W najbliższą sobotę Monika Hetmanek i Piotr Wiciński wyruszą z granicy polsko-niemieckiej w kierunku granicy polsko-rosyjskiej. Po co? To bieg charytatywny dla Jolanty Knop.
Inicjatywa „Z zachodu na wschód brzegiem Bałtyku” zawiązała się spontanicznie. Historia 42-letniej pabianiczanki chorej na nowotwór poruszyła panią Monikę (o zbiórce na lek ostatniej szansy pisaliśmy TUTAJ i TUTAJ), która do biegu zaprosiła kolegę. To członkowie klubu „O co biega”.
Nie znają 42-latki, jest dla nich obcą osobą, a mimo to wzięli w pracy bezpłatne urlopy i przebiegną około 450 km, by nagłośnić zbiórkę. Pojawią się m.in. w Świnoujściu, Rewalu, Mielnie, Jarosławcu, Łebie, Rowach i Gdańsku. Po drodze nie mają „nagranych” noclegów, liczą na gościnę i ludzi o dobrych sercach.
– Dajemy sobie 8 dni, ale to będzie zależało od warunków. Nie wyznaczamy sobie daty, bo to nie jest bieg na czas – im dłużej będziemy w trasie, tym większe szanse na rozgłos – mówi Piotr Wiciński.
Nie chce umierać
42-letnia Jolanta Knop pokonała raka piersi, jednak choroba wróciła w lipcu zeszłego roku i zaatakowała również płuca, oskrzela i mózg (kilka nieoperacyjnych ognisk). Lek ostatniej szansy – Kadcyla, może wydłużyć jej życie. Zbiórka pieniędzy trwa do 1 lipca, ale „siepomaga” obiecało wydłużenie do czasu zakończenia biegu. Brakuje jeszcze 41.273 zł.
„Czas – przez innych niedoceniany, dla mnie najdroższy na świecie. Czy uda mi się go kupić? (…) Jedyne, co mogą zrobić lekarze, to powstrzymać śmierć, odroczyć ją, dać mi więcej czasu, który spędzę w domu z dziećmi. Pragnę wychować syna, wprowadzić go w dorosłość, doczekać wnuków… Tak bardzo nie chcę umierać” – pisze 42-latka.