Konflikt we wspólnocie przy ul. Rzgowskiej. Winne ogrodzenie.
Zabudowa szeregowa powstała tu pół wieku temu. To łącznie 12 lokali, do których samowolnie wydzielono teren do użytku prywatnego – każdy jest posiadaczem 1/12 i nie ma wyznaczonych prawnie części wspólnych.
Garaże i inne pomieszczenia gospodarcze zlokalizowane są od strony ul. Sybiraków. Z szeregowców na Sybiraków prowadziły dwa dojścia, po jednym z każdej strony. Problem powstał we wrześniu, kiedy jedna z rodzin zagrodziła swoją działkę drewnianym parawanem. W efekcie część lokatorów musi chodzić naokoło.
Zaadaptował chodnik. Słusznie?
W sierpniu miasto remontowało dotychczas gruntową ulicę Sybiraków – pojawił się asfalt i nowy chodnik obok… starego chodnika. Teren, na którym się mieścił, należał do wspólnoty – dlatego miasto nie mogło go ruszyć. Po zakończeniu prac mieszkaniec brzegowej posesji ogrodził stary chodnik i włączył go w swoją działkę. Sąsiedzi zareagowali natychmiast – zebrali podpisy i zażądali rozebrania płotu pod rygorem wystąpienia na drogę sądową. Rozpoczęła się wymiana korespondencji…
Sąsiad, który ustawił ogrodzenie, argumentuje, że ze względu na częściową obecność komórek, ma najmniejszą z powierzchni użytkowych działki (w skrajnych przypadkach nawet ponad dwukrotnie), a przez lata ponosił takie same koszty podatku od nieruchomości. Dodał, że choć stary chodnik służył wszystkim, dbała o niego tylko jedna rodzina. Przyłączając go powiększył swoje poletko o 25 m. Jednak do przejścia na Sybiraków pozostałych nie dopuścił.
Stwierdził także, że skoro jego ogrodzenie ma być przedmiotem sprawy sądowej, to tak samo postąpi z innymi ogrodzeniami na terenie wspólnoty: „(…) Istnieje prawdopodobieństwo, że sąd wyda orzeczenie o współwłasności niepodzielnej. Co oznacza, że wszystkie płoty, ogrodzenia i nasadzenia tworzące granice będą musiały być usunięte. A to oznacza, że będziemy mieszkać na »pustyni«”.
Finał w sądzie
Członków wspólnoty nie przekonały te argumenty – kolejnym krokiem było już pismo przedsądowe, w którym czytamy: „(…) Nie przeczymy, że jesteście Państwo pełnoprawnymi użytkownikami naszej wspólnej nieruchomości, jednak naniesienia nie zostały wykonane za zgodą większości współwłaścicieli (…)” – i powołali się na art. 199 kodeksu cywilnego, który mówi:
Do rozporządzania rzeczą wspólną oraz do innych czynności, które przekraczają zakres zwykłego zarządu, potrzebna jest zgoda wszystkich współwłaścicieli. W przypadku braku takiej zgody współwłaściciele, których udziały wynoszą co najmniej połowę, mogą żądać rozstrzygnięcia przez sąd, który orzeknie mając na względzie cel zamierzonej czynności oraz interesy wszystkich współwłaścicieli.
Na demontaż płotu dali czas do 20 października. Płot nie zniknął, a w kolejnej korespondencji sąsiad podkreślił, że był on postawiony „po konsultacji z nadzorem budowlanym, wydziałem kartografii i geodezji i jest zgodny z planem zagospodarowania przestrzennego”. Wszystko wskazuje na to, że nad płotem przy ul. Rzgowskiej pochyli się Temida.
serio nie idzie się jakoś dogadac i porozumiec? musimy tracić czas i pieniądze podatników na sąd?
płot drewniany – występuje zagrożenie pożarowe w przypadku pożaru brak dostępu dla straży – rozebrać
Ha! Jechałem tam niedawno i moją uwagę zwróciła ta konstrukcja. Pomyślałem sobie od razu, bo znam doskonale tą okolicę, tam spędziłem młodzieńcze lata, że “z tego z pewnością będzie gęsty dym”… No i jest. I w sumie się nie dziwię. Niechaj się dogadują!