OPINIE

Duch komunizmu straszy w Pabianicach [WYWIAD]

Ze Stefanem Türschmidem, autorem książki „Ikony. Opowieść o terrorystach”, o tym, czy Waryński, Kunicki, Jaszuński i… Piłsudski powinni patronować naszym ulicom.

Magdalena Hodak: We wrześniu ubiegłego roku weszła w życie tzw. ustawa dekomunizacyjna. Samorządy mają rok na zmianę nazw ulic, które promują komunizm. W ustawie chodzi dokładnie o lata 1944-89. Czy to Pana zdaniem właściwy zakres czasu?

Stefan Türschmid: W ustawie rzeczywiście chodzi o lata 1944-1989? Jeśli dotyczyłoby to czasu, w którym działali ludzie, których nazwiskami uczczono jakieś ulice czy inne obiekty, to byłby to nonsens. Nie mogłoby być ulicy Stalina, a mogłaby pozostać np. Huta Lenina, bo ten zmarł w 1924 roku. Może chodzi o czas, w którym nadano nazwy? Określenie ram czasowych w ustawie jest według mnie zbędną komplikacją.

W ustawie zapisano dokładnie tak: Za propagujące komunizm uważa się także nazwy odwołujące się do osób, organizacji, wydarzeń lub dat symbolizujących represyjny, autorytarny i niesuwerenny system władzy w Polsce w latach 1944-1989. W owych ramach nie mieszą się Salomon Jaszuński i Stanisław Kunicki. Dlatego w Pabianicach pojawiły się wątpliwości w związku z ulicami „ochrzczonymi” nazwiskiem Kunickiego i  Jaszuńskiego.

Urząd Miejski wystąpił do łódzkiego oddziału Instytutu Pamięci Narodowej o wydanie opinii czy nazwy ulic Jaszuńskiego i Kunickiego wypełniają dyspozycję art. 1 wspomnianej ustawy. Według Pana Stanisław Kunicki (1859-1942) i Salomon Jaszuński (1902-1938) to komuniści?

Salomon  Jaszuński był zdeklarowanym komunistą. Zginął w Hiszpanii w 1938 roku i nie jest to postać godna upamiętnienia, w każdym razie w sensie pozytywnym. Stanisław Kunicki i Ludwik Waryński to inny temat. Nie znam tak dobrze dziejów polskiego ruchu rewolucyjnego jak rosyjskiego, lecz Proletariat, który utworzył Waryński, jest uważany za pierwszą polską partię robotniczą opartą na zasadach marksizmu. Marksizm wielu uważa za piękną ideologię, utopię, której, niestety, nie udało się wprowadzić w życie. Komuniści mieli jej założenia wypaczyć, co doprowadziło do zbrodni.

Takie podejście nie jest jednak prawdziwe. Marksizm był od początku ideologią zbrodniczą. „Manifest komunistyczny” nie tylko planował odebranie rodzicom dzieci i wychowanie ich przez państwo, co już samo w sobie byłoby zbrodnią. Także wzywał do zniszczenia klas posiadających. I nie chodziło tylko o zniszczenie ekonomiczne, lecz o likwidację fizyczną! Z wielu wypowiedzi Marksa, na przykład z jego artykułów, jasno wynika, że chodziło o zniszczenie ludzi, o masową zbrodnię. I to zresztą w znacznej mierze się dokonało, zwłaszcza w Związku Radzieckim.

Komunizm równa się faszyzm?

Nie wahałbym się porównać „Manifestu komunistycznego” z „Mein Kampf” Hitlera. Jeśli chodzi o skutki, to „Manifest komunistyczny” zaowocował wielokrotnie większą liczbą zabitych. W PRL-u wmawiano nam, że marksizm to teoria naukowo opisująca mechanizmy społeczne. A to mit, ta teoria nie ma niczego wspólnego z nauką.

Więc jak ocenić marksistowski Proletariat i Waryńskiego?

Trudno o jednoznaczną odpowiedź. Jeśli Waryński był marksistą to w sferze przekonań. Nikogo nie zamordował i do zbrodni nie nawoływał. Mnie osobiście wydaje się jednak bardziej socjalistą niż komunistą. Mam przekonania prawicowe i socjalizm mi się nieszczególnie podoba, jednak ma on przecież ogromne zasługi w dziele cywilizowania kapitalizmu, walki o prawodawstwo pracy i tak dalej. Sam Piłsudski był socjalistą. Ja bym Waryńskiemu ulicy nie zabierał.

A Kunickiemu?

Stanisław Kunicki na pewno był równie silnie związany z rosyjską Narodną Wolą jak z Proletariatem. Walczył z systemem carskiego samodzierżawia i przepłacił to życiem stracony na stokach warszawskiej cytadeli w 1886 roku. Nawiasem mówiąc, brał między innymi udział w przygotowaniu zabójstwa szefa Ochrany, niezwykle skutecznego policjanta, podpułkownika Sudiejkina. Piszę o tym szerzej w mojej niedawno wydanej książce „Ikony. Opowieść o terrorystach”.

Lecz Narodna Wola była organizacją terrorystyczną a Kunicki – terrorystą. Co prawda zupełnie innym niż dzisiejsi terroryści. Czy zatem należy nazwą ulicy uczcić terrorystę z tego powodu, że walczył z naszym zaborcą?

Na kartach powieści „Ikony” pojawia się także postać naczelnika Piłsudskiego, który także ma w Pabianicach ulicę. W tym roku do UM wpłynęła inicjatywa mieszkańca o zmianę nazwy ul. Piłsudskiego. Pabianiczanin uważa, że marszałek nie zasługuje na takie wyróżnienie, bo odpowiada za powstanie obozu w Berezie Kartuskiej, gdzie opozycjoniści karani byli m.in. biciem, głodem, karcerem tzw. twardym łożem, chodzeniem w półprzysiadzie w moczu. Co Pan na to?

Rzeczywiście, lata po przewrocie majowym to czarne karty z życia Marszałka. O ile sam zamach można jeszcze próbować usprawiedliwiać ówczesną sytuacją polityczną, to późniejszych ekscesów władzy nic nie może usprawiedliwiać. Odpowiedzialność za nie Piłsudskiego jest oczywista, nawet jeśli nie o wszystkim wiedział. Lecz odbierać mu z tego powodu ulicę? To jakieś grube nieporozumienie! Jego wcześniejsze zasługi dla Polski są ogromne. Najpierw PPS i walka z naprawdę potwornym w tych czasach wyzyskiem robotników. Następnie PPS Frakcja Rewolucyjna i już wyraźne pierwszeństwo dla walki z zaborcą przed sprawami socjalnymi.

Organizacja Bojowa PPS. Czy mamy tu do czynienia z terroryzmem? Ilość zamachów na przedstawicieli rosyjskiego okupanta jest imponująca. 16 sierpnia 1906 roku, w tak zwaną Krwawą Środę, jednego dnia wykonano 80 zamachów w różnych miejscach kraju. Ich ofiarami byli żandarmi, policjanci, prowokatorzy i agenci ochrony. W ogóle w Warszawie zawsze brakowało stójkowych, bo było to narażanie się na pewną śmierć. Rosjanie wpadli w panikę do tego stopnia, że wyprowadzili część wojsk z Warszawy; uznali, że zaczyna się powstanie. Krwawa Środa wywołała przerażenie. O to właśnie chodzi organizacjom terrorystycznym. Lecz przecież to była walka z zaborcą, okupantem. Czy Armię Krajowa uznalibyśmy za organizację terrorystyczną? Robiła to samo.

Następnie Polska Organizacja Wojskowa i Legiony w czasie I Wojny Światowej…

Piłsudski poprowadził garstkę ludzi do walki, kiedy ogromna większość społeczeństwa zachowywała się biernie lub potępiała go za to, że prowadzi młodzież na bezsensowną śmierć. W Legionach służyło najwyżej trochę ponad dwadzieścia tysięcy ludzi. Wobec wielomilionowych armii walczących na frontach dla wyniku wojny nie miało to prawie żadnego znaczenia. A jednak Komendant potrafił tak grać sprawą Legionów, że kiedy ustalano ład powojenny w Europie, polski czyn zbrojny musiał być brany pod uwagę. Warto pamiętać, że Druga Brygada Legionów walczyła pod koniec nie tylko z Rosją u boku Austrii, lecz także z Niemcami i z samymi Austriakami. Profesor Tomasz Nałęcz nazywa działania Piłsudskiego w czasie wojny mistrzostwem świata w dziedzinie polityki.

I wreszcie wojna z bolszewikami w 1920 roku. Tu Piłsudski ma zasługi nie tylko dla Polski ale i dla Europy, którą uchronił od czerwonej zarazy. Jak potoczyłyby się nasze losy po wojnie, gdyby nie było Piłsudskiego? Władysław Sikorski na przykład nie posuwał się w swoich marzeniach poza jakąś formę autonomii w ramach monarchii austro-węgierskiej. Dmowski chciał żebyśmy szli z Rosją. Może Polska pozostałaby po wojnie nadal podzielona między zaborców. Odbierać Piłsudskiemu ulicę z powodu Berezy Kartuskiej? To nonsens!

Mówi Pan: „I wreszcie wojna z bolszewikami w 1920 roku. Tu Piłsudski ma zasługi nie tylko dla Polski ale i dla Europy, którą uchronił od czerwonej zarazy”. Chciałabym zauważyć, że ta „czerwona zaraza” wyzwoliła później Polskę spod hitlerowskiego jarzma. W styczniu, konkretnie 19.01. minęła rocznica wyzwolenia Pabianic. Na pabianickim cmentarzu jest kwatera żołnierzy sowieckich. Jak Pan ocenia ich zasługi w kontekście późniejszej historii (komunizm w Polsce)?

Na początku lat czterdziestych sowieci wywieźli na wschód ponad milion obywateli polskich. Mało się o tym pamięta, ale z tego miliona od razu pięćdziesiąt tysięcy wymordowali. Dwa razy tyle co w Katyniu! Większość nie wróciła.

Armia Czerwona wyzwoliła nas spod okupacji hitlerowskiej i wprowadziła własne komunistyczne rządy. „Nasi” polscy komuniści mieli w Polsce tak minimalne poparcie, że bez sowieckich czołgów nie utrzymaliby się u władzy nawet przez dwa tygodnie. Ustrój, który przyniosła Armia Czerwona był dla Polski i dla Polaków niszczący i utrzymał się przez 44 lata. Gospodarczo tak spowolnił rozwój, że znaleźliśmy się w ogonie Europy. Skutki społeczne także są fatalne. Długo jeszcze potrwa zanim zniknie gatunek homo sovieticus.

Co prawda nie było już łapanek na ulicach ani obozów koncentracyjnych, jednak komuniści z pomocą sowieckich doradców  wymordowali w pierwszych latach po wojnie kilka tysięcy patriotów z AK i innych organizacji niepodległościowych a jeszcze więcej przez lata trzymali w więzieniach.

Trudno mówić o zasługach żołnierzy sowieckich dla Polski. Lecz każdy z nich był przede wszystkim człowiekiem, a dopiero potem żołnierzem czy komunistą. Więc ich pamięci należy się  utrwalenie na cmentarzu. Ale tylko na cmentarzu, a nie w postaci pomników wdzięczności, których w PRL-u było wszędzie mnóstwo.

Stefan Türschmid – ur. 1946 r. w Łodzi. Absolwent polonistyki Uniwersytetu Łódzkiego. Od roku 1968 działacz nielegalnej antykomunistycznej organizacji Ruch, aresztowany za działalność opozycyjną (spędził w więzieniu 10 miesięcy), redaktor „Tygodnika „Solidarność Ziemni Łódzkiej” i „Dziennika Łódzkiego”. Autor powieści „Olimpiada zabójców” (political fiction) oraz bestsellera „Mrok i Mgła”. Wielki miłośnik i znawca koni, trener jeździectwa. Jego przodkowie przybyli do Polski z Niemiec, aby germanizować nasz kraj, ale się spolonizowali. Historię tę opowiada w „Cieniu Lucyfera”. Ostatnia powieść to „Ikony. Opowieść o terrorystach”

Od wydawnictwa „REBIS”: Stefan Türschmid, autor cieszącej się wielkim uznaniem powieści Mrok i mgła, tym razem przenosi nas do Rosji z przełomu XIX i XX wieku. W tej niezwykłej książce znajdujemy fascynujące portrety terrorystów walczących z caratem. Znajdziemy tu historię Wiery Zasulicz, która strzelała do rosyjskiego gubernatora Trepowa, i jej sławnego procesu; Siergieja Diegajewa – zabójcy szefa rosyjskiej policji politycznej, rewolucjonisty, a potem profesora jednej z amerykańskich uczelni, a także prawdziwej ikony rewolucjonistów: Marii Spiridonowej, a wszystko to w ciekawej formie wciągających reportaży historycznych.
Dziś, w dobie powszechnego strachu przed terroryzmem, ta książka powinna być lekturą obowiązkową; opowiada bowiem o początkach tego zjawiska, o tym, jak się ono rodziło i jak powstawały jego mechanizmy, a zawarte w niej informacje z pewnością zaskoczą niejednego z nas.


2 komentarze do “Duch komunizmu straszy w Pabianicach [WYWIAD]

  1. Ciekawy wywiad, a co najwazniejsze – po przeszlo 40. latach – dognała mnie historia mojego zycia. Tez bylem w łodzkim Ruchu i Stefanowi zawdzieczam nie tylko poznawanie wspolczesnej historii Polski, ale przede wszystkim zrozumienie podwalin spoleczenstwa obywatelskiego.

  2. Bylem razem ze Stefanem w lodzkim “Ruchu”. Chetnie nawiaze z nim kontakt… Prosze Redakcje o przekaznie Autorowi mego adresu.

Comments are closed.