FAKTY

“Co oni ci zrobili, synku?!”. Śledztwo w sprawie śmierci 28-letniego Damiana

Po rehabilitacji w Pabianickim Centrum Medycznym miał samodzielnie chodzić. Skonał w męczarniach. Rodzina oskarża lekarzy i pielęgniarki.

Matka zalewa się łzami i wypowiada pełne goryczy i oskarżeń słowa. Trudno się temu dziwić, bo 28 lat to nie jest czas na umieranie ukochanego syna. Sprawą – pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci przez personel pabianickiego szpitala – zajęła się prokuratura.

Myślałam, że oddaliśmy Damiana pod opiekę profesjonalistów, ale pabianicki szpital okazał się umieralnią. Syn konał w potwornych męczarniach, skrajnie niedożywiony i wyczerpany. Kiedy niedługo przed śmiercią został przyjęty na intensywną terapię, lekarz z tego oddziału sam był w szoku obserwując jego straszny stan. Zmarnowali mi dziecko w Pabianicach – usłyszeliśmy od zrozpaczonej matki.

Siostra młodego mężczyzny podkreśla, że w Pabianicach zniweczono efekty poświęcenia i ciężkiej pracy austriackich specjalistów.

Ocalone życie

Do wiedeńskiej kliniki Damian trafił po upadku z szoferki busa na asfalt 23 lipca ubiegłego roku. Wcześniej brat zabrał go ze sobą, aby pomógł mu w pracy polegającej na transporcie towarów. Damian wypadł z auta na parkingu w Austrii. Doznał ataku padaczki, przyczyniły się do niego krwiaki uciskające na nerwy. Skutek upadku – wylew krwi do mózgu.

Lekarze z Austrii stanęli na wysokości zadania, dokonując cudu. Najpierw pacjent został wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej, potem krok po kroku go leczyli. Po paru miesiącach dostał wypis – w stanie ogólnym dobrym. Miał kontynuować leczenie na oddziale rehabilitacji neurologicznej wczesnej. Taki rodzina znalazła w Pabianicach. Pacjent trafił do naszego miasta tuż przed sylwestrem ub. roku.

– Cel był taki, żeby Damian zaczął samodzielnie chodzić i rzeczywiście zaczął to robić przy balkoniku, razem chodziliśmy nawet na posiłki do szpitalnego bufetu. Pan doktor wyraził się nawet, że syn na wiosnę będzie kopał ziemię pod ziemniaki – mówi matka.

Miało być wesele…

Pierwszy miesiąc faktycznie dawał spore nadzieje, a narzeczona cieszyła się, że wkrótce zatańczy na swoim weselu. Potem jednak zaczęły się problemy. Damian osłabł, stracił chęć do ćwiczeń. Okazało się, że pogorszyły się jego ogólne wyniki. Dlatego został skierowany na oddział wewnętrzny.

Odwiedziła go tam narzeczona: – Nie chciał jeść, mało pił, skarżył się na bóle brzucha. Powiedziałam o tym pani pielęgniarce, na co oparła, że nic mi na to nie poradzi. Choć stan narzeczonego był ciężki, już wtedy nikt nie reagował na jego bóle i zgłaszane sytuacje. Przez całą moją wizytę w ten dzień pielęgniarka przyszła do Damiana tylko raz, kiedy poprosiłam ją o zmianę kroplówki. Gdyby mnie nie było, pewnie Damian leżałby podpięty do pustej kroplówki, aż ktoś by sobie o nim przypomniał. On nawet nie był w stanie nacisnąć dzwonka, aby wezwać pomoc – podkreśla kobieta.

Z interny pacjent wrócił zadziwiająco szybko – po niespełna dwóch dniach, a lekarz prowadzący Damiana na oddziale rehabilitacji chciał wypisać go do domu. Mama chłopaka oniemiała, gdyż syn był w ciężkim stanie. Uparła się, aby go skonsultowano. Powiedziała do lekarza: “Proszę iść do mojego syna bo zwija się z bólu i jest spuchnięty”. Miała rację – syn trafił prosto na stół operacyjny. Powód? Ostre zapalenie wyrostka robaczkowego z zapaleniem otrzewnej.

…a był pogrzeb

To, co nastąpiło po operacji matka Damiana wspomina jak koszmar. Przed oczyma ma wciąż obraz wynędzniałego syna, którego stan pogarszał się z dnia na dzień. Dosłownie gasł w oczach. Kobieta mówi o niezmienianych pampersach, odparzeniach i odleżynach, o potwornych zaniedbaniach higienicznych, o pojemniku pod łóżkiem przypominającym nocnik. Według rodziny była w nim prawdopodobnie woda z płuc.

Kiedy innego dnia przyszła do szpitala, zobaczyła, że dren, który był wprowadzony do płuc wypadł, i cała wydzielina wypływała do łóżka. Jedna z pielęgniarek miała zwrócić się do bliskich pacjenta w ten sposób: “dobrze, że jesteście, to go umyjecie, bo my nie mamy czasu”.

– Po czym dała nam łaskawie miskę, a sama siadła na kanapie z kawą i oglądała telewizję – mówi siostra Damiana.

Co ma zapalenie wyrostka do układu oddechowego?

– Okazało się, że syn zachorował na zapalenie płuc. Kiedy wchodziłam na chirurgię, był w strasznym stanie. Cały się trząsł, na jego twarzy był wciąż grymas bólu, nie był w stanie samodzielnie jeść. Pielęgniarki na moje uwagi reagowały w niechętny, opryskliwy sposób. Kiedy na przykład poszłam do nich i informacją, że z otworu od rurki tracheotomijnej wydostał się brzydki kawałek śluzu i że się przestraszyłam, usłyszałam „A ugryzło to panią?” – opowiada mama. I dodaje: – Serce się krajało, patrząc na niego. “Co oni ci zrobili, synku?!” – powtarzałam.

Pacjent zmarł 19 marca, wkrótce po swoich 28. urodzinach.

W doniesieniu do prokuratury matka w skrócie przedstawiła, jak wyglądał pobyt Damiana w szpitalu. Wspomniała też o dokumentacji medycznej, w której stwierdzono, że syn był skrajnie niedożywiony i wyczerpany. Śledztwo zostało wszczęte 15 lipca.

– Przesłuchaliśmy na razie członków rodziny i znajomych,  kompletujemy dokumentację – mówi Monika Piłat, Prokurator Rejonowy w Pabianicach.

Tagi:

15 komentarzy do ““Co oni ci zrobili, synku?!”. Śledztwo w sprawie śmierci 28-letniego Damiana

  1. Wyrazy współczucia dla rodziny i narzeczonej… Z całym szacunkiem, ale dlaczego Syna nie przenieśli do innego szpitala, jeśli były już podejrzenia, że coś złego się dzieje? Dlaczego my, Polacy boimy się walczyć o swoje? Mamy przecież prawo do konsultacji z innym lekarzem, mamy prawo do przeniesienia pacjenta w inne miejsce, mamy prawo nagrywać i dokumentować pracę personelu medycznego. Mamy też prawo wglądu w dokumentację medyczną W TRAKCIE leczenia a nie tylko z wypisem. Mamy prawo do godnego leczenia.

  2. PCM tak tych ludzi wykańcza, leków nie dają, podłączą kroplówkę woda z glukozą, zastrzyk przeciwbólowy i nich kona. Brak higieny przy chorym. Nie zlecają badań pacjentowi, nawet morfologi nie wykonują. Doprowadzają do zapaleń płuc, do niewydolności oddechowo krążeniowej, do ostrych zakażeń, do odwodnienia, do posocznicy, do niewydolności nerek, do niedotlenienia, niedokrwienia itd. Lista chorób jest duża. Czekają, aż pacjent będzie na skrajnym wykończeniu potem do domu. A jak im się nie uda to liczą, że ludzie tacy głupi i nie zgłoszą tego faktu na prokuraturę. Telewizję zawiadomić koniecznie. Napiszcie zawiadomienie na Szpital do Ministerstwa Zdrowia.

    1. PCM to WYKANCZALNIA jeśli masz wypadek czy jesteś chory i wolasz pogotowie to tylko się modlić żeby można mówić i nie godzić się na szpital w Pabianicach. Osobiście miałem 2 przypadki w rodzinie jedna osobę wykończyli A droga zarazili gronkowcem złocistym. PCM powinno działać jako instytucja tylko i wyłącznie do przeprowadzania EUTANAZJI .

  3. Pani Gosiu FIKCJA, naoglądała się pani spotów reklamowych. Nic takiego nie ma miejsca. W PCM to trzeba wołać policję, jak się nie zajmują pacjentem, bo inaczej nikt nie zbada pacjenta. Dzisiaj to wiem. Kierownik oddziału o wszystkim decyduje i on jeśli nie zleci to żaden lekarz nie zbada.

  4. Niestety takie są polskie realia w państwowym leczeniu. Kiedyś koperta załatwiała wszystko, dziś personel bardziej boi się korupcji niż odpowiedzialności za niedbalstwo w swoim zawodzie. To nie pierwszy przypadek takiej sytuacji, trzeba albo siłą – postraszyć lub zgłaszać bezpośrednio na policję. Ewidentnie cały personel, który miał kontakt powinien być stosownie ukarany. W tej chwili tylko młodzi lekarze i osoby pielęgnujące się chorymi mają na prawdę odpowiednie podejście do chorego. Liczę na pozytywne rozpatrzenie sprawy, nie może ujść im na sucho, żadne pieniądze nie oddadzą tego w jaki sposób cierpiał ten człowiek i jego rodzina. Sąd powinien wnieść o jak najwyższy wymiar kary.
    Z wyrazami szacunku i współczucia dla rodziny.

  5. Chciałem skomentowac pod nazwiskiem te straszna sytuację i napisac, że taki sposób traktowania zasługuje na surową kare i nie moze to im ujść na sucho, ale się rozmyslilem, bo PCM może przecież zapisywac nazwiska a potem sie mścić. bo tego złodzieja doniczki z surfinią straszyli, że moze być ich pacjentem. Pisaliscie o tym. Ja wolę nie ryzykowac. Moze cos mi się nagle stac i mnie tam zawiozą. Życie mi miłe.
    I pilnujcie sporawy wykończenia tego Damiana proszę o to.

    1. Przepraszam za moje słowa drodzy państwo moja mama uległa wypadkowi i jest całkowicie sparalizowana.. Od dwóch lat i w podobnym stanie zabrałam ją z szpitala.. Co dzień rano wstaje aby ją nakarmić przewinać umyć itd.. Kocham ją z całego serca i wiem że też by tak postapiła.. To że lekarze i personel medyczny dopuścił do takiego stanu to włosy na głowie siwieją.. Ale rodzina wpadła raz na jakiś czas zanim się z orietowali to było za puzno na co kolwiek.. Serce pęka.. Biedny szkoda narzeczonej.. Całe życie było przed nimi.. Każdy kawałek jego cierpienia ma w swoich dłoniach..

    2. Stan tego chłopaka nie pogorszył się z dnia na dzień na zdjęciach to wszystko widać.. Jeśli człowiek jest zostawiony sam sobie w szpitalu jest bez szans. Opiekuje się synkiem który też wymaga przewijania kamienia i całej reszty.. My z żoną co dzień od 18lat to robimy bo to jest nasze dziecko które kochamy.. To że lekarze i personel postąpił to jest jedno.. I trzeba to ukarać gdzie była rodzina że przez 3miesiace doszło do takiej tragedii.. Narzeczona była bez radna wystraszona i sama pewnie.. Bo nie mogła ratować ukochanego.. MATKA OJCIEC mogą wypisać dziecko ze szpitala i szukać ratunku dalej.. Można zrobić wszystko.. Od pierwszego sygnału do zgonu trochę czasu minęło.. Gdzie byliście jak artykuły wskazuję że to co było naj gorsze było na końcu.. Serce pęka.. Mi jako ojcu.. To się poprostu w głowie nie mieści…

      1. Kilka miesięcy wcześniej zmarł ojciec tego chłopaka, także matka przy kolejnej tragedii była w rozsypce.
        Jak przebywał w Austrii lekarze i personel stawali na głowie żeby go uratować! Matka nie mogła być również codziennie. Znam tą kobietę i wiem ze jest sama schorowana.
        Proszę mi wierzyć że stan jego był krytyczny.
        Lekarze wzywali rodzinę kilkakrotnie żeby się z nim pożegnać. Nikt nie spisał go tam na straty!
        A tutaj? Żaden szpital w Polsce nie chciał go przyjąć!matka tez nie mogła być codziennie bo jest spoza Pabianic. Narzeczona przyjeżdżała w każdej wolnej chwili i go pielęgnowała.
        Wszystkie środki do pielęgnacji również kazali zabierać bo woda z mydłem tylko ma być używana.
        Szpital powinien zapewnić człowiekowi opiekę na jaką każdy z nas zasługuje .
        Jak można doprowadzić do zarażenia gronkowcem?!

  6. Od stycznia do marca to 3miesiace.. Pierwszy miesiąc był obiecujący luty gorszy marzec krytyczny.. Same nasuwają się w nioski i odpowiedzi gdzie są wini tego dramatu.. Lekarze personel. Medyczny i rodzina.. Drodzy państwo. Tytuł artykułu powinien mieć nazwę Synku co my wszyscy ci zrobiliśmy.. A naj większą miłość pewnie wystraszona bezradna narzeczona mu okazała.. To serce pęka.. Nie do opisania..

  7. Kilka lat temu przez prawie 4 miesiące naoglądałem się jak pracują tam zwłaszcza pielęgniarki , tam z batem przy nich należałoby stać, masakra, robią co chcą, niejednokrotnie widziałem jak z korytarza tylko ręka, nie wchodząc do sali wyłączają dzwonek jak jakaś osoba zwłaszcza przykuta do łóżka wzywa o pomoc. Tam czas się zatrzymał lata temu, zwłaszcza te starsze pielęgniarki są takie cwane po prostu przez lata pracy wiedzą jak postępować aby mieć wszystko w d. Zresztą znam w okolicy jedną już na emeryturze, ale pracującą dalej dodatkowo, która po nockach jest tak aktywna w dzień jak wraca, co może świadczyć tylko jedno że prawie całe te nocki przesypia czyli płacą jej za spanie w trakcie pracy, dodatkowo przesiadują w tym swoim pokoju popijając kawkę. Jak nie wdrożą im jakiś procedur wydajności to tak będzie cały czas, tyle się naoglądałem jak efektownie pracują przez te 4 miesiące że wiem co mówię. Problem nie leży z powodu braku pielegniarek, lecz ich wydajności w pracy, Może na 12 godzin jak dwie solidnie przepracują to max. Lekarze jak lekarze sporo maja pracy przy komputerze, dodatkowo muszą przeprowadzać zabiegi, porozmawiać z rodzinami więc ich bym się nie czepiał, ale pielęgniarki to już szczyt chamstwa, złośliwości ect. Nawet jak zatrudnią młodą to szybko nauczy się od tych staruch niemiłych i będzie taka sama za chwilę. Jak nieraz słyszę że zaczynają strajkować gdzieś, to aż mnie krew zalewa za to jak wydajnie pracują to nawet pół najniższej pensji bym im nie wypłacał .

  8. Czytam te wszystkie komentarze i śmiać mi się chce. Owszem współczuję śmierci człowieka, ale […] (treść
    usunięta z uwagi na złamanie regulaminu portalu)

  9. MASAKRA! Tego się po prostu nie da skomentować w żaden sposób. Służba zdrowia w tym chorym kraju nie istnieje! Te pielęgniarki powinny stracić pracę NATYCHMIAST! Psa bym im do opieki nie powierzył, a co dopiero człowieka. Szczere współczucie dla mamy Damiana, jego rodzeństwa i narzeczonej.

Comments are closed.