Już za moment rodzice uprawnieni do pobierania 500-zlotowego bonusa na drugie dziecko wystartują ze swoimi wnioskami. Datę wejścia w życie nowej ustawy rząd wybrał przecudną – 1 kwietnia. To z pewnością celowe i zamierzone nawiązanie do prima aprilis, ponieważ przekupywanie ludzi ich własnymi pieniędzmi jest żartem zaiste przednim. Któregoś dnia naszła mnie taka myśl: kto weźmie pińcet i czy wezmą je nawet ci, którzy na PiS nie głosowali? Zatem, aby zaspokoić swoją ciekawość, w ramach rekonesansu popełniłam kilka telefonów do osób, które według mojej wiedzy mają prawo wystąpić o dodatek. Szybciutkie dwa pytanka: czy będą się ubiegać i czy głosowali na obecną partię rządzącą.
Prezydent Grzegorz Mackiewicz nigdy specjalnie za mną nie przepadał, ale kiedyś przynajmniej odbierał telefony (albo oddzwaniał najszybciej jak mógł). Coś się jednak między nami zepsuło, bąbelki uleciały z szampana, więc teraz kontakt tylko poprzez wiadomości tekstowe. Kiedy na drugi dzień usłyszałam dźwięk komórki „bip, bip”, serce mi zadrżało. Kiedy już zobaczyłam, że to SMS od prezydenta – targnęło mną niepohamowane wzruszenie… które szybko zastąpiło rozczarowanie. Grzegorz Mackiewicz odmówił odpowiedzi, ponieważ według niego pytania te nie mają związku z pełnioną funkcją. W ulotkach wyborczych i prasie czytałam różne pierdolety na temat Pana pasji, zainteresowań, ulubionego zwierzątka, dania itp. – i to też nie miało związku z pełnioną funkcją.
Rzeczniczka prezydenta Aneta Klimek powiedziała mi, że niezręcznie występować jej w tekście obok swojego szefa, dlatego przedzielę ich Anitą Błochowiak, byłą posłanką z ramienia SLD.
Otóż pani Anita zachowała się z klasą – natychmiast do mnie oddzwoniła. Ale czar wykwintności prysł, kiedy poirytowanym tonem odpowiedziała, że nie jest osobą publiczną i nie życzy sobie zadawania takich pytań, bo to sprawa prywatna. Szanowna Pani, kiedy w ramach sondy na ulicy zatrzymuję dajmy na to „panią Beatę z Bugaju”, to ona nie wyrzuca mi, że nie jest osobą publiczną, tylko współpracuje. I podobnie podeszłam do Pani – jak do mieszkanki Pabianic, której sprawa dodatku na dziecko dotyczy tak samo jak „pani Beaty z Bugaju”.
Wracając do rzeczniczki prezydenta – zapowietrzyła się biedna po usłyszeniu pytań. „Apff…apff” – szeleściło w słuchawce. Pani Aneto, jako rzecznik trzeba być przygotowanym na różne „strzały”, a te pytania nie były zbyt wymagające – do natychmiastowego rozstrzygnięcia na zasadzie tak/nie. Pani rzecznik przyznała, że zgłosi się po pińcet, bo należy się każdemu, bo w ustawie nie ma obostrzeń dotyczących zarobków, funkcji itp. – i dobrze, popieram, nie potępiam. Na kogo oddała głos w wyborach – tego już zdradzić nie chciała.
A ja nie będę robić żadnej tajemnicy – nie głosowałam na PiS i nie idę po pińcet.