Z psychiatrą Anną Oberle* rozmawiamy o problemach związanych z epidemią koronawirusa.
Magdalena Hodak: Jak COVID-19 wpływa na zdrowie psychiczne?

Anna Oberle: – Z mojej obserwacji i praktyki wynika, że pandemia w sferze medycznej oraz restrykcje z nią związane mają negatywne następstwa dla zdrowia psychicznego. Pacjenci, którzy leczyli się w przeszłości zgłaszają się z zaostrzeniem swoich objawów. Jest też więcej niż zwykle osób, które w przeszłości nie wymagały leczenia, a obecnie po raz pierwszy w życiu wymagają konsultacji, farmakoterapii lub psychoterapii.
Objawy i stan psychiczny tych dotychczas nieleczonych mają ewidentny związek z sytuacją, jaka zaistniała w Polsce i na świecie w tym roku, dlatego bardzo często rozpoznaję obecnie tzw. zaburzenia adaptacyjne, czyli reakcję zdrowych psychicznie osób na trudną sytuację życiową, jaką dla tych osób lub ich bliskich przyniosła pandemia i obostrzenia.
A konkretnie?
– Ta trudna sytuacja dla wielu osób wiąże się ze zubożeniem, utratą pracy, rozluźnieniem relacji oraz kontaktów rodzinnych i społecznych, ograniczeniem mobilności, izolacją, wrażeniem utraty wpływu na swoje życie i wybory życiowe, brakiem możliwości realizowania swoich dotychczasowych aktywności, pasji, długofalowych celów, frustrującą wymuszoną rutyną codziennego funkcjonowania.
Odrębnym czynnikiem jest strach przed chorobą swoją lub bliskich, przed zachorowaniem na inne schorzenia ze względu na przeciążenie opieki zdrowotnej, obawa o możliwe skutki lub powikłania po szczepieniach u jednych oraz o skuteczność szczepienia u innych, jak i lęk bliżej nie sprecyzowany, ale dotyczący wszelkich aspektów życia.
Bardzo martwi pacjentów sytuacja dzieci i młodych ludzi spędzających ogrom czasu na siedzeniu przed komputerem w systemie zdalnego nauczania. To przecież stopniowo wypiera naturalne relacje z rówieśnikami, nie pozwala na interakcje, sprzyja uzależnieniom od mediów, rozwojowi wad postawy, wad wzroku, nadwadze.
Pacjenci bardzo często mówią też o obawach o najstarszych członków swoich rodzin, o ich wyizolowaniu i osamotnieniu w szpitalach i DPS-ach, gdzie nie można się z nimi zobaczyć często ostatni raz… O tym, jaki ból niesie ze sobą świadomość, że odeszli samotnie, że w ostatnich chwilach życia nie można było z nimi być.
Takie dylematy, rozterki i przemyślenia mają aktualnie pacjenci przychodzący do psychiatry, którzy ze łzami w oczach opowiadają każdy inną, ale tak naprawdę podobne, bolesne historie. Często mówią też, że gabinet jest to jedyne miejsce, gdzie pozwalają sobie na szczerość i wypowiedzenie tego, co w tzw. przestrzeni publicznej baliby się powiedzieć.
Z jakimi problemami pacjenci zgłaszają się do gabinetu?
– Tak jak każdy człowiek jest inny i niepowtarzalny, tak i następstwa i zaburzenia spowodowane tą sytuacją są niepowtarzalne dla każdego człowieka. Są jednak takie objawy które występują najczęściej: obniżony nastrój, nasilony smutek, płaczliwość lub drażliwość, apatia, gorszy napęd, brak energii życiowej lub odwrotnie – permanentny niepokój i sztuczne pobudzenie, strach (obawa przed czymś konkretnym) i lęk ( podobne doznanie, ale przed czymś czego nie potrafimy dokładnie sprecyzować), somatyczne objawy lęku pod postacią różnego rodzaju dolegliwości narządowych pomimo braku uchwytnych zmian w tych narządach (bóle żołądka, wrażenie duszności, kołatania serca, zaburzenia równowagi, bóle wędrujące) zaburzenia koncentracji, wrażenie rozkojarzenia, zaburzenia snu. Nasilają się też skłonności do natręctw. W skrajnych przypadkach pojawiają się też objawy psychoz np. pod postacią urojeń katastroficznych lub paranoicznych oraz myśli i tendencje samobójcze. Znacznie większe jest też ryzyko występowania i nasilania się uzależnień szczególnie od alkoholu od komputera lub mediów. Więcej jest agresji, przemocy psychicznej i fizycznej. Ludzie nie mogą lub nie potrafią – rozładować napięcia.
Warto też podkreślić, że permanentny długotrwały stres, jaki obecnie nam towarzyszy, ma też negatywne następstwa w postaci obniżonej odporność na wszelkie choroby.
Rozumiem, że zapotrzebowanie na porady wzrosło…
– Tak, a specjalistów nie przybyło, więc liczba chętnych do konsultacji jest większa. Ze względu na obostrzenia spadła, niestety, tzw. przepustowość gabinetu…
Są pacjenci, którzy oczekują tylko bezpośredniej wizyty, gdyż twierdzą, że bardzo brakuje im naturalnych kontaktów i relacji i o swojej psychice i doznaniach nie są w stanie rozmawiać przez telefon ani skype’a. Są też osoby które tak bardzo boją się zarażenia, że od kilku miesięcy nie wychodzą ze swoich domów i dla tych – możliwość teleporady jest jedynym rozwiązaniem.
Ludzie zwracają się głównie z prośbą oceny ich stanu psychicznego, niektórzy wręcz pytają “czy ja zwariowałam/-em? “. Chcą uzyskać opinię, czy ich reakcja na aktualną sytuację to choroba czy tylko obrona organizmu lub wręcz przejaw zdrowego rozsądku. Inni oczekują “cudownej tabletki “, aby móc poczuć się w obecnej rzeczywistości “jak kiedyś – jak dawniej”. Niestety, taki lek nie istnieje… Jeśli zaburzenia mają związek z traumatyczną sytuacją, to tylko zmiana tej sytuacji może przynieść natychmiastową ulgę. W tym wypadku byłoby to “zero zachorowań i sto procent wyleczeń” i wycofanie obostrzeń.
Jak im pomóc?
– Jeśli są wskazania farmakologiczne, to stosujemy środki, którymi możemy zmniejszyć drażliwość, poprawić sen, wpłynąć pozytywnie na nastrój, napęd i koncentrację. Jesteśmy w stanie obniżyć poziom lęku. To przynosi ulgę. Nie jesteśmy jednak w stanie zaburzyć albo zmanipulować tak rzeczywistości, aby pacjenci nie dostrzegali sytuacji i nie widzieli zagrożeń, a niektóre osoby wręcz tego oczekują.
Są też osoby które chcą po prostu porozmawiać z drugim człowiekiem…Ci nie oczekują farmakologii, ale “lekarstwa” w postaci naturalnych ludzkich relacji, wymiany myśli i spostrzeżeń.
Wczoraj weszły kolejne obostrzenia. Coraz gorzej znosi się izolację, brak nadziei i perspektyw. Padają firmy, coraz trudniej ujrzeć światełko w tunelu. W listopadzie na pabianice.tv ukazał się tekst o samobójstwie bardzo młodego zdolnego Kacpra. Bardzo niedawno restaurator z Wrześni popełnił samobójstwo w swojej świeżo urządzonej restauracji.
– Co do braku nadziei i perspektyw – wszystkie epidemie, jakie w przeszłości dotykały ludzkość kiedyś się kończyły pomimo tego, że medycyna była na znacznie mniejszym poziomie zaawansowania i środki higieniczne oraz ochrony osobistej też były znacznie uboższe lub nie było ich wcale.
I ta epidemia/pandemia też się skończy. Ludzkość nie wiedziała jeszcze nic o drobnoustrojach, nie miała antybiotyków ani innych środków, a jednak przetrwała, więc i z tym sobie poradzi. Tym bardziej, że jak dotąd śmiertelność na tę chorobę jest na szczęście niższa niż ta, jaka była zapowiadana przez polityków. Warto też pamiętać, że jednocześnie znacznie spadła zachorowalność i śmiertelność z powodu grypy.
Miejmy nadzieję, że jak do tej pory w każdej chorobie zakaźnej tego typu kolejne fale są mniej dokuczliwe a tzw. odporność stadna coraz większa.
Pragnę chwilą ciszy oddać pamięć osobom, które odeszły zarówno z powodu zachorowania na COVID, jak i z powodu obecności tego drobnoustroju w naszym życiu i tzw. przestrzeni społecznej. I tę chwilę ciszy Im poświęcam…
Nie znam realnych motywacji wymienionych przez Panią osób do podjęcia próby samobójczej, ale być może świadomość dehumanizacji naszego funkcjonowania w ostatnim czasie była dla nich bardziej bolesna niż decyzja o zaplanowanym odejściu …. R.I.P
Dehumanizacji, czyli?
– Nasze człowieczeństwo i nasza wrażliwość- zdobycze ewolucji, cywilizacji i kultury na przestrzeni tysiącleci ukształtowały nasz humanizm – empatię, poczucie wolności, integralności przy jednoczesnym instynkcie bycia grupą – rodziną ludzką. Nauczyliśmy się kochać, spotykać, wspierać, żyć wspólnie. Nasze relacje oparte są na bliskości, wymianie myśli, duchowości i obecności w naszym życiu innych ludzi. Chcemy patrzeć na innych, kontaktować się, czuć ich obecność. Można to sprowadzić do sloganu, który wydaje się bardzo adekwatny: człowiek jest istotą stadną. To atrybut naszego człowieczeństwa, dlatego nie jesteśmy w stanie bezboleśnie przestawić się na inny sposób funkcjonowania w krótkim czasie. Dystans społeczny, unikanie relacji – to dla nas trudne, ale uczymy się tego .
Jak sobie pomóc, kiedy psychika słabnie? Jak starać się być normalnym, gdy wokół wszystko nienormalne? Istnieje w ogóle jeszcze takie pojęcie jak normalność? Wiadomo, że każdy jest inny, ale pewnie może Pani coś poradzić albo podać konkretne przykłady, jak w nowej sytuacji można odciążyć psychikę?
– Jak starać się być normalnym …to jedno z najtrudniejszych pytań. Nie tylko teraz. Zawsze.
Nie istnieje wzorzec normalności, jest tylko przedział normy.
Pamiętajmy, że oprócz COVID-19 istnieje jeszcze to życie, jakie było PRZED i jakie będzie PO nim. Rodzina, przyjaciele, znajomi, sąsiedzi. Dbajmy o relacje międzyludzkie, pomagajmy sobie zamiast na siebie warczeć, uśmiechajmy się do siebie więcej. Nawet jeśli spotykamy się z nieuprzejmością, nie odwzajemniajmy tym samym, aby przerwać tę patologię. Banały – ale w stresowych sytuacjach trudne do realizacji. Teraz tym lepiej widać, jak ważny jest w naszym życiu drugi człowiek. Jak prozaiczne sprawy, których nie docenialiśmy wcześniej mają znaczenie: dotyk, uśmiech bez maski, bezpośrednia obecność, możliwość wyjścia, gdzie się chce i kiedy się chce – to nasze pierwotne, organiczne wręcz potrzeby. Praca- coś co czasem nas irytuje, ale jednak stanowi o naszym człowieczeństwie i pozwala z mniejszym lękiem patrzeć w przyszłość. Czuć się wartościowym i potrzebnym. To, że jesteśmy zdrowi albo to, że udało nam się wyzdrowieć, jeśli byliśmy chorzy.
Czy nie było tak, że zapomnieliśmy o tych prozaicznych sprawach? Teraz już wiemy , że nawet jeśli są one prozaiczne, to stanowią o tym, że jesteśmy ludźmi.
Oddech, powietrze – coś, co jest tak oczywiste – staje się dobrodziejstwem. Oddychajmy głęboko, wentylujmy nasze płuca, jeśli tylko możemy to robić swobodnie.Zróbmy wokół siebie więcej przestrzeni, uporządkujmy dawno zapomniane szafy, podzielmy się tym co mamy – tym czego, być może, nam zbywa…
Bardzo ważne, abyśmy w miarę możliwości starali się nie uczestniczyć w czymś, co nas mentalnie osłabia co nasila lęk i stres. Jeśli wiadomości medialne są dla nas źródłem stresu – zrezygnujmy z porcji tej toksyny. Wyjdźmy w tym czasie na balkon i pooddychajmy głęboko albo chociaż przewietrzmy pokój. Wszystko, co buduje odporność jest dla nas lekarstwem. Sen, bezpieczny spacer, zdrowa dieta mogą pomagać. Wszystko, co nas irytuje i drażni działa jak toksyna i szkodzi. Nie trzeba co 5 minut włączać telewizora, aby kilkadziesiąt razy dziennie przypominać sobie jakie restrykcje nas czekają. Raz wystarczy.
W Internecie jest wiele kanałów psychologicznych, które pomagają zastosować ćwiczenia relaksujące i medytację, odwrócą uwagę od jednorodnego medialnego przekazu. Jest też wiele programów ćwiczeń fizycznych i wzmacniających. Nie trzeba wielkich nakładów finansowych, aby z tego skorzystać.
Planujmy, co zrobimy PO pandemii. Ale też w codziennych sprawach żyjmy tak jakby nie była ona centralnym punktem naszego życia. Są jeszcze inne sprawy, są inne zadania i wyzwania. Jeśli możemy nabywać nowe umiejętności, to róbmy to. Być może niektórzy będą się musieli przekwalifikować.
Bądźmy wyrozumiali. Nie każdy jest taki, jak my. Nie każdy tak się boi albo tak się nie boi jak my. Nie pozwólmy się dzielić na frakcje, wyzywać i skłócać. To zawsze osłabia. A przecież musimy budować swoją wewnętrzną siłę!
Przed nami koniec roku i powitanie nowego podczas tzw. godziny policyjnej. Jak Pani Doktor spędzi sylwestra, jak powita Nowy Rok? I czego psychiatra może życzyć pabianiczanom?
– Sylwestra i Nowy rok spędzę w pracy. Tak się składa, że 31.12 i 01.01 mam dyżury w szpitalu. Nowy Rok w zaciszu domowym będę celebrować od 2 stycznia.
Pabianiczanom życzę Zdrowia, Odporności, Niegasnącej Nadziei na Przyszłość i tego, byśmy umieli doceniać, jakim darem i dobrodziejstwem jest zwyczajne, codzienne życie wśród bliskich.
O rozmówcy
Anna Oberle – pabianiczanka, lekarz od ponad 20 lat. Posiada II stopień specjalizacji w dziedzinie psychiatrii.
Wkrótce
Psychiatra wśród osadzonych