„Dopalacze” to „narkotyki projektowane”.
Dziś z inicjatywy Powiatowej Stacji Sanitarnej przy współudziale KPP Pabianice odbyła się konferencja pod hasłem „Nowe narkotyki – zagrożenie dla zdrowia publicznego”. Policjanci, lekarze i zaproszeni goście rozmawiali o dopalaczach – ich dostępności, wpływu na zdrowie psychiczne i walce z nimi. W tematykę konferencji uczestników wprowadziła Małgorzata Sumińska – Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Pabianicach. Po projekcji podsumowała działania sanepidu i mówiła m.in. o karach nakładanych na handlarzy – udaje się egzekwować zaledwie 10%. Wciąż brakuje skutecznych mechanizmów prawnych.
Jak powiedział dr Jacek Rzepecki (toksykolog kliniczny z Oddziału Toksykologii Klinicznej Instytutu Medycyny Pracy w Łodzi), termin „dopalacze”, stosowany w Polsce, jest mylący – ale z drugiej strony zachęcający, bo wskazuje na możliwość psychostymulacji. Wg doktora bliższe prawdy jest określenie „narkotyki projektowane” lub „środki zastępcze”. Na slajdach pokazywał pomysłowość producentów, którzy sprzedają je jako towary kolekcjonerskie pod nazwą: „czeszący grzebień”, „amulet ochronny”, „talizman szczęścia”.
Z kolei młodsza aspirant Aleksandra Białkowska (profilaktyk społeczny w KPP Pabianice) zaprezentowała „skrytki”, gdzie młodzież najczęściej przechowuje narkotyki i inne substancje odurzające. To np. pusta bateria, śruba, breloczek. Wśród rekwizytów miała też młynki, służące do rozkruszania suszu – mogą one przybierać różne formy i z pozoru nie wzbudzać podejrzeń.
Ostatnim prelegentem był dr Jacek Koprowicz (Kierownik Pabianickiego Centrum Psychiatrycznego), który podzielił się swoimi doświadczeniami z pacjentami. Ostrzegał, że nigdy do końca nie wiadomo, z czego stworzony jest dany „dopalacz”. Mówił także o sklepie przy ul. Zielonej, który dla służb wciąż pozostaje twierdzą nie do zdobycia.
– Sam byłem świadkiem i widziałem, jak ludzie po prostu biegną do tego sklepu – opowiadał Koprowicz.
Konferencję podsumował insp. Cezary Petrus (komendant KPP Pabianice). Z przytoczonych danych wynika, że liczbę związków chemicznych o działaniu psychoaktywnym, które stosunkowo łatwo otrzymać, szacuje się na około 12 tysięcy. Liczba rejestracji takich substancji rośnie w zastraszającym tempie (2009 – 24, 2015 – 199). W Polsce corocznie ponad 7 tys. osób wymaga interwencji medycznych po przyjęciu „dopalaczy”, najwięcej w woj. śląskim, łódzkim i wielkopolskim.
Z tym się nigdy nie wygra. To tak jak z dostępem do broni. Po co mi pistolet? Mogę kogoś ubić kijem leżącym na ulicy.
Po co mi zatem narkotyk? Mogę się uwalić klejem z marketu.
Żadne regulacje prawne niczego nie darzą, bo “dopalacze” od wielu lat można kupić przez Sieć z zagranicznych portali. Z tym, że jedynie u nas, w Pabianicach, Poznaniu i Katowicach na taką skalę rozpleniły się sklepy stacjonarne,. A wiecie dlaczego akurat tutaj? Odpowiedzcie sobie sami.
Edukacja, edukacja i raz jeszcze edukacja. Tylko tym uświadomimy przynajmniej część młodzieży. Ale większość i tak zapewne spróbuje przynajmniej raz, bo co nie zakazane, a moralnie odcinane, to kuszące, któż z nas nie był młody…
Sadzić, palić, zalegalizować i opodatkować konopie indyjskie!
Właśnie dla tego dopalacze są tak łatwo dostępne żeby wymóc legalizacje innych środków jako niby mniej szkodliwe lub lecznicze. To jest jedna mafia i bardzo przemyślane postępowanie aby wpłynąć na opinie publiczna hasłami palić i legalizować.
Powiedzmy sobie szczerze, takie spotkania niczego nie wnoszą i niczego nie zmieniają. Są organizowane po to by pokazać zainteresowanie “władzy” ważnym dla społeczeństwa tematem. I w sumie na tym koniec.
Prawo jest niedoskonałe i zawsze będzie w tyle za pomysłowością ludzką i chęcią odurzenia się. Co to za różnica czy człowiek odurzy się alkoholem czy inną substancją? Żadna. W każdym przypadku jest “nietrzeźwy”.
Z alkoholem mamy do czynienia od zawsze w naszym życiu i kulturze. Wiemy jak go używać i jakie są skutki jego przyjmowania. Jesteśmy oswojeni z tym narkotykiem (tak, alkohol to też narkotyk bo zmienia postrzeganie świata, daje przyjemność, relaks, poprawia komunikację [do pewnej spożytej ilości] i każdy wie, że potrafi uzależnić)
Dopalacze pokazują tylko skalę chęci odurzenia się. Obrazuje to ludzką naturę, która chce się oderwać na chwile od rzeczywistości.
Ile osób wieczorem pije drinka, piwo, lampkę wina by odprężyć się po męczącym dniu? No właśnie, pewnie znasz wiele osób które tak robią. Skoro nie jesteśmy w stanie zmienić ludzkiej natury, to czas pogodzić się z tym i przestać walczyć z wiatrakami.
Wiele lat temu spadły ceny wódki, efekt? Ludzie woleli dać, dosłownie odrobinę więcej za sklepową wódkę niż za alkohol niewiadomego pochodzenia na mecie. Brak problemów z wymiarem sprawiedliwości i większe poczucie bezpieczeństwa, że nie oślepnie się w trakcie spożywania. W ogóle ktoś zastanawia się czy sklepowa wódka mu zaszkodzi? Raczej nikt, bo ma zaufanie, że to co kupuje jest kontrolowane i bezpieczne.
Ludzie chcą się odurzać w zgodzie z prawem. Mało kto chciałby swój osobisty “relaks” przypłacić więzieniem. Dlatego dopóki nie zmieni się podejście ludzi do tak zwanych “miękkich” narkotyków, dopóki ludzie zamiast edukacji będą dostawać groźby od aparatu państwowego dopóty dopalacze będą mieć się dobrze.
Propozycja dla mundurowych w całym kraju. Dajcie ciche przyzwolenie na “miękkie narkotyki” odpuście sobie ściganie użytkowników. Jeśli ktoś przegnie z ich ilością, to przynajmniej zrobi to substancją którą znacie. Będziecie wiedzieć jak mu pomóc (dobrze wiecie jak pomóc pijakom w wytrzeźwieniu, nieprawdaż?). Teraz jest to loteria. Jeśli ludzie będą mieli poczucie, że nic im nie grozi za jointa to nie będą ryzykować palenia legalnego “wyczesanego pomocnika dziadzi magicznego amuletu” za którego policja nie może wsadzić za kraty.
Wiem, że narażam się na hejt, który po mnie spłynie. Prawda jest taka, że szczytnymi hasłami o ochronie ludzi przed zgubnym wpływem używek (legalnych i nielegalnych) nie zmienimy ludzkiej natury. Nie ochronimy ludzi przed nimi samymi, wymyślając coraz nowe przepisy. Ludzkość od zawsze była i będzie “na bani”. Żadne zakazy i prohibicja tego nie zmieniły i nie zmienią. Wolałbym by osoby które chcą się oderwać od rzeczywistości czymś innym niż alkohol, mogli to robić bezpiecznie i bez konsekwencji prawnych. Wolałbym by państwo kontrolowało rynek używek innych niż tytoń i alkohol. Zarabiając przy tym na podatkach.
“Moja wolność, to żaden Twój grzech”
Dlaczego ma Cię spotkać hejt za ten komentarz? jest bardzo przemyślany, rozsądny i przede wszystkim dajesz argumenty. Nie będę powtarzać tego co napisałeś, dodam tylko że dorastają młodsze pokolenia obecnie 30-35+, którzy już (w przeciwienstwie do ich rodziców) mieli stycznośc z miękkimi. Tacy ludzie nie sięgna po gówno jakim są dopalacze. Najbardziej szkoda młodych, którzy sa najbardziej narazeni, podatni i niestety….. coraz głupsi. raczej dlatego narażeni i podatni bo coraz glupsi…..
Ale jedna sprawa – ok, mowisz ze my dorosli pijemy drinka, piwko, winko po pracy, mozna wszystko w granicach rozsadku. ale jak wytlumaczysz “relaks” 14, 15, 16-latka? Czy on tez ma problemy górnolotnie mówiąc “doroslych” by siegac po uzywki? (juz nawet pomijajac ich gatunek i rodzaj)
Hejt za propozycję przymykania oka. Zdaję sobie sprawę, że dla większości jest to odczytywane “on chce by nasze dzieci były narkomanami! Taka nerwa mnie wzięła po przeczytaniu tego, że aż się napić muszę”
Nie możemy porównywać stresów dorosłych i nastolatków. (w ogóle powinniśmy powstrzymać się od porównywania spraw związanych z ludzkim życiem i wyborami jakie dokonują ludzie, bo każdy dźwiga inne brzemię)
Relaks dla nastolatków jest równie istotny jak dla dorosłych. Fakt, nie muszą się przejmować zarobieniem pieniędzy na utrzymanie rodziny czy sprawami “urzędowymi”. Mają za to stresy związane chociażby ze szkołą.
Zobrazujmy to odwracając sytuację. W niektórych firmach istnieje okresowa ocena pracownika, jeśli ocena będzie za niska człowiek straci pracę (tak jakby nie przeszedł do klasy wyżej) Ludzie w takich firmach pracują na komputerach po przyjściu do domu, by wyrobić się z zadaniami (praca domowa?) Niektóre stanowiska wymagają tworzenia prezentacji/symulacji itp by przedstawić to swojej “górze” (taka jakby klasówka, która też zostanie oceniona)
I tak serio, gdzie jest różnica w stresie miedzy nastolatkiem a dorosłym? No oczywiście, że jest. Pracodawca nie wezwie na dywanik naszych rodziców, by pożalić się na nasze marne osiągnięcia. W firmie nad nami jest od jednego do maksymalnie kilku naszych bezpośrednich zwierzchników, a w szkole ilu nauczycieli ma “władzę” nad uczniem pomijając dyrekcję?
Kolejna sprawa. Uczymy dzieci radzenia sobie ze stresem poprzez zabawę, sport, rozwijanie zainteresowań. My dorośli za to w większości wolimy relaks instant i to pokazujemy naszym dzieciom. Taka smutna prawda, nie mamy siły po pracy, by ogarniać domowe sprawy i z chęcią ponieść kolejny wysiłek by się zrelaksować uprawiając sport. Prawdo daje nam możliwość spożywania używek i to robimy – bo możemy zrobić to legalnie w przeciwieństwie do nastolatków. Bo tak jest szybciej, łatwiej i pozwala nam to oczyścić się psychicznie przed kolejnym ciężkim dniem.
Przestańmy się też oszukiwać, że osoby poniżej 18 lat nie mają styczności z używkami, bez wiedzy rodziców. Zna ktoś kogoś, kto nigdy nie pił alkoholu lub palił tytoniu przed otrzymaniem dowodu osobistego? Jak dziecko wraca podpite wiemy, że nic złego mu się nie stanie. Wytrzeźwieje i na kacu dostanie tyle zadań do wykonania by poczuł jak ciężko się pracuje po zatruciu alkoholowym – polecam metodę, mój ojciec tak mnie w liceum do pionu doprowadził.
Ważne by wiedzieć jakie substancje jak działają i jakie są skutki ich przyjmowania. Od podstawówki wpajane jest, że legalne i znane używki są złe, przytaczając konkretne argumenty (marskość wątroby, rak, przemoc itd). Przy szeroko rozumianych “narkotykach” jest to raczej sprowadzone to zastraszenia dziecka, że jeśli wejdzie w posiadanie nielegalnej substancji to pójdzie do więzienia lub skończy jako bezdomny. Żadnych poważnych argumentów jak przy alkoholu i tytoniu.
Gdyby mówić dzieciom, że jak będą brały kokainę to ich uzależnienie spowoduje “eksplozję” mięśnia sercowego. Jak będą brały heroinę to będą cierpieć jak podczas najcięższej grypy z powodu głodu. Jak będą palić marihuanę w zbyt młodym wieku to będą miały problemy z wysławianiem się i koncentracją. Itd itd. Dzieci potrzebują konkretów, a nie mydlenia oczu. Wszystkie używki powinny być im przedstawione osobno, a nie wrzucone do jednego worka z napisem – “nie możesz bo to złe”. Trzeba wytłumaczyć dlaczego coś jest złe i dlaczego tatuś z mamusią mogą robić złe rzeczy a dziecko nie.
No i pozamiatałeś. Szacun