Warto się rozglądać – nierzadko mijamy wspaniałe relikty minionych lat. Relikty, które z pewnością rychło znikną na dobre z naszego otoczenia.
Wielka moda na przyłączanie się do telefonii stacjonarnej miała miejsce w latach 80. i 90. Wówczas w każdym mieszkaniu wisiał konwencjonalny aparat telefoniczny, co zniosło konieczność wysyłania telegramów w pilnych, nagłych sprawach. Nim jednak telefony stacjonarne zagościły w naszych domostwach, aparaty telefoniczne dostępne były w publicznych budkach na żetony (później – monety, a jeszcze później, na przełomie lat 90. i 00. – karty magnetyczne). Rozmowę telefoniczną za stosowną opłatą można było zamówić na poczcie.
Aparaty telefoniczne występowały również w placówkach użyteczności publicznej oraz zakładach pracy. Takie miejsca były stosownie oznaczane – „Tutaj jest telefon!” – krzyczały z elewacji budynków specjalne tabliczki. Tabliczki z biegiem lat znikały, nie przeżywając ewolucji czasów współczesnych. Chyba najdłużej istniejącą była ta, która wisiała na gmachu przychodni rejonowej przy ulicy św. Rocha (dawniej: Gwardii Ludowej) – zdjęcie obok. Po 2008 roku, przy okazji termomodernizacji obiektów, została zakryta.
W przestrzeni publicznej dotąd znajduje się jeden stary aparat telefoniczny, ukryty w blaszanej skrzynce. Służył on do łączności taksówkarskiej. Budki takie mieściły się niegdyś przy największych postojach TAXI – m.in. przy dworcu kolejowym, czy przy ulicy Roweckiego. Do dzisiaj ostała się jedynie ta, która stoi u zbiegu ulic Zamkowej i Zielonej.
Najpierw były monety, poźniej żetony…
Oczywiście. Zespół Redakcyjny jest młody i nie ma prawa pamiętać automatów na monety wiszących w zielonych budkach. Automaty te służyły do łączności miejscowej, a rozmowa kosztowała 50 gr na początku lat siedemdziesiątych, później przez długi czas złotówkę. Opłata była niezależna od długości rozmowy. W latach osiemdziesiątych pojawiły się automaty do rozmów międzymiastowych , które przyjmowały różne monety. Miały również tę właściwość iż najpierw nawiązywały połączenie a dopiero później żądały opłaty. Przez ok. 10 sekund można było rozmawiać za darmo, trzeba było tylko zignorować brzmiący w słuchawce komunikat “Wrzuć monetę”. Jeszcze później – w związku z hiperinflacją – wprowadzono żetony, a wreszcie karty magnetyczne.