Rządowy zakaz zgromadzeń oznacza też zawieszenie działalności targowisk. Dziś pabianiccy kupcy zostali poinformowani, że nie wolno im od jutra handlować.
Po konsultacji z sanepidem wygaszana jest działalność targowisk miejskich – prócz funkcjonujących tam sklepów (dotąd pod chmurką dopuszczona była wyłącznie sprzedaż artykułów spożywczych i higienicznych). To jedna z konsekwencji najnowszego rozporządzenia premiera, jaka właśnie znalazła zastosowanie w Pabianicach. (CZYTAJ TUTAJ)
W miejscach publicznych nie może być zgromadzeń liczących więcej niż dwie osoby. Trochę więcej może być np. w kościołach.
Na pabianickich targowiskach zawrzało. Kupcy są przerażeni, że nie będą mogli handlować i zarabiać na życie. To najczęściej ich jedyne źródło utrzymania.
– Rozumiem zagrożenie wirusem, ale handel na świeżym powietrzu, nie w zamkniętym sklepie, jest najbardziej bezpieczny, dlatego jestem oburzona planami zamknięcia targowiska – tłumaczy kobieta sprzedająca produkty rolne.
Kupcy zwracają też uwagę na inny problem. Zamówili towary o krótkiej przydatności (np. owoce, warzywa), które w tej sytuacji się zmarnują.
Jest też głos z drugiej strony barykady – od klientów. Wolą kupować nie w zamkniętych marketach, a właśnie na targowiskach, bo uważają, że w ten sposób bardziej się chronią przed zarażeniem koronawirusem.
– Muszę gdzieś kupować chleb i mięso – nie chcę się narażać w marketach, wolę nabyć towar na targu. Teraz nie będę miała takiej możliwości – narzeka pan Zbigniew.
– To nie nasz wymysł. Musieliśmy się dostosować do najnowszego rządowego rozporządzenia, z którego wynika, że w miejscach publicznych nie mogą znajdować się więcej niż dwie osoby. Większe skupiska ludzkie są nieuniknione w warunkach handlu pod chmurką. W marketach można zorganizować to tak, że osoby wchodzą tam w pojedynkę. W sytuacjach kryzysowych trzeba wybrać mniejsze zło – mówi Sławomir Wasilczyk, dyrektor Zarządu Dróg Miejskich, któremu podlegają pabianickie targowiska.