, swoją wypowiedź zakończył jednym zdaniem: „Ja nie zrobiłem nic wielkiego. Tylko stanąłem z pistoletem”.
Gdyby nie historycy, którzy nakreślili przebieg całej akcji, spotkanie zakończyłoby się na tym jednym zdaniu. Zgromadzeni wówczas maturzyści znacząco potrząsali głowami – nie pamięta. Tymczasem On, najzwyczajniej, nie widział nic szczególnego w roli, jaką odegrał w całej akcji.
Konsekwencją wspomnianego spotkania był pomysł nadania gen. A. Arkuszyńskiemu „Majowi” tytułu Honorowego Obywatela Miasta Pabianic. Udało się to za sprawą Sławomira Szczesia (Katedra Historii Polski i Świata po 1945 r. UŁ), ówczesnego przewodniczącego Klubu. Zebrani w trakcie uroczystości, oczekiwali od generała okolicznościowego przemówienia, ale on ze łzami w oczach krzyknął tylko: „Niech żyje Polska”.
Wiara fundamentem
Sprawy Ojczyzny zawsze były bliskie jego sercu. Żywo interesował się bieżącą sytuacją polityczno-społeczną. Nie bał się wygłaszać zdecydowanych sądów na temat posunięć włodarzy, zarówno tych na szczeblu państwowym, jak i samorządowym. Patrząc na gen. Arkuszyńskiego „Maja”, odnosiło się wrażenie, że był on uosobieniem dewizy Wojska Polskiego – Bóg, Honor, Ojczyzna.
To właśnie w Bogu pokładał wszelką ufność, nie wstydząc się mówić o tym głośno. Wiara była fundamentem i jednocześnie motorem jego działania. Do końca konsekwentnie kroczył jej torem. Odszedł po piątkowej wizycie duszpasterza i przyjęciu komunii świętej, w oktawie Świąt Wielkiej Nocy.
Generała pożegnaliśmy 8 kwietnia na cmentarzu katolickim św. Wincentego na Dołach w Łodzi. W ostatniej drodze towarzyszyli Mu przyjaciele, kombatanci, żołnierze, władze państwowe, wojewódzkie i samorządowe, przedstawiciele świata nauki i instytucji kultury, duchowni oraz młodzież. Uroczystość, którą uświetniała asysta wojskowa, przebiegała według pełnego ceremoniału wojskowego. Cześć Twojej Pamięci Generale!
Przemysław Stępień
O autorze – historyk, zajmuje się dziejami PRL. Napisał książkę „Pomoc duchowieństwa łódzkiego dla represjonowanych i ich rodzin w okresie stanu wojennego (1981-1983)”. Współzałożyciel Klubu Historycznego im. gen. Stefana Roweckiego „Grota”.
Radni Ksawerowa = dno
No to nasi radni Pabianic to orły Ewerestu !!!!!!!! Nie znasz ludzi to nie pisz bzdur.Staram się w swoich opiniach być obiektywny.Bogu co boskie cesarzowi ……….Obserwuje na internecie relacje ze zmiany ulic.A co was obchodzi Ksawerów.My popatrzmy na siebie.Pretensje do radnych a do dziś nie ma ulicy wielkiego pabianiczanina Debicha, a co zostało z Kruschego? Na jednym z portali opisano Pindera jak 20 lat temu kogoś zdradził a dziś pracuje w Ksawerowie.Tam faktycznie różni ludzie pracują tylko tak obserwuję to raczej po lini partyjnej nie jest kumoterstwo.Tymczasem w naszych Pabianicach pinokio ściąga z Sieradza, Łęczycy kupuje radnych którzy nie mają za grosz honoru i sprzedają się za stołki to jak określić naszych radnych ???????????
Ehh… Typowe, że ludzie bez honoru lubią lansować się postaciami uktorych honor na pierwszym planie